http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

„Mocarz” zbiera ofiary również w Gnieźnie

Wyróżniony „Mocarz” zbiera ofiary również w Gnieźnie

Substancje psychoaktywne, czy halucynogenne obecne są w kulturze od jej zarania. W tradycji jednak człowiek sięgał po nie w sytuacjach szczególnych lub zarezerwowane były dla określonych funkcji społecznych. Przede wszystkim jednak wszelkie środki roślinne pozwalały przewidzieć skutki i zachowanie człowieka po ich zażyciu. Dziś zmieniła się nie tylko motywacja sięgania po nie, ale też przede wszystkim ich skład. Powszechne dziś dopalacze to przede wszystkim substancje nie jednorodne bardzo często dla ucieczki przed prawem modyfikowane, opierane na innych składnikach.


Ostatnimi czasy specyfik nazwany „Mocarz” sprawił, że blisko 200 osób z Śląska i Wielkopolski trafiło do szpitali z objawami zatrucia. W samym Poznaniu ofiarą „Mocarza” padło 30 osób. Substancja nie ominęła również Gniezna u nas w ostatnim czasie 5 osób trafiło z objawami zatrucia po dopalaczach w tym 3 na pewno zażywały „Mocarza”.

Sytuacja stała się przyczynkiem do zwołania Zespołu Zarządzania Kryzysowego w Starostwie. W spotkaniu wzięli udział między innymi przedstawiciele policji, straży pożarnej, Powiatowego Centrum Pomocy Rodziny, gnieźnieńskich szpitali w tym Wojewódzkiego Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych „Dziekanka” im. Aleksandra Piotrowskiego oraz Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej oraz Wydziału Spraw Obywatelskich starostwa a także wicestarosta Jerzy Berlik.

Spotkanie miało na celu ujednolicenie informacji posiadanych na temat dostępności dopalaczy w powiecie gnieźnieńskim oraz wypracowanie pewnej polityki przeciwdziałania i profilaktyki. Jak się wydaje sytuacja jest nie tylko dlatego trudna, że powiększanie listy substancji zakazanych o kolejne pojawiające się na rynku jest jedynie motorem dla chemików pracujących na zlecenie dopalaczowego biznesu do wykorzystywania nowych jeszcze nie zakazanych, istotnym jest też pewien konflikt oparty na tym, że wiele z wykorzystywanych substancji sama w sobie nie może być substancjami zakazanymi bo stanowi np. część składową leków. Problem też w tym, że niekiedy służby nie mają bladego pojęcia o tym z czym walczą i nie odnosi się to do niewiadomej jeśli chodzi o skład.

Jeśli szef zarządzania kryzysowego mówi o tym, że potrzeba w rodzinach obserwować dzieci – to oczywiście ma rację. Jeśli jednak próbuje zwrócić uwagę na fakt, iż te przesyłki muszą docierać do domu, zapomina o możliwości znanej większości osób uzależnionych od dopalaczy jaką daje instytucja Post restante. Kupujący przede wszystkim w internecie informacje o tym gdzie znajduje się przesyłka otrzymują bezpośrednio na swoje telefony, podobnie jeśli przesyłana jest kurierem. Takie informacje to podstawa w jakiejkolwiek rozmowie o walce z dopalaczami. A służby lekcje muszą odrabiać szybko bo pomysłowość narkobiznesu związanego z dopalaczami i nowoczesne technologie dają możliwość błyskawicznych zmian metod działania. O ile wypatrywanie przesyłki w skrzynce na listy jest kompletnie nietrafiona podpowiedzią.

Bez problemu można też wskazać jakie strony budowane głównie na holenderskich domenach sprzedają legalnie dopalacze jako wyciągacze wilgoci lub pigułki piorące. Zaniepokoić mogą rodziców ulotki opisujące jak stosować lub jak nie stosować (na zdjęciu). I to te informacje są podstawą na jakiej powinny pracować służby kryzysowe. Dzisiejsze spotkanie zwołane w związku z trafieniem 3 osób z objawami zatrucia „Mocarzem” do szpitala miejmy nadzieję pokaże, że służby wiedzą choćby o tych podstawach, o których wie każdy, który choć trochę zainteresował się problemem. Na razie jednak, i nie odnosi się to w żaden szczególny sposób do ZZK w naszym powiecie a raczej jest to problem ogólnopolski służby oraz aparat legislacyjny w Polsce jest bezradny.

- Bardzo się cieszę, że ta sprawa została nagłośniona, ponieważ my tę walkę z dopalaczami prowadzimy od dawna i wielokrotnie o tym informowałam i w prasie i w mediach robiliśmy masę akcji w kierunku dzieci i młodzieży, zeby przestrzegać ich przed używaniem tych dopalaczy, ale być może musiało dość do zatrucia większej ilości, a także wejść nowelizacja ustawy spowodowało to łącznie, że nagłośniono problem. Być może teraz wspólnymi siłami doprowadzimy do tego, ze teraz skutki brania tych substancji będą znikome a może wyeliminujemy je zupełnie – powiedziała nam Danuta Winiarska, dyrektor PSS-E w Gnieźnie.

Wydaje się, że dużo bardziej realistyczne spojrzenie na sprawę prezentuje pion terapeutyczno-medyczny. - Kiedy pacjent trafia w różnym stanie psychicznym, te środki, które nazywamy dopalaczami działają głównie na ośrodkowy układ nerwowy jego zachowania są bardzo różne. Te osoby są zwykle niespokojne maję zaburzenia psychiczne, wtedy leczymy tych pacjentów objawowo. Tak naprawdę nie mamy narzędzia aby zbadać jakie środki dana osoba zażyła ile tych środków użyła i jaką dawkę, to jest taka wielka niewiadoma. Leczenie jest objawowe, zaczynamy przede wszystkim od odtrucia. Potem dopiero wchodzą do pracy terapeuci, ale w przypadku dopalaczy to jest naprawdę trudna sprawa – przyznaje Maria Jankowska–Marchewka ze szpitala „Dziekanka”.  

Policja przede wszystkim przygotowała informacje na temat obecnego stanu zagrożenia dopalaczami w powiecie oraz ostatnich przypadków. - W ostatnim czasie pojawiło się kilka przypadków zatrucia dopalaczami osoby te znalazły się w szpitalu. W tej chwili mamy przyjęte zawiadomienie o przestępstwie jednej z osób, która została już wypisana ze szpitala. Na chwilę obecna ustaliliśmy sprawcę czyli osobę, od której zostały zakupione dopalacze. Tej osobie w tej chwili przedstawiane są zarzuty, zatrzymaliśmy także kobietę związaną z tym mężczyzną, która najprawdopodobniej również trudniła się sprzedażą. Podjęliśmy też czynności mające na celu ustalenie danych kolejnych pokrzywdzonych - mówi podinsp. Przemysław Kozanecki, zastępca komendanta KPP w Gnieźnie. Jak powiedział, policja prowadzi cały czas działania profilaktyczne, które mimo wakacji zostaną wzmożone wykorzystując zorganizowane formy wypoczynku wakacyjnego.

O wadze problemu wspominał także wicestarosta Jerzy Berlik. - Przede wszystkim należy zebrać wszystkie informacje na temat tego co dzieje się w powiecie w związku z tą sytuacją. Należy podjąć stanowcze środki, bo widać, że zagrożone jest życie młodych ludzi – argumentował wicestarosta. Warto mieć nadzieję, że zwołanie Zespołu Zarządzania Kryzysowego w sprawie Mocarza nie pozostanie jedynie zabiegiem medialnym i zostanie wypracowany jakiś plan działania zwłaszcza, że choćby policja czy szpital Dziekanka posiadają pewne doświadczenia praktyczne, czy jednak nowela ustawy daje wystarczające mechanizmy i narzędzia pokaże życie.

Komentarz od autora
    Oczywiście zwołanie spotkania Zespołu Zarządzania Kryzysowego ze wszech miar potrzebne. Tego nikt nie kwestionuje. Wydaje się jednak, że wszystko obraca się ku likwidacji skutków a nie przyczyn. Profilaktyka oparta na pogadankach nie sprawdziła się już w latach 80-tych kiedy mieliśmy w Polsce nasz lokalny problem tzw. kompotu czyli polskiej heroiny. Nagminnie wówczas przychodzili do szkół „ściemniać” psychologowie i milicjanci jeden z kapitanów wzywał na wyrywki to przedstawicieli środowisk hippisowskich to punkowych nie zawsze wiedząc kto jest kim. Oczywiście poziom wiedzy obecnych psychologów i terapeutów jest dużo wyższy, zmieniły się też standardy pracy w policji. Jednak problem ma zupełnie inne podłoże, kiedyś po środki nazwijmy do odurzające sięgali nieliczni z zasady ci nieprzystający lub poszukujący.
   Dziś przeciętny pożeracz czy wciągacz dopów powie nam ze bierze bo wszyscy biorą. To zmienia skalę zjawiska ale też wymusza inne metody pracy. Jeśli o problemie mówi dyrektor „Sanepidu” w garsonce do z szacunkiem do osoby dla młodego człowieka jest to kolejna gadająca głowa. Jeśli jeszcze wyraża naiwną wiarę w całkowitą likwidację problemu to młody człowiek odbiera to jako statystyczną ściemę. Tylko sprawni najlepiej doświadczeni Streetworkerzy mogą cokolwiek zdziałać, ale charyzmy nie nabiera się z urzędu, a bez niej to z Mocarzem nie wygramy. Oczywiście profilaktyka ma sens, część młodych ludzi sięga po dopy pierwszy raz z nudów z potrzeby bodźców.
   Pierwsze co może zrobić w tej kwestii starostwo to odejść od absurdalnej sytuacji, w której jedyne w powiecie Centrum Kultury zamyka się w roku szkolnym w niedzielę a w wakacje codziennie już o 18.00 a w weekendy całkowicie. Tu oczywiście nie wystarczy decyzja nakazująca dyrekcji otwarcie placówki, za tym muszą iść pieniądze, ale nie będą marnotrawstwem jakim są ulotki i pogadanki.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.