http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Kresem życia nie jest śmierć, jest nim zapomnienie…

Wyróżniony Kresem życia nie jest śmierć, jest nim zapomnienie…

Słowa pomnikowe, ale w cudzysłów ich nie biorę, bo są moje własne. Użyłem ich również jako motta do książki "Życie przemija, pamięć pozostaje", a dzisiejsza historia ma z nią ścisły związek…


Z tytułowej sentencji możemy wysnuć wniosek aby tak przejść przez życie, żeby to co po nas pozostanie, zasługiwało na jak najdłuższą i dobrą pamięć.

Już nie wiele dni pozostało do pierwszego września, która to data kojarzy nam się jednoznacznie. Tego dnia rozpoczęła się wielka wojna, która trwała aż pięć lat…  Na wojnie giną ludzie, to jasne, ale jeden z jej architektów i jednocześnie bohaterów, mający specyficzne podejście do tematu mawiał. „Kiedy ginie jeden człowiek, to jest to tragedia, ale gdy giną tysiące, to jest to statystyka…” Na wszystko można patrzeć różnie i zależnie od punktu oceny, Wielki strateg i dowódca, nie mógł się rozczulać nad losem poszczególnego żołnierza nawet wtedy, gdy chodziło o własnego syna, którego poświęcił w imię większej sprawy. Ale taka wojna jest pozbawiona twarzy, i – jakkolwiek to zabrzmi, jest odczłowieczona i mało ciekawa.

Większość Czytelników wie, że ja mieszkam w Czerniejewie, a tutaj jest ładny pałac i duży park dworski w którym jest on usytuowany. Historia o której chcę Państwu dzisiaj napisać, zdarzyła się w tym właśnie pałacu w 1945 roku i należy do kategorii „Zapomniane lokalne historie”. Ja, pomimo że mieszkam tu od urodzenia, dowiedziałem się o niej dopiero nie dawno, przy okazji zbierania materiałów do wspomnianej książki. Pytanie tylko, czy można ją nazwać zapomnianą, jeżeli została zachowana i przypomniana w książce. Otóż wszystko jest rzeczą względną, a ja powracam do tej historii dlatego, że ma ona jakiś związek z wojną, oraz dlatego, że codziennie podczas spaceru z psem przechodzę obok wielkiego platanowca, w którego cieniu zakopano biednego człowieka w świńskim korycie…

Wydaje się mnie, że ten ostatni wątek zasługuje na  wyjaśnienie dlatego, że dzisiaj takie pojęcie zupełnie nie funkcjonuje. Otóż w tamtych czasach, uboju świni dokonywano tam, gdzie się ją wyhodowało, a wspomniane koryto wcale nie służyło do karmienia trzody, tylko było drewnianą wanną do oparzania tuszy podczas jej skrobania i ze względu na swój kształt, doskonale się nadało do pochowania kolegi, prawie w trumnie, co w warunkach polowych, było prawdziwym luksusem...

Jak wspomniałem powyżej, na ślad tej historii trafiłem podczas pisania wspomnieniowej książki czerniejewskich seniorów, którzy kiedyś byli dziećmi. Ta konkretna wówczas dziewczynka, Wanda I. Przyjechała do Czerniejewa aż z Ukrainy, jako ocalone cudem „dziecko Wołynia” i jako wychowanka PDDz. który mieścił się w pałacu Skórzewskich, była świadkiem ekshumacji „Ruska”, oraz wskazała mnie lokalizację jego grobu. Oczywiście, jako dziecko i to nie miejscowe, nie miała żadnej wiedzy o człowieku, ani o okolicznościach jego śmierci. Mnie te okoliczności intrygowały z wielu względów, a jednym z nich był fakt, że sam zachowałem w pamięci dwa groby żołnierzy radzieckich z charakterystycznymi krzyżami prawosławnym na naszym cmentarzu wyznaniowym, skąd je w latach 60tych zabrano - pewnie do Gniezna. Rosjan zginęło podczas wyzwalania Czerniejewa (jak zwał tak zwał) podobno sześciu. Ten, jak się okazało, nie zginął jednak w boju… Drążąc temat dowiedziałem się, że człowiek ten sam się zabił. Dowiedziałem się też, do kogo należało koryto w którym go pochowano. Wracając zaś do sławnej sentencji Józefa Wissarionowicza Dżugaszwili, była to prawdziwa ludzka tragedia, spowodowana - jak większość takich, zdradą kochanki, czyli „frontowej żony” radzieckiego oficera. Szeregowcom taki luksus raczej nie przysługiwał…

Nikt nie siedzi w niczyjej głowie, szczególnie po tylu latach i po śmierci. Ale ja uważam, że człowiek ów musiał być bardzo sfrustrowany i smutny w obliczu zdrady kobiety, która po zakończeniu wojny, kiedy wszystko wydawało się jemu tak piękne, powiedziała mu „praszczaj!”

Teraz, ile razy mijam to miejsce, nie mogę się opędzić od myśli o „Losie człowieka”, o którym tak malowniczo napisał kiedyś Szołochow…

Ja, napisałem o tym sonet, który niedługo ukaże się w tomiku pt. W kędziorach cisa i jeżeli ktoś chce go sobie przeczytać, to znajdzie go poniżej.
***

„Los człowieka”


We trudzie i znoju z Czerwonego Placu
przez rosyjskie dale i ziemie Polaków
w wyścigu ze śmiercią na progi pałacu
wkroczyłeś szczęśliwy z grupą swych rodaków.

Nie zmogły cię kule ni troski nie zżarły
bo miałeś kobietę u swojego boku.
Frontowe oddziały wciąż na Berlin parły
lecz tobie nie dane, postąpić ni kroku…

Jak mogła tak zdradzić? Choć klęła na kraj
a ty ją kochałeś i miałeś za żonę.
Podeszła jak żmija i rzekła  – praszczaj…

Los zerwał ci z głowy paradną  koronę
gdy serią z pepeszy rozniosłeś ją w pył.
Taki los człowieka: żył, walczył i był…

7.03.2019

Pamięci rosyjskiego oficera, który w czerniejewskim pałacu popełnił samobójstwo z powodu zdrady kochanki
Więcej w tej kategorii: « (Ł)obiecanki Gęsi… »

4 komentarzy

  • Szczepan
    Szczepan czwartek, 22, sierpień 2019 21:05 Link do komentarza Raportuj

    @ Polak...Szanowny Panie Polaku, Dziwi mnie pański jednoznaczny sąd nad historią dlatego, że ona wcale nie jest taka prosta. Ja nie wiem czy czytał Pan mój komentarz pod felietonem,ale pomijając osobiste wątki, to ja pytam Pana, czy lepsza była okupacja hitlerowska od tej ruskiej i czy Niemcy stąd uciekli dlatego, że zatęsknili za fatherlandem. Ja nie jestem ślepy na jedno oko i znam również czyny haniebne Rosjan, ale "Nas Rosjanie wyzwolili z wolności" a kto Pana wyzwolił z trzeźwego myślenia? Niebo i piekło to kwestia metafizyki, a nie rzeczowej dyskusji o faktach.
    Szczepan Kropaczewski - też Polak, naprawdę.

  • Polak wyzwolony przez armię czerwoną
    Polak wyzwolony przez armię czerwoną czwartek, 22, sierpień 2019 18:00 Link do komentarza Raportuj

    Dziwi mnie fakt , że wspomina Pan lokalną legendę o żołnierzu sowieckim. Nie wynika to raczej z miłości do tego narodu? Ci tzw wyzwoliciele, naszą ojczyznę plądrowali i doprowadzili do upadku moralnego. Mordowali z tępą wściekłością naszych rodaków, przykładem może być Rotmistrz Pilecki. Wyzwolili Nas z wolności.

    a kresem życia nie jest zapomnienie tylko niebo lub piekło;

  • Szczepan
    Szczepan poniedziałek, 19, sierpień 2019 17:02 Link do komentarza Raportuj

    Wszystkie armie składają się z rozmaitych ludzi, Dla większości innych nacji, każdy "Rusek" to był dziki Azjata, co nierzadko nie odbiegało od prawdy, ale jeden taki zaryzykował własne życie, aby uratować mojego brata, który wtedy był małym dzieckiem. Słyszałem też o takim, którego oficer zastrzelił jak psa za to, że ten rozwalił zimą ul, aby dobrać się do miodu.
    Ten konkretny nieszczęśnik miał pecha i zupełnie ludzkie odczucia.Sam znałem dwóch, którzy w takiej sytuacji wybrali sznurek.
    Szczepan Kropaczewsski.

  • Olo
    Olo poniedziałek, 19, sierpień 2019 11:14 Link do komentarza Raportuj

    Święte słowa panie Szczepanie! Kresem życia jest zapomnienie, zaniedbane groby, zniszczone cmentarze i brak szacunku dla zmarłych.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.