http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

„Puszcza niech się zapuszcza!”

Takie  słowa wypowiedział w telewizji pan Adam Wajrak, „rzecznik prasowy” polskich ekologów. Przyznaję, że dawno nie słyszałem czegoś równie głupiego w odniesieniu do spraw przyrody. Dlaczego? Otóż puszcza, czyli wielki las, nie jest zamkniętą enklawą na Księżycu, tylko jest częścią ekosystemu kraju, w którym leży, a jeżeli tak, to niestety, ale wszystko co jej dotyczy, musi podlegać elementarnym prawom logiki tych, którzy tym krajem administrują. A to  wcale nie idzie w parze z tzw. ekologią, wyznawaną przez rozmaitych pięknoduchów dlatego, że wszystko co nas otacza, dawno przestało być naturalne, czyli ekologiczne.


Niestety ale filozofia autora przytoczonych powyżej słów, jest pozbawiona przesłanek logicznych , a w tym konkretnym przypadku, odnosiła się do karygodnej – zdaniem autora, formy walki z kornikiem, czyli czyniła z puszczy - środowiska rozmaitego życia  - głównie zbiorowisko drzew, a konkretnie świerków posadzonych tam przez człowieka po to, aby przynieść jemu korzyść, a więc wcale nie było to zalesienie naturalne. Puszcza to wielki las i w odróżnieniu od małego lasu, mieszkają tam również wielkie zwierzęta. Pytanie moje do twórcy tej oryginalnej myśli brzmi więc następująco. Czy również żywi mieszkańcy puszczy, którzy występują tam w ilościach zgoła nie naturalnych, mają prawo bezgranicznie się zapuszczać tam gdzie tylko chcą? Oczywiście, że drzewa, przynajmniej do czasu gdy ich kornik nie zeżre, też są żywe, ale jako żywo nigdzie się nie zapuszczą, bo są zakorzenione w ziemi.

Pytanie o prawo do zapuszczania się, znane też jako hasło róbta co chceta, jeżeli ma być tolerowane, a nawet zachwalane, to nie może dotyczyć jakiegoś wycinka omawianego podmiotu, np. flory porastającej wielki las, bo niby dlaczego? Owszem ulubieni przeze mnie „ekolodzy” uważają, że prawo do nieograniczonego prawa do zapuszczania się, mają wszyscy… oprócz ludzi. Stwierdzenie jest co prawda pozbawione sensu, bo ekolodzy to też ludzie, ale - mądrzy inaczej. Według nich, chore świerki posadzone przez ludzi w celu wykorzystania ich do zaspokojenia potrzeb człowieka, mają zostać zabite przez szkodnika a potem zgnić i za jakieś sto lat – gdy dobrze pójdzie, na miejscu pozostawionej przez nie zgnilizny, wyrosną samosiejki brzozy, a na stanowiskach podmokłych - olchy, ale to wszystko pod warunkiem, że gdzieś w zasięgu wzroku zachowały się drzewa nasienne tych gatunków. Oczywiście, że my się o tym wszystkim nie dowiemy, bo nas dawno już nie będzie. Inna sprawa, to żyjące w puszczy zwierzęta. One co noc zapuszczają się na okoliczne pola i żrą, oraz niszczą  to, co z wielkim trudem uprawiają tam chłopi. Sprawa jest jednak bardziej skomplikowana, bo np. żyjące w puszczy dziki, są teraz  rezerwuarem zarazy zagrażającej im samym, ale i wszystkim świniom żyjącym w chlewikach i na fermach. Jedną z racjonalnych form walki z zarazą, realizowaną u naszych sąsiadów, jest bezwzględne ograniczenie ich populacji, aby zmniejszyć szanse kontaktowania i tym samym podtrzymać zachowanie gatunku. W innym razie, wirus dotrze do każdego i każdego zabije bez względu na płeć, wiek i stan.

Oczywiście ekolodzy uważają inaczej, dziki mają się rządzić tak, jak im natura pozwoli, czyli zdechnąć zgodnie z jej wyrokiem. Podobnie ma się sprawa z żubrami. Żubry mają żyć i koniec. Co to obchodzi ekologów, że tak wielkie zwierzęta nie żywią się świeżym powietrzem ani tym, co znajdą w puszczy dlatego, ze nie są głupie i wolą zjeść to, co urośnie na pobliskim polu, a poza tym, wiele z nich choruje na gruźlicę i zaraża swoich współplemieńców. Ludzie mądrzy normalnie dawno temu ustalili, ile i jakich zwierząt może żyć na powierzchni danego lasu, bo las lasowi nie równy, ale dla każdego  „ekologa” i tzw. mieszczucha, każda ingerencja w rozbuchane do absurdalnych granic i nie mające nic wspólnego z naturą populacje, to zbrodnia zboczeńców i dewiantów, ale są to wyjątkowo piękne komplementy, jakie słyszałem w telewizji w środę i to z zastrzeżeniem z jej strony, że cytują tylko te łagodne. Ile ja o tym piszę i tłumaczę, że człowiek też jest częścią natury i to on ponosi winę za to, że las jest jaki jest, a dzików, jeleni, łosi i żubrów jest tyle, że teraz to on sam musi zadbać o to, aby one nie utopiły się we własnym sosie. Póki co, człowiekowi wychodzi to średnio, bo populacje zwierzyny grubej ciągle rosną, a ludzie wciąż budują nowe domy i ograniczają przestrzeń, gdzie one kiedyś mieszkały, coś trzeba z tym fantem zrobić. Logicznie rzecz biorąc, lasem powinni zarządzać leśnicy, a ludzie nie pozwalający na strzelanie do zwierząt, powinni sami się wystrzelać, bo miejsca i żarcia dla wszystkich nie wystarczy.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.