http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

„Żegnajcie gołębie”

Wyróżniony „Żegnajcie gołębie”

Szanowni Państwo! Po kilkunastu latach mojej obecności na łamach IL.pl, nadszedł czas pożegnania. Nie ukrywam, że jest mi smutno z tego powodu, bo jeszcze tego nie planowałem, ale decyzja jest tylko moja i o tym za chwilę. Z drugiej strony, dawno już skończyłem siedemdziesiątkę i emerytura się należy. Co więc było bezpośrednią przyczyną mojej decyzji?


Pomimo upływu czasu, doskonale pamiętam zarówno tytuł jak i treść pierwszego zaproponowanego red. Soberskiemu tekstu, który zadecydował o tym, że otrzymam tutaj swoją stałą działkę. Najwidoczniej, prowadzący szanowany Portal dziennikarz uznał, że zupełnie obcy jemu gość z małego grajdołka, to może - przywołując Gałczyńskiego, który mawiał o sobie tak: „nie powiem żem jest geniusz, lecz i nie dupa” uznał, że może zaryzykować. Ryzykowałem i ja dlatego, ze od początku wszystko co napisałem, było w pełni  autoryzowane, co niestety, ale jest w Internecie ewenementem.

Podkreślam raz jeszcze, że WSZYSTKO i zawsze podpisywałem imieniem i nazwiskiem, a dodatkowo każdy felieton był opatrzony moim wizerunkiem. Pisząc przez kilkanaście lat, nie da się uniknąć tematów kontrowersyjnych, to oczywiste i  wcale mnie nie dziwi to, że ludzie mieli czasem inne poglądy niż ja i wyrażali je anonimowo w komentarzach jak tylko chcieli.  Każdy ma prawo do swoich wyobrażeń, to jasne i do nikogo nie mam o to pretensji, ale szkopuł w tym, że bardzo łatwo tutaj przekroczyć cienką czerwoną linię która polega na tym, że autor felietonu pisze zawsze o czymś, albo o jakiejś zbiorowości, a komentatorzy – jakże często o nim samym, albo i jego rodzinie, czyli o konkretnej i uwiarygodnionej osobie. Pozwalają sobie przy tym pisać bez żadnego szacunku, np. używając jego pełnego nazwiska z małej litery, czyli  przyrównując go do szeregowego anonimowego trolla z Internetu, albo też przywołując wyrwane z kontekstu cytaty, lub też wyssane z palca domniemania. Ja po raz kolejny się pod swoim felietonem podpiszę i powiem tak.

Taką obrzydliwą praktykę szkalującego mnie komentatora, przyrównuję do perfidnego zachowania śmierdziela amerykańskiego, czyli skunksa, który pysk chowa między łapami, ale wypina d… i bryzga na swojego przeciwnika obrzydliwym smrodem, trwale go oznaczając. Jeden bezpiecznie uchodzi, a drugi śmierdzi przez kilka lat pomimo mycia. Ja zawsze byłem i jestem gotów stanąć z każdym na uklepanej ziemi i to bez maski. Oczywiście druga strona powołuje się na prawo do anonimowości i uważa to wręcz za cnotę! Cóż, ja mam w tym względzie diametralnie różne poglądy i jeżeli ktoś przyznaje się wręcz do tego, że jest moim sąsiadem i pozdrawia mnie codziennie na ulicy, a tutaj anonimowo opluwa, to - przynajmniej według moich standardów - ktoś taki jest dla mnie zwykłym śmieciem dlatego, że każdy kto coś do mnie ma, powinien zachować elementarne zasady i albo mnie totalnie zignorować, albo też powiedzieć mi swoje żale wprost, a nie atakować mnie z pozycji wspomnianego wyżej zwierzątka.  

Przyznaję, że znowu jest powód do gryzmolenia, jakim to ja jestem chamem, którego w Czerniejewie nikt nie lubi. Otóż w swoim długim życiu byłem członkiem wielu kolegialnych Ciał i niejednokrotnie w drodze demokratycznie podejmowanych decyzji, powierzano mnie w nich  rozmaite odpowiedzialne funkcje, a mieszkańcy Czerniejewa, to nawet takiemu chamowi zlecili napisanie książki o sobie! Ja więcej tutaj pisał nie będę, ale na ulicę swojego miasta jutro wyjdę z podniesionym czołem i bez żadnej maski. Może nawet znów pozdrowi mnie „Mieszkaniec”? Cóż, sam go nie rozpoznam, bo maskę skunksa to zakłada tylko przy klawiaturze.

A więc żegnajcie moi drodzy. Z oczywistych względów nie mówię Wam do widzenia, a na koniec słowo o powodach tej nagonki na mnie. Cóż, nie ukrywam, że bardzo się naraziłem miejscowym entuzjastom ślepej uliczki ewolucji, za jaką uważam cały ruch LGBT. Podobnie i niezmiennie, oraz od zawsze, byłem otwartym wrogiem nikotyny, a pamiętam jaki to był kiedyś przebój. Niestety, albo i stety historia przyznała mi rację, bo rzeczy głupie zawsze kończą marnie.

Wiem, że było trochę takich, którzy mnie tutaj lubili i tym mówię żegnajcie i trzymajcie się zdrowo.

Darz Bór!
Więcej w tej kategorii: « Gdy nie ma litości Samopomoc »

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.