Felietony

Felietony (212)

Przysłowia

Kiedy przeczytałem w internecie, że Pan Prezydent podpisał – ponoć z ogromną wprawą – wszystkim wagarowiczom usprawiedliwienia w dzienniczkach za 21 marca, zacząłem się zastanawiać, jaki obraz Andrzeja Dudy przejdzie do historii, jak ocenią go potomni, jak zapamiętają go przyszłe pokolenia Polaków. Historia uczy nas, że na przestrzeni wieków bywało z tym bardzo różnie, i tak naprawdę, o tym kto i w jaki sposób przejdzie do historii – a zwłaszcza w wersji werbalnej – często rządził przypadek.

Etykiety

Klęska, czyli sukces

Co by o naszej cywilizacji nie powiedzieć, jedno trzeba przyznać, przemy do przodu, podejmujemy wyzwania, pokonujemy bariery, a coraz mniej rzeczy jest dla nas niemożliwych. Kiedy byłem bardzo młodym człowiekiem i żyłem w przekonaniu, że świat stoi przede mną otworem, miałem niedoparte wrażenie, że mogę wszystko. No, prawie wszystko, bo będąc w wieku poborowym, siłą rzeczy musiałem wysłuchiwać od starszych kolegów, będących już po zaszczytnej (tak, tak, za komuny – podobnie jak dzisiaj – prawie wszystko było zaszczytem!) służbie wojskowej, że w wojsku nie ma rzeczy niemożliwych, poza… przewróceniem hełmu na drugą stronę.

Etykiety

Wyklętynki

Co to się w tej (naszej?) Polsce ostatnio porobiło! Święto goni święto, a każde następne dziwniejsze niż poprzednie. Niedawno obchodziliśmy – obce nam kulturowo jak jasna cholera, a mimo to szybko wrastające w polski krajobraz – Walentynki. Dokładnie dwa tygodnie później przypadły „lepszosortowe” nowopatriotyczne Wyklętynki, a tu już komunistyczne – niesłuszne, niepoprawne i najlepiej niebyłe – ósmomarcowe Święto Kobiet. Jak tu żyć Pani Premier? – chciałoby się sparafrazować pytanie pewnego polskiego emeryta – no i co świętować? A tak swoją drogą, ciekawe czy ów pensjonariusz ZUS jeszcze żyje, czy też posłuchał rady, jaką z ust do ust przekazywała sobie w formie dowcipu cała prawie Polska.

Etykiety

Zdziwienie

Pamiętam, jak wiele lat temu natknąłem się na humor znanego polskiego rysownika, który to rysunkowy humor bardzo mnie wtedy rozbawił, jako że idealnie pasował do sytuacji w jakiej znajdował się podówczas nasz kraj. Krótko mówiąc, był doskonałą i niezwykle trafną ilustracją ówczesnej rzeczywistości.

Etykiety

„Wysoki sądzie, sąd jest w błądzie!”

Pisanie o błędach, tylko z błędem! Błąd w tytule jest nie tyle zamierzony, co wynikający z wiernego zacytowania popularnego porzekadła. Dzisiaj natomiast chcę napisać o moim stosunku do planowanej reformy sądownictwa, a bezpośrednim powodem tej decyzji, jest przypadkowo zasłyszana w radiu historia, o której za chwilę. Czy planowana reforma spełni oczekiwania, tego nikt nie wie, niemniej ja widzę tutaj pewną logikę, do której się odniosę.  Ale na początek przedwojenny kawał o „specjalnej kaście”, który kiedyś opowiedział mi, od wielu już lat nie żyjący sąsiad.

Smog

Co to się u nas porobiło? Co zrobiliśmy z tym pięknym onegdaj krajem, położonym między Bugiem a Odrą lub – jak wolą niektórzy – rozciągającym się „od Bałtyku po gór szczyty”? Jeszcze stosunkowo niedawno śmialiśmy się z dowcipów typu: – Dlaczego na wsi jest świeże powietrze? – Bo chłopi okien nie otwierają! Tymczasem… „życie przerosło kabaret”! Świeżego powietrza nie ma już ani na wsi, ani w mieście, a Polska należy do najbardziej zanieczyszczonych krajów Unii Europejskiej. Zamiast powietrzem, oddychamy jakąś bliżej nieokreśloną mieszanką trujących gazów, a statystyki zachorowań i – co gorsza – zgonów, spowodowanych skażonym powietrzem, są po prostu zatrważające. Złośliwi twierdzą nawet, że smog tak trwale wrósł już w nasz krajobraz, iż niedługo zostanie wpisany na polską listę dziedzictwa narodowego.

Etykiety

Onufry Kopczyński

Życie przemija, pamięć pozostaje dlatego, że ją zapisano… Język jest podstawowym ogniwem spinającym jakąś społeczność w naród, ale język mówiony, jest bytem bardzo ulotnym i podatnym na zniekształcenia. 14 lutego minęło dwieście lat od śmierci pierwszego twórcy gramatyki języka polskiego, którym wszyscy mówimy i w którym piszemy swoje felietony, książki, etc. etc. Stawiam jednak dolary przeciwko orzechom, że wiedza o tym wielkim człowieku jest dla przeciętnego Polaka jak terra incognita – ziemia nie znana.

Max Pechstein

Jak będę miał syna dam mu na imię... Jarosławiec (tak, tak, właśnie Jarosławiec, bo z pewnością nie Jarosław!), gdyby jednak urodziła się mi córeczka, dam jej na imię Łeba. Łeba Beling, nawet nieźle brzmi... A gdyby tak jeszcze okazała się łebską dziewczynką – łebska Łeba – toż to byłaby już zupełna pełnie szczęścia...

Etykiety

Świat bez wad

Tytuł ten jest głupi z definicji dlatego, że wszelkie dywagacje o istnieniu bytów idealnych, są pozbawione jakiegokolwiek sensu. Sam jestem o tym do końca przekonany, ale nie ogłaszam tego stanowiska dogmatem, bo to działka zastrzeżona dla metafizyki. Czemu więc o tym piszę? Odpowiedź wydaje się prosta – ciągle jest wielu takich, którym się wydaje, że inni robią rzeczy tak złe i głupie, że można je  napiętnować bez żadnej refleksji...

Emigracja

Takie zdziwienie stało się moim udziałem już po raz drugi w życiu. Pierwszy raz przeżyłem je wiele lat temu, za sprawą szwagierki, rodzonej siostry mojej żony. Otóż, o ile jeszcze dobrze pamiętam, a było to lat temu co najmniej 7 - 8, szwagierka podczas rodzinnej imprezy zapytała mnie, który z braci Kaczyńskich jest prezydentem Rzeczypospolitej, Lech czy Jarosław. Pamiętam, jak wtedy zbaraniałem, jak niepojęte wydawało się mi to, że można nie wiedzieć, kto stoi na czele państwa, w którym się mieszka! Pamiętam też, jak chytrze (w swoim własnym przekonaniu) wtedy jej odpowiedziałem, a było to coś na kształt żartu i brzmiało mniej więcej tak, że prezydentem jest Lech, gdyż kotka nie może być pierwszą damą RP. Niestety, szwagierka znowu mnie zaskoczyła, gdyż najzwyczajniej w świecie nie zrozumiała dowcipu. Ona po prostu nie wiedziała, który z braci K. ma żonę, a który kota.

Etykiety
Subskrybuj to źródło RSS