http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Plebania

Wyróżniony Plebania

Plebania to tytuł popularnego serialu TVP, ale mnie nie chodzi o żaden film nakręcony według fikcyjnego scenariusza, tylko o ruinę byłej plebanii w Czerniejewie. Przyznacie Państwo, że tytuł dzisiejszego odcinka moich dywagacji na łamach IL. pl jest dość dziwny. Otóż „na dzień dobry” chcę powiedzieć, że sam na to nie wpadłem…


Wszystko należy zaczynać od początku, to oczywiste, ale co nim w tej sprawie jest? Historia tego budynku jest długa i z pewnością ciekawa, nie udało się mnie jednak ustalić daty jego powstania, chociaż przypuszczam, że zbudowano go w pierwszej połowie XIX w. dlatego, że  ks. Jan Bąk, który zasłynął w miejscowej legendzie m. innymi  z akcji oskubania miejscowych ciułaczy z pruskiego złota, jest jednoznacznie kojarzony z tym miejscem i chociaż swoją funkcję objął tutaj w roku 1883, to jest raczej kojarzony z remontem kościoła, niż z budową miejscowej plebanii w której urzędował wraz ze swoją słynną gospodynią „Jaśnie panią Hyrką” którą parafianie całowali po rękach bo była tutaj najważniejszym urzędnikiem. Ile złota przewinęło się przez te progi nikt nie wie, ale ja poznałem jeszcze ludzi, którzy z przekonaniem twierdzili, że były to pełne „kany”, czyli bańki na mleko.

Inny świadek podawał mnie też z imienia i nazwiska dane człowieka, który dźwigał ks. Bąkowi walizkę ze złotem na stację kolejową w Nekli. Z opowiadań rodziców wiem, że w tamtym czasie doszło też do bandyckiego napadu na plebanię i skrępowania księdza i jego gosposi w jednym łóżku, co jednak nie świadczy o niczym bo bandytom na pewno nie chodziło o nic innego, niż forsa. Niemniej wszystkie te historie były tutaj bardzo żywe w czasach mojej młodości, a napady na plebanie nie są i dziś czymś wyjątkowym. Kilka lat temu ktoś zresztą obrobił naszą parafialną kasę na „nowej” plebanii przeniesionej w związku z fatalnym stanem starego budynku do „wikaryjki”, czyli do należącego do parafii piętrowego budynku, w którym podczas okupacji mieścił się miejscowy ratusz, a gdzie ja chodziłem w czasach komuny na religię, gdy ta została zabrana ze szkoły.

Tyle historii przez małe „h” bo aczkolwiek wszystko co napisałem odnosi się do tego, co przez długie lata zamieszkiwania tutaj udało się mnie o plebanii usłyszeć, to pora przejść do teraźniejszości i powodu podjęcia tego tematu właśnie dziś. Otóż zazwyczaj piszę o tym,  o czym sam chcę bo nikt mi niczego nie narzuca, ani do niczego nie zmusza. Tym razem było podobnie, ale jednak nie zupełnie…

Niedawno pisałem tutaj o utracie kochanego pieska, który znikł bez śladu i kiedy stało się jasne to, że Pucek już do mnie nie wróci, przygarnąłem innego. Nowy piesek jest psim arystokratą, ma udokumentowane pochodzenie i wszystkie ważne papiery, ale z racji swojej rasy - Jack Russell Terier jest istnym bandytą w stosunku do innych psów i kotów. Nie znosi też miotły i … ścierki, ale nie atakuje ludzi i kiedy podczas spaceru zatrzymał się obok nas samochód i wysiadł z niego człowiek, byłem spokojny o jego reakcję pomimo tego, że nieznajomy wyraźnie miał do mnie sprawę. Samochód był mały koloru białego i najwyraźniej należał do jakiejś firmy w Warszawie, bo taką miał rejestrację. Zwykle w takich sytuacjach spodziewam się pytania o drogę, ale nie tym razem. Pan, którego wziąłem za kogoś, kogo kiedyś poznałem, ale dawno z nim nie miałem kontaktu, przywitał się po męsku i odezwał się w te słowa: dzień dobry, pan pisze w Internecie, a ja mam do pana sprawę, niech pan coś „skrobnie” o tej naszej plebanii, bo ta zamienia się w ruinę i już podobno ktoś zrobił tam dziurę od zaplecza… Przyznaję, że sytuacja mnie nieco przerosła. Facet najwyraźniej mnie znał, ale ja wcale nie byłem pewien z kim rozmawiam, a pytać go o godność nie śmiałem. Teraz wiem, że nie była to osoba o której myślałem i mam tylko nadzieję, że się nam przedstawi, bo najwyraźniej czyta tu moje felietony.

O plebaniach należących do poszczególnych kościołów z którymi miałem jakikolwiek związek powiedzieć mogę jedno, zwykle były to budynki bardzo obszerne, jak na warunki potrzebne do spełniania przypisanej im funkcji. Pierwszym proboszczem który otwarcie stwierdził, że nasza plebania to rozlatująca się lepianka, był ks. proboszcz A. Kapka, on też podjął decyzję o przeniesieniu plebanii do wspomnianej „wikaryjki”, oraz poczynił kroki zmierzające do renowacji, czy też budowy nowej siedziby proboszcza. Szybko się okazało, że budowa nowego budynku w tym miejscu nie wchodzi w grę, bo jest to obiekt objęty „opieką” konserwatora zabytków i jedyną opcją jest remont kapitalny. O ile wiem, poczyniono nawet kroki zmierzające do ustalenia stanu faktycznego murów i stwierdzono, że taka naprawa nie ma żadnego sensu. Od tego czasu chroniony prawem „zabytek” czeka już tylko na czas, gdy zgodnie z prawem się zawali i problem sam się rozwiąże.

Podsumowując zagadnienie powiem tak. Piszę tutaj dla ludzi i chętnie podejmuję ich problemy z którymi się do mnie zwracają, nie inaczej było w tym przypadku. Ktoś zatroskany losem naszej plebanii prosi o nagłośnienie problemu. Jak zawsze  na końcu sprawa rozbija się jednak o pieniądze. Otóż Szanowny Panie. Załóżmy że plebanię jakimś cudem odbudowano, ale pozostaje jeszcze drobne pytanie o utrzymanie nie tylko tego obiektu, ale przede wszystkim, też wymagającego remontu kościoła i dużego budynku „wikaryjki” przez – śmiem twierdzić - kurczącą się ilość wiernych gotowych zrzucać się na parafialną prebendę.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.