http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Felietony

Felietony (460)

Cudze chwalicie, swego nie znacie…

Potwierdzam, jak będę miał syna dam mu na imię… Jarosławiec (tak, tak, właśnie Jarosławiec, nie Jarosław), gdyby jednak urodziła się mi córeczka, dam jej na imię Łeba. Łeba Beling, nawet nieźle brzmi… A gdyby tak jeszcze okazała się łebską dziewczynką – łebska Łeba Beling – toż to byłaby już zupełna pełnie szczęścia…

Etykiety

UFO „na Pomniku”

W lesie i kniei spędziłem ponad trzydzieści lat.  Oczywiście, że aż tyle czasu nie mieszkałem tam w dosłownym sensie, bo nie jestem dzikiem, ale były takie lata, że przez całe miesiące spędzałem tam wszystkie noce - bez względu na pogodę i to, jaki to był dzień tygodnia. „Normalni” ludzie uważają, że najwięcej duchów pojawia się w nocy, podobnie bywa z UFO, które ponoć właśnie pojawiło się nad Filipinami…

Hejt

Sezon ogórkowy właśnie się zaczął, więc i temat zdecydowanie „ogórkowy”, przeszły, odległy, były… A chodzi o to, że latamy w kosmos, wysyłamy sondy poza nasz układ słoneczny, oplatamy kulę ziemską wirtualnym światem internetu, pielęgnujemy demokrację (no, niektórzy mniej, bo wolą 500 zł), propagujemy wolność (lub 500 zł), równość i braterstwo (to akurat poza Polską), pokonujemy bariery, potrafimy sprostać wymaganiom, sięgamy gdzie wzrok nie sięga, konstruujemy, budujemy, tworzymy, niekiedy burzymy, a tymczasem wystarczyła jedna pęknięta rura, by 70-tysięczne miasto oraz jego okolice w zastraszająco szybkim tempie zaczęło wracać do epoki kamienia łupanego.

Etykiety

Nałaźliwość upierdliwa

Szczerze wątpię czy jest ktoś, kto tego nie doświadczył. Słowo „nałaźliwość” świeci się mi na czerwono, ale mnie się ono podoba i dziękuję marszałkowi Dornowi za jego stworzenie. Drugi człon tytułu sam się tłumaczy i semantycznie podkreśla poetycki wydźwięk pierwszego.

Przerwa wakacyjna

Taka przerwa wakacyjna – nieważne letnia czy zimowa – to naprawdę cudowna rzecz. Jedna z niewielu okazji, w przeciągu całego roku, by wyjechać dokądś z rodziną i odpocząć od wszystkiego. Początkowo planowałem wyjazd nad polskie morze, ale rychło okazało się, że to nie dla mnie, że najzwyczajniej w świecie nie jest ono (to morze) na moją kieszeń, że po prostu mnie na Mielno, Ustkę, Świnoujście czy Sopot nie stać. Morze Śródziemne, troszeczkę tańsze, odpadło ze względu na długi i kłopotliwy dojazd. Trzeba będzie więc poszukać innego rozwiązania.

Etykiety

Ministerstwo głupich kroków?

Kilka lat temu otrzymałem ekscytującą wiadomość o tym, że do Gębarzewa przyjeżdża ekipa IPN-u, aby prowadzić badania miejsca pochówku ofiar zbombardowanego w 1939 roku pociągu. Zbierałem wtedy materiały do książki „Życie przemija, pamięć pozostaje” która jest zbiorem wspomnień seniorów Gminy Czerniejewo i wybrałem się do tej znanej z pewnego niesympatycznego Zakładu wioski, aby zobaczyć miejsce, o którym jeden ze świadków historii na łamach tej unikatowej książki wspomina: „Zginęło tam bardzo wiele osób. Byłem tam, widziałem jak zwłoki widłami wrzucali do mogiły w lesie” (śp. Franciszek Słomian).

List zastępczy do radnych: to można, czy nie można? Skoro inne miasta tak robią...

Nie mam w zwyczaju szukać drugiego dna, czy ukrytych motywacji. Z zasady ludzie chcą być uczciwi — tak myślę, ale każdy ocenia innych swoją miarą. Rzecz w tym, że jak ktoś sam kombinuje, to myśli, że robią tak wszyscy i że robić tak będą młodzi twórcy, jak dostaną stypendium na konkretny projekt.

Naśladowcy Marcina Lutra?

W moim mieście, oraz w nieodległej wiosce Rakowie, przygodny przechodzień lub turysta, może dojść do takich właśnie skojarzeń za sprawą tego, co tam zobaczy. Jak powszechnie wiadomo, niemiecki mnich wyeksponował swoje tezy przybijając je do bramy katedry w Wittenberdze. Otóż w Czerniejewie pewien obywatel regularnie eksponuje swoje manifesty polityczne na bramie własnego domu, a mieszkaniec pobliskiej wsi, taką deklarację umieścił na tablicy stojącej tuż za bramą jego posesji, tak, aby każdy kto tamtędy przechodzi lub też przejeżdża dowiedział się że….

Jirzinek

Mam kolegę, Jirzinka, nieszczęśliwego jak cholera. Całe jego życie to jeden wielki pech, niekończące się pasmo udręk, nieszczęść i ciągłych upokorzeń. Przy czym nie chodzi wcale o jego imię, które jest ni to polskie, ni to czeskie ni to jakieś takie… nijakie, że nawet nie biblijne! Jeśli wierzyć jego opowieściom – a nie mam najmniejszego powodu, by im (Jirzinkowi) nie ufać – to wszystko zaczęło się, kiedy był jeszcze w łonie swojej matki. Ponoć lekarz, który wykonał pierwsze zdjęcie USG, osobiście dokonał jego retuszu (photoshopa jeszcze nie było), zanim zdjęcie to pokazał kobiecie. Dzięki temu drobnemu oszustwu, mama chłopca pozostawała przez okres ciąży w błogiej nieświadomości, co z kolei było niezwykle korzystne dla zdrowia, zarówno jej jak i dziecka. Prawdziwy szok (a właściwie załamanie nerwowe) rodzicielka przeżyła dopiero tuż po szczęśliwych narodzinach upragnionego potomka.

Etykiety
Subskrybuj to źródło RSS