http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Real a czterej pancerni

Wyróżniony Real a czterej pancerni

Oglądam mecz, w którym – jak na razie – Real Madryt bezlitośnie gromi turecki Galatasaray 4:0, a nie skończyła się nawet jeszcze pierwsza połowa. Nawiasem mówiąc, jaki on tam turecki ten Galatasaray, skoro w nim ani jeden Turek nie gra.


Tymczasem na innym programie, zerkam tam sobie w tych nielicznych chwilach, kiedy piłka wylatuje na aut,  leci serial „Czterej pancerni i pies”. Zerkam i tak sobie myślę, że to nie jest żaden serial, tylko zwykła kpina z porządnych ludzi, patriotów, nas, Polaków! Zdradzieckie i antynarodowe telewizje prywatne oczywiście tylko na to czekają i na okrągło serwują nam przygody owych czterech wojaków i ich wymuskanego owczarka – o zgrozo – niemieckiego.

Zupełnie przypadkowo natrafiłem na któryś tam odcinek serialu, zmuszony jednak byłem szybko wracać na Estadio Santiago Bernabeu, bo normalnie zacząłem odczuwać, jak szybko serial ów zmienia mój światopogląd, przeoruje moją świadomość. To bardzo groźny, zdradliwy i podstępny film!

Czułem, że gdybym tak obejrzał dłuższą sekwencję lub cały odcinek, a już w ogóle, nie daj Boże, dwa lub trzy, z pewnością zapisałbym się Wiosną do Lewicy! Oglądając fragment zaledwie odcinka tej kultowej serii byłego systemu, po prostu czułem, jak z minuty na minutę, mój prawidłowy prawicowy kręgosłup moralny robi się niesamowicie chwiejny, a ja zaczynam żyć życiem Janka Kosa i Grigorija Saakaszwiliego, że o Gustliku nie wspomnę. Film zaczął mnie wciągać i urzekać, podobać się mi zaczął.

Początek tej historii jest w zasadzie niewinny. Oto, zaraz w jednej z pierwszych scen, młodziutki Janek (Janeczek właściwie) łapie japońskiego szpiega. Rzecz dzieje się na dalekiej Syberii, więc Japończycy chowający się za drzewami tajgi i podglądający efektywne (bo kolektywne) metody łowienia zwierząt futerkowych, nikogo w zasadzie nie dziwią. No i czyż to nie urocze, że z husarsko – samurajskiej konfrontacji zwycięsko wychodzi nasz rodak!

Jeszcze bardziej spodobała się mi scena, w której Janek zabił tygrysa, ratując przed niechybną śmiercią swego przyjaciela – starego myśliwego – Rosjanina. A tak przy okazji, język rosyjski w syberyjskiej odmianie brzmi identycznie jak polski, tylko gdzieniegdzie wtrącane są weń z rosyjska brzmiące słowa typu „riebiata”.

Po raz pierwszy zaniepokoiłem się z lekka dopiero wtedy, kiedy Grigorij zarzucił Jankowi, że Polacy przegrali wojnę z Niemcami w dwa tygodnie. Bo tak naprawdę, to nie w dwa, tylko w pięć, a w dodatku przy wydatnej pomocy rodaków Grigorija, ze szczególnym uwzględnieniem jednego wąsatego Gruzina, który za swój życiowy cel obrał sobie wymordowanie kilkudziesięciu milionów ludzi! Z bólem trzeba przyznać, że cel ów zrealizował w 100 procentach, i to z nawiązką. Ale wracajmy do filmu, kiedy Grigorij wypowiedział – na zgodę – słynne zdanie „twoja wojna – moja wojna”, praktycznie przyznał się do współpracy z Hitlerem i zdradzieckiego wbicia noża w plecy, walczącej samotnie Polsce, uspokoiłem się.

Nie wytrzymałem dopiero wtedy, kiedy zobaczyłem jak Janek i Grigorij chodzą na dworze w sweterkach. Ba, żeby tam chodzą, kotłują się w śniegu! Na syberyjskim mrozie! W sweterkach? Wszyscy z pewnością doskonale pamiętają dowcip o syberyjskiej zimie, kiedy to w moskiewskich wiadomościach podano, że na Syberii panują mrozy do minus 70 stopni C. Zaniepokojony Sasza dzwoni więc z Moskwy do swojego – mieszkającego na Syberii – kuzyna i troszczy się o jego zdrowie. W odpowiedzi słyszy, że jest o wiele cieplej. Sasza przekonuje jednak, że nie może być cieplej, bo we wiadomościach właśnie podawali, że jest minus 70. Zniecierpliwiony kuzyn poszedł więc sprawdzić i po chwili obwieszcza, że jest zaledwie minus 30 stopni C. – „Niemożliwe – nie daje za wygraną Sasza – we wiadomościach mówili, że jest minus 70!” – „A, to może na dworze!” – odpowiada kuzyn.

Przypomniawszy sobie ów dowcip, nie mogłem dalej już oglądać tego kłamliwego serialu, absolutnie nie liczącego się z geograficznymi i historycznymi realiami. Zrażony tym, natychmiast odmówiłem zdrowaśkę w intencji rządzącej partii, następnie drugą – w intencji marszałka seniora i jego „laski”, a potem jeszcze i trzecią – w intencji uświadomionej patriotycznie młodzieży, która już niedługo skontroluje wytrzymałość warszawskich chodników i bruków, wozów transmisyjnych „niepolskich” stacji TV, a nawet i to, czy stołeczna zieleń nie posiada czasami… żydowskich korzeni.

Ledwo skończyłem zaczęła się 2. połowa meczu Real – Galata. Ciekawe jaki będzie wynik końcowy…
Więcej w tej kategorii: « Szkoła i plusy Przedzimie »

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.