http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Idą święta…

Wyróżniony Idą święta…

Za miesiąc (no, prawie) wigilia. Zaraz potem – wiadomo – święta Bożego Narodzenia, i przy wyjątkowo korzystnym w tym roku układzie kalendarza, z góra jednym dniem urlopu, prawie 2 tygodnie wolnego. A taka przerwa świąteczna – nieważne letnia czy zimowa – to naprawdę cudowna rzecz. Jedna z niewielu okazji, w przeciągu całego roku, by wyjechać dokądś z rodziną i odpocząć od wszystkiego. Początkowo planowałem wyjazd w polskie góry, ale rychło okazało się, że to nie dla mnie, że najzwyklej w świecie nie są one na moją kieszeń, że po prostu mnie na Sudety, Beskidy czy Tatry nie stać. Im niższe góry, tym wyższe ceny – chciałoby się powiedzieć. Alpy, troszeczkę tańsze, odpadły ze względu na długi i kłopotliwy dojazd. Trzeba będzie więc poszukać innego rozwiązania.


Najprawdopodobniej, tak, jak czyniłem to już wiele razy, zapakuje żonę wraz z dzieciakami i pojedziemy w miejsce ciche, ustronne, spokojne i zupełnie zapomniane przez bogów. Udamy się w miejsce, gdzie nie tylko nie będzie internetu, ale nawet telewizji. Zawsze czuliśmy się tam świetnie, więc nie inaczej powinno być i tym razem. Szczerze mówiąc, nie pamiętam już nawet, czy kiedykolwiek spędzałem z rodziną tyle czasu, co właśnie tam, co podczas owych rodzinnych wyjazdów w czasie wolnym od pracy.
    
Wracając jednak do zimowej przerwy świątecznej, będziemy chodzić sobie na długie rodzinne spacery, i to nie tylko po bułki czy mleko. Będziemy podziwiać zimę we wszystkich jej odmianach i detalach. Będziemy zachwycać się porośniętymi świerkami pagórkami, skutymi lodem jeziorkami, będziemy podziwiać ośnieżone zbocza, zasypane śniegiem pola i łąki oraz szron i szadź, które zamieniają najzwyklejsze gałązki i suche badyle w malownicze i pełne uroku dzieła sztuki. Kompletnie zerwiemy też kontakt ze światem zewnętrznym!
    
Tak się bowiem całkiem niedawno szczęśliwie złożyło, że mój telefon komórkowy upadł mi tak nieszczęśliwie, że pękła antena (chyba?) i bardzo często kompletnie tracę zasięg. Będziemy więc naprawdę odcięci od wszelkiej informacji, co oznacza, że momentalnie znikną wszelkie spory, kłótnie i afery, Trybunał Konstytucyjny, nieobsadzone Ministerstwo Sportu, lustracja, frustracja i coraz bardziej nacjonalistyczna polska demokracja. Nieważne staną się rankingi ugrupowań politycznych, kolory, walory, szybkimi krokami nadchodzące prezydenckie wybory oraz pozostałe nieszczęścia tego świata.
    
Jedynym miejscem, w którym ewentualnie będą mogły wracać dawne wspomnienia będzie miejscowy sklep spożywczy. W nim bowiem – przynajmniej dotychczas tak było – każdego ranka, wysoko wyspecjalizowana grupa co najmniej kilku raczej mężczyzn (płeć w niektórych przypadkach trudna do ustalenia!) spożywając olbrzymie ilości „nalewek babuni” i innych tanich win, opracowywała nową koncepcję polityki wewnętrznej oraz zagranicznej nie tylko dla Polski, ale i dla całej Unii Europejskiej. A propos, fundując im tanie wino, można było natychmiast zostać „panem kierownikiem”, a także zyskać dozgonną przyjaźń, a co za tym idzie błogi spokój i poczucie bezpieczeństwa.
    
Wyjeżdżam w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia. Mam zamiar być sobą, mam zamiar nic nie musieć (choć wszystko móc!), nie zamierzam czymkolwiek się martwić, a sprawy zajmujące mnie dotąd, w tak znacznym stopniu, jako niewarte funta kłaków, odeślę do lamusa. Krótko mówiąc, mam zamiar być tam szczęśliwy. I będę... Byle do świąt!
Więcej w tej kategorii: « Przedzimie Nowoświątecznie »

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.