http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Taboret

Wyróżniony Taboret

Wigilia świąt Bożego Narodzenia już za 5 dni, a tymczasem za oknem... w zasadzie wiosna. Czy to się nam podoba czy nie, musimy przywyknąć do jesienno – wiosennych (bezśnieżnych i bezmroźnych) świąt. Mróz pal licho, ale śniegu naprawdę żal. No, bo co jak co, ale śnieg (i trochę też mróz) w te szczególne dni, akurat bardzo by się przydał.


Ba, przychodzi nam także godzić się z wieloma innymi rzeczami, w wyniku których dzisiejsze święta znacznie różnią się od tych zapamiętanych – pewnie też wyidealizowanych – z naszego dzieciństwa. Weźmy chociażby taką globalizację czy komercjalizację, która sprawia, że łatwiej dzisiaj o fantę i shoarmę, niż sianko pod obrus na wigilijnym stole.
    
Od lat się zastanawiam, czemu na przykład mają służyć pasterki odprawiane o godz. 20.00 lub 22.00? Pewnie naszej wygodzie. A jeżeli tak, to równie dobrze  można i ją odprawić w pierwszym tygodniu grudnia, kiedy wszyscy mają więcej czasu, a przedświąteczne parcie jest zdecydowanie mniejsze.
    
A propos przedświątecznego ciśnienia, Gniezno – jak co roku zresztą – jest przed samymi świętami tak zakorkowane, że przejazd przez miasto (oczywiście w zależności od tego skąd i dokąd się jedzie) trwa niekiedy nawet ponad godzinę. Mało tego, prawdziwą zmorą ulic stali się „niedzielni”, by nie powiedzieć „przedświąteczni” kierowcy, którzy nagle – wszyscy naraz – wyjechali w miasto. O chamstwie niektórych kierowców celowo nie wspominam, żeby sobie przed świętami nie psuć humoru. Doszło już nawet do takiej paranoicznej sytuacji, że aby się niepotrzebnie nie stresować, postanowiłem zostawić swoje autko w garażu i korzystać z komunikacji miejskiej.
    
Skorzystać, jak to łatwo powiedzieć. Latami nie jeździłem autobusami MPK, nie wiedziałem nic: ile kosztuje bilet, na jakiej zasadzie bilety działają, czy są jeszcze karnety (jak w czasie studiów w Poznaniu) czy może już tylko bilety czasowe, nie wiedziałem też ani gdzie się bilet kupuje (kiedyś była ratunkowa opcja „u kierowcy”), ani gdzie się go kasuje. Stresowałem się jak cholera, ale na szczęście... dobrzy ludzie pomogli.
    
Ciągle bardzo podekscytowany, ale już gruntownie przeszkolony, wsiadłem do autobusu komunikacji miejskiej na przystanku przy ul. ks. Prymasa M. Łubieńskiego. W prawej kieszeni kurtki spoczywał ważny bilet, w lewej kieszeni znajdował się bilet powrotny, a w portfelu (w razie czego) miałem jeszcze jeden (zapasowy). Mój Boże, jakie to łatwe, proste i przyjemne, byłem królem autobusu!
    
Zgodnie z instrukcją otrzymaną od przyjaciół, zaraz po wejściu, skasowałem swój bilet, ten z prawej kieszeni kurtki. Dobrą chwilę rozglądałem się po wnętrzu pojazdu, próbując przywyknąć do nowych/starych okoliczności, a kiedy już ochłonąłem (nikt na mnie nie patrzył, nikt się mną nie interesował, nikt się chyba nawet nie domyślał, że po raz pierwszy od jakichś dwudziestu paru lat jadę autobusem komunikacji miejskiej) postanowiłem zająć miejsce.
    
Usiąść, jak to łatwo powiedzieć. Ale gdzie? Zacząłem szukać wskazówek, jednak żadnych nie znalazłem. Nie żebym się spodziewał szyldów typu „Nur für Polen”, nic z tych rzeczy! Ot tak, po prostu intuicyjnie, odruchowo poniekąd, zacząłem szukać miejsca dla Polaków pierwszego sortu, Polaków drugiego sortu oraz dla... Polaków – zdradzieckich mord.
    
W autobusie było kilka pojedynczych wolnych miejsc, więc mógłbym bez problemu dosiąść się do kogoś, ale tutaj pojawiał się kolejny problem, no bo skąd na miłość boską, mam wiedzieć, do kogo się przysiadam?! Podejrzewam, że nikt z nas nie chciałby – zwłaszcza tuż przed świętami – ocierać się o masona, Żyda, cyklistę, uchodźcę, lewaka, onanistę, genderowca, komunistę i złodzieja... itd.
    
Stoję więc w samym środku autobusu, rozglądam się bezradnie, w środku (we mnie) rozgrywa się prawdziwa walka, burza, wojna, wewnętrzna tragedia. Ogarniać mnie zaczyna czarna rozpacz, gdy wtem – jakoś tak na zakręcie – widzę i oczom nie wierzę... taboret!
    
Usiadłem, bo nie mogłem się oprzeć!
Więcej w tej kategorii: « Nowy rok Magia czytania »

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.