http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Nowoświątecznie

Wyróżniony Nowoświątecznie

W bardzo ciekawych czasach przyszło nam żyć. Święto goni święto, a każde następne dziwniejsze niż poprzednie. Od niedawna obchodzimy – obce nam kulturowo jak jasna cholera, a mimo to szybko wrastające w polski krajobraz – Walentynki, dokładnie dwa tygodnie później przypadają „lepszosortowe” nowopatriotyczne Wyklętynki, a tuż za nimi na horyzoncie majaczy już komunistyczne – niesłuszne, niepoprawne i najlepiej niebyłe – ósmomarcowe Święto Kobiet.


Kwestię obchodzenia w Polsce Walentynek najlepiej ilustruje poniższy dowcip: – Mamo, dlaczego nie mogę kupić wszystkim moim ulubionym koleżankom czerwonych serduszek? – Bo to nie jest nasze polskie tradycyjne święto, Brajanku!

Z Wyklętynkami sprawa jest już zdecydowanie bardziej poważna i złożona. Dla nikogo bowiem, kto jest przy zdrowych zmysłach, nie ulega najmniejszej wątpliwości, że owi tragiczni (określenie „wyklęci” nie jest zbyt fortunne) żołnierze, którzy po 1945 r. nie złożyli broni i dalej – w bardzo nierównej walce – ofiarnie walczyli o wolność naszej Ojczyzny, zasługują na najwyższe uznanie, nie ulega najmniejszej wątpliwości. Szkopuł jednak w tym, że wraz z niewątpliwymi bohaterami, do jednego worka zapakowano „półbohaterów”, a nawet – o zgrozo – zwykłych rzezimieszków i bandytów.

Bardzo źle się stało, że w proces przywracania powszechnej pamięci „żołnierzy tragicznych” zaangażowała się partia, która pod szyldem „dobrej zmiany” zostawia po sobie chaos i nieodwracalne często zgliszcza. Najlepszą ilustracją „dobrozmianowych” działań jest oczywiście ochrona środowiska poprzez trzebienie Puszczy Białowieskiej, rąbanie całych hektarów lasów i nagminne wycinanie pojedynczych drzew, w tym niekiedy nawet tych, które powinny podlegać prawnej ochronie.

Rządząca partia, tak naprawdę realizująca chorą wizję państwa pewnego starszego – opętanego żądzą nienawiści do każdego, kto nie myśli tak jak on – pana, będącego zresztą życiowym nieudacznikiem, oparła ją na dwóch filarach. Pierwszy to katastrofa smoleńska, z której najzwyczajniej w świecie zrobiono coś na kształt nowej religii, chętnie wyznawanej przez miłośników sekciarstwa lub też ze zwykłego wyrachowania.

Drugi filar to forsowany właśnie kompletnie bezrefleksyjnie mit „żołnierzy wyklętych”, który tak naprawdę  krzywdzi ich pamięć i przynosi  im więcej szkody niż pożytku. A przecież wystarczyłoby tylko prześwietlić poszczególne życiorysy i „oddzielić ziarno od plew”. Wątpię, czy generał August Emil Fieldorf „Nil” byłby zadowolony wiedząc, że w najnowszym panteonie bohaterów narodowych będzie dzielił miejsce z Józefem Kurasiem pseudonim „Ogień” – pospolitym bandytą – który ma na swoim sumieniu ponad 600 niewinnych ofiar (w tym wielu Żydów), rabunki i gwałty. Dlaczego właściwie mamy czcić „żołnierzy”, którzy wsławili się tym, że puszczali z dymem litewskie czy białoruskie wioski, nie oszczędzając kobiet, starców ani nawet noworodków.

Jakie mamy prawo pouczać Ukraińców i żądać od nich, aby odcięli się od tradycji upowskich band, skoro sami czcimy pamięć podobnych „bohaterów”. Dopóki w panteonie „żołnierzy wyklętych” będzie znajdował się choć jeden ludobójca czy pospolity bandyta, dopóty ranga owego panteonu  będzie żadna lub w najlepszym razie wysoce podejrzana. Mało tego, na zwykłej zasadzie odreagowania niezdrowej i co najmniej kłopotliwej sytuacji, mnożyć się będą dyskredytujące „wyklętych” dowcipy, jak choćby ten zawarty w tytule dzisiejszego felietonu. A szkoda, naprawdę wielka szkoda!

Jeśli do tego dodać fakt, że archiwa IPN-u są masowo „poprawiane” przez usłużnych „historyków”, że bezpowrotnie giną z nich dokumenty, świadczące o bardzo niskich pobudkach działania „żołnierzy wyklętych”, takich chociażby jak zemsta na sąsiedzie, dług – niekiedy jeszcze przedwojenny, chęć łatwego zysku, grabieże czy gwałt, to niezbyt dobrze wróży to pamięci czystych i szlachetnych żołnierzy tragicznych, którzy nie poddali się, nie złożyli broni i podjęli nierówną walkę z bezpieką i narzuconym siłą ustrojem.
    
Wracając jednak do obłąkańczej wizji państwa i posortowanych obywateli „kociego taty”, to oba filary, na których miałoby się ono oprzeć, są tak samo trwałe jak, nie przymierzając, internacjonalizm i sojusz robotniczo – chłopski i ile by nie dać ludziom pięćsetzłotowych banknotów, prędzej czy później muszą runąć z hukiem!
    
Trzecie, wspomniane na wstępie, święto w dzisiejszej Polsce zyskało całkiem nowy i zupełnie nieoczekiwany wymiar. Bóg mi świadkiem, że w powiedzeniu o diable i babie jest dużo prawdy. To, co robią polskie kobiety, zasługuje na najwyższy szacunek i uznanie. Nic tylko brać przykład i uczyć się. Patrząc na dziesiątki tysięcy kobiet, zgromadzonych na Placu Zamkowym w Warszawie, a także w innych miastach Polski, aż chciałoby się powiedzieć: „Panie Kaczyński tu jest Polska, Panie Duda (Piotrze) tu jest Solidarność, Panie Rydzyku tu jest Dobro”!
Więcej w tej kategorii: « Idą święta… Przed świętami »

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.