http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Samopomoc

Wyróżniony Samopomoc

Trudno w to uwierzyć, ale pewna moja znajoma pomyliła pigułki antykoncepcyjne z tabletkami na uspokojenie, w efekcie czego urodziła dziesięcioro dzieci i w ogóle się nimi nie przejmuje. Przejmować się zresztą nie musi, gdyż o nią i jej dzieci dba nasze, znowu socjalistyczne, państwo, czyli mówiąc krótko – my wszyscy.


Zarobki męża tej pani, mimo wsparcia potężnym dodatkiem rodzinnym, nie są najwyższe i ledwo starczają na podstawowe artykuły spożywcze, takie jak: chleb, wino i papierosy.
    
Tak, pani ta pali papierosy i winko też lubi, ale przecież co w tym złego? W końcu musi wypełnić czymś – niegdysiejszy przywilej władców – wolny czas. Jest to zresztą – poza dziećmi oczywiście – jedyna rzecz, jaką moja znajoma posiada w nadmiarze.

Tak się bowiem porobiło, że połowa mieszkańców naszego kraju ciągle biega znerwicowana, z wywieszonym jęzorem, żeby zarobić na tę drugą połowę, która nie ma pracy lub po prostu nie chce jej mieć. A w takiej sytuacji trudno przecież wypełnić czymkolwiek sensownym szarość dnia codziennego. Czy seriale nie mogłyby być emitowane częściej i dłużej?

Potrzeba potężnych pieniędzy. Na te pieniądze czekają przecież naprawdę potrzebujący. Dzieci mojej znajomej były już, co prawda nad morzem (z księdzem), w górach (wyjazd dla dzieci z rodzin popegeerowskich), na Mazurach (jakaś tam fundacja), w Krakowie (opieka społeczna) i w Warszawie (stowarzyszenie dobroczynne), ale nie były jeszcze w Rzymie.

Zresztą, co tam Włochy, dzieci tej pani nie mają nawet komputera. To znaczy mają, ale komputer dostały z jedne+go źródła, a drukarkę, myszkę i klawiaturę z innych i poszczególne składniki nie są ze sobą kompatybilne. A nawet gdyby były, to dzieci i tak nie mogłyby posługiwać się komputerem, bo ich mama, po pijanemu, na kościach pamięci ugotowała zupę. A nawet gdyby nie nagotowała tej komputerowej zupy to i tak dzieci nie mogłyby korzystać z komputera, bo pomimo bardzo gruntownej edukacji (każda klasa średnio dwa razy) nie posiadły takiej wiedzy.

Dzieci te bardzo garną się natomiast do sportu, większość grała nawet w miejscowej drużynie piłkarskiej, co prawda do pierwszych profesjonalnych butów (sprzedali je zaraz po otrzymaniu), ale zawsze. W zasadzie to uważam, że powinny dostać drugie, każdemu należy przecież dać szansę...
    
Są też bardzo pracowici, uprawiają ogródek i hodują króliki. W zasadzie to ogródek i króliki są sąsiadów, ale oni korzystają z tych dobrodziejstw jak ze swojego, tyle tylko, że po zmroku.
    
Są bardzo zgrani i solidarni ze sobą, jak tylko któreś zaczynają się między sobą bić, to pozostałe natychmiast włączają się do tej bójki.
    
Do szczęśliwego dzieciństwa wiele im jeszcze oczywiście brakuje. Przykładowo jeden z sąsiadów ciągle ich prześladuje, i to dlaczego! Tylko dlatego, że sikają na klatkach schodowych. A gdzie niby mają sikać, jak do domowej ubikacji ciągle jest kolejka a w zlewie stoją brudne gary?

Już tylko pobieżne i wyrywkowe przedstawienie problemów jednej rodziny może przybliżyć problem i zaświadczyć o jego skali. Koniecznie należy coś z tym zrobić! Wydaje się, że niezłym wyjściem byłoby nałożenie obowiązkowego podatku na rzecz biednych, bezrobotnych oraz nudzących się. Największy płaciliby oczywiście najlepiej zarabiający. Mają, więc niech dają! Zresztą, jeżeli ktoś pracuje po 12-14 godzin na dobę, to 16-18 też przeżyje. Podatek musiałby być dosyć wysoki, gdyż sama jego obsługa (ściąganie od bogatych oraz rozdzielenie potrzebującym) – znając polskie realia – pochłonęłaby pewnie połowę jego wartości. No to co, zrzucamy się?

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.