http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Niebo dla naiwnych

Wyróżniony Niebo dla naiwnych

Dzisiaj w Gnieźnie wielka gala, a mianowicie uroczyste otwarcie ulicy „Pod Trzema Mostami”. Pod trzema? No właśnie, pod iloma właściwie mostami przebiega nowa droga i jak naprawdę powinna się ona nazywać? A muszę się przyznać, że im bardziej zanurzam się w wiek średni stabilny, tym więcej mam takich rozterek i dylematów. Drobiazgi, nad którymi niegdyś niejako z marszu przechodziłem do porządku dziennego, dzisiaj urastają do rangi trudno rozwiązywalnych problemów moralno – etycznych, by nie powiedzieć ważnych życiowych wyborów.


Weźmy, przykładowo, owe nieszczęsne „trzy mosty”… Czy ulica „Pod Trzema Mostami”, po wyburzeniu dwóch mostów – a właściwie wiaduktów – nadal powinna nazywać się „Pod Trzema Mostami”, czy może już tylko „Pod Jednym Mostem”? A jeżeli wybierzemy wariant drugi, to może wzorem zachodzących u nas zmian – na zasadzie analogii – powinna się ona nazywać „Pod Jednym Mostem, dawniej Pod Trzema Mostami”. Coś w stylu: ulica Gdańska, dawniej 22 lipca, jeszcze dawniej E. Wedel”.

Całkowicie pomijam tutaj fakt, że ulica, o której mowa, powinna nazywać się „Pod Trzema Wiaduktami” i odpowiednio – po zmianie nazwy - „Pod Jednym Wiaduktem”, bo to przecież nie żadne mosty tylko wiadukty właśnie, a do tego jeszcze kolejowe.

Ale do rzeczy, mamy więc przejezdną od dzisiaj ulicę „Pod Jednym Mostem, dawniej Pod Trzema Mostami”, nad którą jeżdżą pociągi na trasie – najogólniej mówiąc – z Poznania do Bydgoszczy i Torunia. Jeżeli jeszcze całkiem niedawno mosty były trzy, a teraz jest już tylko jeden, to co właściwie dzieje się z pociągami, które jeszcze nie tak dawno kursowały po pozostałych (już rozebranych) mostach (wiaduktach)? Logika podpowiada, że albo na stacji Gniezno stoją i czekają na wyjazd 2/3 przybywających do Pierwszej Stolicy Polski pociągów albo ostatnim z zachowanych wiaduktów przejeżdża 3 razy więcej pociągów niż przed ich rozbiórką. Matematyki nie oszukasz.

Zważywszy jednak na fakt, że z powodu modernizacji linii kolejowej Poznań – Warszawa przez Gród Lecha przejeżdża zdecydowanie więcej składów niż kiedyś (szczerze mówiąc nie wiem, czy nie wróciło już wszystko do normy, nie śledzę tego na bieżąco) a wyjeżdża  ich z kolei (przez jeden wiadukt) 3 razy mniej, stacja Gniezno najpewniej pęka w szwach z powodu nadmiaru wjeżdżających do miasta pociągów.

To bogactwo kolejowego inwentarza można porównać jedynie do dobrodziejstwa, jakie spłynie na nas z niemieckich reparacji wojennych. Niech tylko nikogo nie dziwi ta… „cisza przed burzą”, rządząca partia – jak widać – jest bardzo skuteczna w wyciąganiu pieniędzy (niestety, także naszych). A tak swoją drogą, jakie to szczęście, że w pierwszych dniach września 1939 roku na centrum miasta spadły hitlerowskie bomby, a także, że po 21 stycznia 1945 roku, wycofujący się Niemcy podpalili gnieźnieńską Katedrę (myślę, że dla tak konkretnej kasy, możemy powrócić do tej wersji zdarzeń!).

Jeżeli zatem prawidłowo oszacujemy swoje straty materialne i szkody moralne, to dostaniemy od Angeli tyle pieniędzy, że nie tylko mocno i pewnie pogłębimy wyrobiska po kolanach, ale nawet odbudujemy dwa zburzone wiadukty, tak że ulica łącząca Konikowo z Kawiarami będzie się nazywała... „Pod Trzema Mostami, dawniej Pod Jednym Mostem, jeszcze dawniej Pod Trzema Mostami”.

Ale, ale… to jeszcze nie koniec cudów. Jak donoszą media zbliżone do sfer rządowych, panująca nam miłościwie partia, wywalczyła/wyprosiła/wybłagała (jak zwał, tak zwał) u amerykańskiej administracji zniesienie wiz do USA. Teraz ci sami negocjatorzy zabiegają o niebo bez rozgrzeszenia. Fajnie co?

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.