http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Kołowacizna

Wyróżniony Kołowacizna

Pamiętam, jak wiele lat temu natknąłem się na humor znanego polskiego rysownika, który to rysunkowy humor bardzo mnie wtedy rozbawił, jako że idealnie pasował do sytuacji w jakiej znajdował się podówczas nasz kraj. Krótko mówiąc, był doskonałą i niezwykle trafną ilustracją ówczesnej rzeczywistości.


Rzecz działa się w lokalu gastronomicznym. Przy stoliku siedziało dwóch mężczyzn i piło piwo. Natomiast obok, przy sąsiednim stoliczku, siedział pies (tak, tak, właśnie pies!), który z bardzo smutną – zdradzającą poważny problem – miną, wpatrywał się w stojący przed nim kieliszek wódki. Mężczyźni bacznie obserwowali owego psa, a jeden z nich skomentował całą tę sytuację słowami: „Proszę pana, mnie w tym kraju, to już nic nie zadziwi.”

Nie pamiętam, ani który to był rok, ani jakie problemy dominowały wtedy w Polsce, wiem tylko, że humor ten idealnie je interpretował. Po prostu... śmieszył! Od tamtego czasu minęło wiele lat, a ja wzorem głównych bohaterów tej humoreski, ciągle mam ochotę cytować słowa jednego z nich.

Dzieje się tak oczywiście dlatego, że wiecznie zaskakiwani przeróżnymi najdziwniejszymi zachowaniami, rozwiązaniami i pomysłami z czasem przyzwyczajamy się do ich oryginalności, by nie powiedzieć „dziwności”, tępi się nasz „zmysł wyczulenia” i w efekcie cokolwiek byśmy nie zobaczyli czy usłyszeli, przestaje nas to po prostu dziwić! Nie ma też co ukrywać, że największą odpowiedzialność za nasze „niedziwienie się” ponoszą politycy. Czego to oni nie wymyślą?! – chciałoby się powiedzieć, a uwaga ta dotyczy wszystkich szczebli władzy i nie tylko władzy, bo równie skutecznie potrafią nas przecież zaskoczyć także sąsiedzi, znajomi czy przyjaciele.

Weźmy chociażby taką naszą małą ojczyznę (Pierwszą Stolicę Polski, Gród Lecha, Miasto św. Wojciecha, Gniezno – Miasto Otwarte etc. etc...) i problem jaki wywołała zapoczątkowana odgórnie 3 lata temu deforma (bo przecież nie reforma – czemu mnie to nie dziwi?!) oświaty. Pomijając cały medialny szum, racje poszczególnych stron, a nawet zasadność takich, a nie innych rozwiązań, chciałbym się skupić jedynie na głosowaniu poszczególnych radnych miejskich – poprzedniej kadencji oczywiście, w końcu są wakacje i sezon ogórkowy w pełni – nad projektem uchwały likwidującej Gimnazjum nr 2 przy ul. Pocztowej. Nie ukrywam też wcale, że interesowało mnie to i z tego względu, że co najmniej kilkoro miejskich radnych było wtedy nauczycielami.

Teoretycznie wydawałoby się, że wszystko jest jasne i proste. Kto jak kto, ale przecież nauczyciele nie podniosą ręki na placówkę oświatową! Zachowanie takie nakazywałby zdrowy rozsądek, logika i najzwyklejsza w świecie branżowa solidarność.

Niestety, nic bardziej mylnego, bo zdecydowana większość radnych – nauczycieli zagłosowała wtedy „za”, co oznaczało likwidację Gimnazjum nr 2. W gronie „likwidatorów” znalazł się nawet radny – dyrektor (były), któremu nieco wcześniej powiat zamknął jego placówkę! Twarz i honor (częściowo) uratował zaledwie jeden radny – nauczyciel, który nie pojawił się na sesji i nie wziął udziału w głosowaniu.

Ja wiem – co tam ja, wszyscy wiemy – że 4 ostatnie lata bezlitośnie obnażyły nasze najgorsze narodowe cechy, wady i kompleksy, pokazały, że wiele do niedawna jeszcze pięknych, znaczących i treściwych słów, jak choćby „solidarność”, to dzisiaj puste i bezwartościowe dźwięki, a przekonanie o tradycyjnej polskiej gościnności, otwartości i tolerancji jest nieuzasadnione i po prostu śmieszne. Podobnie zresztą jak mit o dziejowej roli Polski jako przedmurzu chrześcijaństwa i inne tym podobne bajeczki na dobranoc dla grzecznych dzieci. Niemniej jednak nauczyciele głosujący za zamknięciem szkoły nie mieszczą się w moim systemie postrzegania świata, boleśnie ranią moją wrażliwość i – niestety – wywołują ogromne... skołowacenie! Większe chyba nawet niż… „Te pieniądze się nam należały”! Skołowacenie to, mimo upływu kilku już lat, jest ciągle tak wielkie, że w najbliższy weekend przejdę się szlakiem gnieźnieńskich lokali gastronomicznych, w poszukiwaniu jakiegoś poczciwego sfrustrowanego psa, z którym będę się mógł napić wódki. Może być ze schroniska…

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.