Niezwykłe ptactwo na Koronacji Królewskiej

Wyróżniony Niezwykłe ptactwo na Koronacji Królewskiej

Tego pokazu wyczekiwali tylko najpilniejsi miłośnicy ornitologii. Na przysłowiowe wyciągnięcie ręki mogli obejrzeć unikatową hodowlę ptactwa drapieżnego, które zamieszkuje w Polsce.


To był jeden z mniej eksponowanych punktów Koronacji Królewskiej, a jednak bardzo dużo osób przyszło obejrzeć ten mały pokaz. W bardzo ukrytym zakamarku na prawie samym końcu Placu Świętego Wojciecha zorganizowano pokaz ptactwa drapieżnego. - To jest okazja do zobaczenia takiego ptactwa, którego ludzie nie mają możliwości z tak bliskiej odległości podziwiać na co dzień. Przywieźliśmy ze sobą dzisiaj jastrzębie, sokoły i dwie sowy, tj. puchacza europejskiego oraz puszczyka paragwajskiego – mówi Damian Kwiatkowski, sokolnik z Jeziorowa.

Do czego dzisiaj ptaki służą, oprócz pokazów hodowlanych? - Sokoły i jastrzębie są głównie wykorzystywane do polowań, a więc do pozyskiwania zwierzyny, ptactwa, kaczek i bażantów. Kiedyś sokolnik z ptakiem drapieżnym po prostu przynosił do domu mięso, dziś jednak troszkę to się zmieniło i sokolnictwo stało się bardziej użytkowe. Takie ptaki służą teraz głównie do płoszenia do płoszenia i obecnie pracujemy na lotniskach czy plantacjach owocowych, np. pilnujemy borówek amerykańskich, aby inne ptactwo jej nie zjadło po prostu – tłumaczy D. Kwiatkowski.

Jego hodowla liczy 14 ptaków drapieżnych. - Podczas pokazów przedstawiamy biologię i morfologie tych ptaków drapieżnych czy sposób polowania sokołów i jastrzębi, mało kto wie, że sokół potrafi osiągnąć prędkość 400 km/h, to jest nawet trudno sobie czasami wyobrazić. Staramy się także edukować, gdzie żyją takie ptaki i czego robić nie należy, by im nie zaszkodzić. Ptaki pochodzą z hodowli zamkniętych i na nóżkach oczywiście mają pozakładane  obrączki hodowlane, mają odpowiednie świadectwa CITES, które dotyczą ich legalności, a wszystko po to, żeby z natury nie zostawały pozyskiwane tylko właśnie z takich hodowli sztucznych w rękach sokolników. Te ptaki, które trafią do rehabilitacji nie mogą pracować, są tylko leczone w odpowiednich ośrodkach, tam zostają do końca życia albo są potem wypuszczane – dodaje.

Na terenie Polski jest tylko kilkanaście hodowli sokołów i jastrzębi. - Dla mnie te ptaki są szczególne i wartościowe z powodu ich charakterów, my nie mówimy zazwyczaj o pieniążkach, to są nasi partnerzy do pracy, sokolnictwo to jest sposób życia, a nie biznes.  Czasem jednak trzeba ptaka dokupić do jakiejś hodowli i wtedy trzeba pamiętać, że to są już koszty dość duże, najdroższe są tutaj sokoły wędrowne i białozory, których cena sięga nawet kilkunastu lub kilkudziesięciu tysięcy złotych. Jeśli ktoś podchodzi do tego pod kątem biznesowym, to za długo nie pociągnie w tym temacie, po takie ptactwo trzeba często jechać zagranicę, do Czech, Słowacji, Niemiec, Holandii, a nasze ptaki bardzo często wyjeżdżają za granicę, np. nasze sokoły uwielbiają szejkowie z Arabii Saudyjskiej i one tam trafiają do polowań najczęściej – podsumowuje D. Kwiatkowski.

Ostatnio zmienianyśroda, 09 sierpień 2017 19:08

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.