http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Europejskie bieganie…

Wyróżniony Europejskie bieganie…

Niezwykle fatalny – przynajmniej pod względem sportowym – był miniony weekend dla mieszkańców Gniezna i całej Wielkopolski. Poznański Lech przedłużył swoją mizerną, by nie powiedzieć fatalną passę i – poniekąd już tradycyjnie – uległ rywalowi po bezbarwnej (czytaj: bez ładu i składu) grze, o której najlepiej jak najszybciej wypadałoby zapomnieć. Kolejorz uległ na wyjeździe liderującej Lechii Gdańsk 0:1 i bezsensownie pęta się gdzieś tam w środkowej strefie tabeli, co zaszczytu ani honoru raczej jemu nie przynosi.


W pierwszej stolicy Polski, gdzie niedawno zainaugurowany został sezon żużlowy, także straszna tragedia. Miejscowy Car Gwarant Start w swym drugim w tym sezonie pojedynku uległ na wyjeździe Ostrowii Ostrów, notując drugą porażkę z rzędu. Czego jak czego, ale konsekwencji czerwono – czarnym odmówić nie można!

Niezbyt dobrze zaprezentował się też nasz Mieszko, który w ostatnich dwóch swoich spotkaniach zanotował remis (2:2) na wyjeździe z rezerwami szczecińskiej Pogoni oraz uległ 1:2 Polonii Środa w meczu pucharowym.

W sobotę z kolei na ulicach Gniezna rozegrany został XVII Bieg Europejski. Motywem przewodnim tegorocznego biegu była… Hiszpania! Hiszpania, która – czy to się komuś podoba, czy nie – nie jest może najważniejszym europejskim krajem, ale na pewno jednym z najsympatyczniejszych i najbardziej pociągających. Ta sama Hiszpania, która swego czasu wpływała na losy nie tylko Europy, ale i całego świata; ta Hiszpania wreszcie, która dała światu wyśmienitą kuchnię (z tortillą włącznie), modę i styl z najwyższej półki (elegancja Hiszpania!), kulturę i sztukę, naukę, odkrycia geograficzne i wiele, wiele innych, a wszystko to prawie zawsze z najwyższej półki.

Wracając jednak do biegania, okazuje się, że jest to naprawdę niesamowita sprawa, co od trzech i pół roku zresztą mogę potwierdzać już osobiście, a Bieg Europejski to świetna i z rozmachem zorganizowana impreza. Wiem co mówię, bo tegoroczny – XVII Bieg Europejski – był czwartym (już/dopiero?), w którym wziąłem udział. Wcześniej kibicowałem tylko własnym dzieciom lub znajomym. Pierwsze i najważniejsze, co rzuciło się mi w oczy (i trochę w uszy), to niesamowita wręcz atmosfera, jaka wokół biegu (przed, w trakcie i po) panowała. Wszyscy się do siebie uśmiechali, wspierali się, a w razie potrzeby, pomagali sobie nawzajem. Nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że biegacze to nieco inny gatunek człowieka (homo biegatus?!), zdecydowanie bardziej radosny, życzliwy i optymistycznie nastawiony do życia, niż pozostali – „homo leżatus”.

Czołówka biegła po nagrody, niektórzy po swoje życiówki lub przynajmniej dobre czasy, natomiast zdecydowana większość uczestników – z niżej podpisanym włącznie – biegła, bo bieganie po prostu sprawia im (nam) przyjemność. Było to zresztą widać na każdym kroku, tę autentyczną radość z biegania.

Do niedawna jeszcze nie zdawałem sobie sprawy, jak wielu moich znajomych trenuje biegi. Nie zdziwiło mnie, że zobaczyłem biegnącego Marka Pućkę, Wojtka Łąckiego, Lecha Salitę, Zbyszka Sypniewskiego czy Sławka Wierzelewskiego, bo to fanatycy takiej formy ruchu. Zaskoczony, i to nawet  bardzo, byłem natomiast, kiedy pozdrawiali mnie biegnący znajomi, których mogłem podejrzewać o wszystko, tylko nie o bieganie... W sumie to nawet bardzo budujące!

Na zakończenie, z dziennikarskiego obowiązku, muszę odnotować, że zająłem bardzo dobre, choć bardzo odległe od podium  miejsce, pokonując wielu rywali, w tym najgorszego i  najważniejszego, którym jest własna słabość, lenistwo, apatia i brak ambicji.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.