http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Przerwa wakacyjna

Wyróżniony Przerwa wakacyjna

Taka przerwa wakacyjna – nieważne letnia czy zimowa – to naprawdę cudowna rzecz. Jedna z niewielu okazji, w przeciągu całego roku, by wyjechać dokądś z rodziną i odpocząć od wszystkiego. Początkowo planowałem wyjazd nad polskie morze, ale rychło okazało się, że to nie dla mnie, że najzwyczajniej w świecie nie jest ono (to morze) na moją kieszeń, że po prostu mnie na Mielno, Ustkę, Świnoujście czy Sopot nie stać. Morze Śródziemne, troszeczkę tańsze, odpadło ze względu na długi i kłopotliwy dojazd. Trzeba będzie więc poszukać innego rozwiązania.


Najprawdopodobniej, tak, jak czyniłem to już wiele razy, zapakuje żonę wraz z dzieciakami i pojedziemy w miejsce ciche, ustronne, spokojne i zupełnie zapomniane przez bogów. Udamy się w miejsce, gdzie nie tylko nie będzie internetu, ale nawet telewizji. Zawsze czuliśmy się tam świetnie, więc nie inaczej powinno być i tym razem. Szczerze mówiąc, nie pamiętam już nawet, czy kiedykolwiek spędzałem z rodziną tyle czasu, co właśnie tam, co podczas owych rodzinnych wyjazdów w czasie wolnym od pracy.
    
Wracając jednak do letniej przerwy wakacyjnej, będziemy chodzić sobie na długie rodzinne spacery, i to nie tylko po bułki czy mleko. Będziemy podziwiać wschody i zachody słońca. Będziemy zachwycać się porośniętymi świerkami pagórkami, lustrzaną taflą jezior, będziemy podziwiać zielone zbocza, ukwiecone pola i łąki oraz słuchać – co tam słuchać, zachwycać się – śpiewu ptaków. Kompletnie zerwiemy też kontakt ze światem zewnętrznym!
    
Tak się bowiem całkiem niedawno szczęśliwie złożyło, że mój telefon komórkowy upadł mi tak nieszczęśliwie, że coś tam pękło czy się uszkodziło i bardzo często kompletnie tracę zasięg. Będziemy więc naprawdę odcięci od wszelkiej informacji i manipulacji, co oznacza, że momentalnie znikną wszelkie spory, kłótnie i afery, ośmieszanie się i nieustanne narażanie na kpiny przedstawicieli „polskiego suwerena” w Brukseli, nierozwiązywalny problem Trybunału Konstytucyjnego, ustawa dezubekizacyjna,  lustracja, frustracja i coraz bardziej brunatna polska demokracja. Nieważne staną się rankingi ugrupowań politycznych, kolory, walory, zbliżające się jesienne wybory oraz pozostałe nieszczęścia tego – kiedyś pięknego, a obecnie udręczonego – kraju.
    
Jedynym miejscem, w którym ewentualnie będą mogły wracać dawne wspomnienia będzie miejscowy sklep spożywczy. W nim bowiem – przynajmniej dotychczas tak było – każdego ranka, wysoko wyspecjalizowana grupa co najmniej kilku raczej mężczyzn (płeć w niektórych przypadkach trudna do ustalenia!) spożywając olbrzymie ilości „nalewek babuni” i innych tanich win, opracowywała nową koncepcję polityki wewnętrznej oraz zagranicznej nie tylko dla Polski, ale i dla całej Unii Europejskiej. A propos, fundując im tanie wino, można było natychmiast awansować na „pana kierownika”, niekiedy też na „pana prezesa” (co mi akurat niezbyt pozytywnie się kojarzy), a także zyskać dozgonną przyjaźń, a co za tym idzie spokój i poczucie bezpieczeństwa.
    
Wyjeżdżamy niebawem, mam silną i nieprzymuszoną wolę być sobą, mam zamiar nic nie musieć (choć wszystko móc!), nie zamierzam czymkolwiek się martwić, a sprawy zajmujące mnie dotąd, w tak znacznym stopniu, jako niewarte funta kłaków, odeślę do lamusa. Krótko mówiąc, mam zamiar być tam szczęśliwy. I będę...

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.