http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Po świętach

Wyróżniony Po świętach

Stało się. Przed nami nowy, kolejny rok życia. Jeśli wierzyć Dionizjuszowi Mniejszemu, zakonnikowi pracującemu na zlecenie papieża Jana I (ale jak to Jana? Jak to tak, bez Pawła?!) będzie to już 2020 rok po narodzinach Jezusa z Nazaretu.


Wszystko odbyło się zgodnie z planem, odgórnym planem, żeby było jasne, czyli uświęconą tradycją, przed którą ani uciec, ani się skryć.

Minęło Boże Narodzenie, minął ten dziwny czas pomiędzy świętami a Sylwestrem, kiedy to nie wiemy ani jaki jest dzień tygodnia, ani która może być godzina, ani gdzie i po co tu jesteśmy, ani wreszcie po co w ogóle żyjemy, minął Sylwester trwale i nierozerwalnie zrośnięty z Nowym Rokiem, minęła wreszcie – szkoda, że nie ominęła – lawina życzeń z cyklu „wszyscy wszystkim wszystkiego”.

 W końcu możemy odetchnąć, złapać równowagę, zważyć się, zjeść kapuśniak czy jakieś inne swojskie, nieświąteczne żarcie. Ba, możemy nawet pomyśleć o szarej rzeczywistości, o powrocie do pracy, o czekających nas nerwach i stresach.

Ja, oczywiście, choć wcale się mi to nie podobało, byłem jednym z milionów trybików owej bożonarodzeniowo-sylwestrowej machiny, która przez minione dwa tygodnie jeździła po tej części Europy i świata. Zresztą, nie tylko biernie uczestniczyłem – bo o przyglądaniu się z się z boku nawet mowy nie ma – ale wykazywałem pewną aktywność, starając się kreować ową świąteczną rzeczywistość w swoim najbliższym zasięgu.

Stosownie do wspomnianej na wstępie „uświęconej tradycji” Nowy Rok powitałem rzeczywiście fantastycznie, może niezbyt hucznie, ale na pewno bardzo wesoło, w gronie najbliższej rodziny oraz samych przyjaciół. A wszyscy – jak jeden mąż – wypisz wymaluj, zdradzieckie mordy i najgorszy sort! Jaki Sylwester, taki cały nadchodzący rok. Mam nadzieję, że się spełni…

Krótko przed północą spisałem wszystkie swoje zmartwienia, troski i złe wspomnienia na czerwonym papierze, a następnie spis ten spaliłem. Tym prostym, aczkolwiek genialnym sposobem, zapewniłem sobie w 2020 roku relaks, spokój i luz. Przy okazji, wiem już kto wygra majowe wybory prezydenckie! Wcześniej zwróciłem wszystkie długi, oprócz jednego (50 zł), co uczyniłem z zimnego wyrachowania, jako że chcę mieć z tą osobą częste i żywe kontakty w nowym roku. Oddałem też, tutaj akurat bez wyjątku, wszystkie pożyczone rzeczy, przedmioty, książki. Żałuję tylko bardzo, że moi dłużnicy nie wzięli sobie do serca „uświęconej tradycji” i nie byli tak honorowi, jak ja.

Co tam jeszcze? Aha, w Sylwestra założyłem czerwoną bieliznę, by w 2020 roku prezentować piękny i nienaganny wygląd, a także... mieć powodzenie u płci przeciwnej. Ponadto zrezygnowałem ze sprzątania, żeby czasami, przy tej okazji, nie wymieść z domu szczęścia. Z kolei, aby w nowym uniknąć biedy, głodu itp. nieprzyjemnych zdarzeń, spiżarnię i lodówkę na czas Sylwestra i Nowego Roku wypełniłem po brzegi smakowitymi wegetariańskimi zapasami. Z nakręcania zegarów, tuż po północy, byłem zmuszony z bólem serca zrezygnować (zabieg ten zapewnia domowi wszelką pomyślność), jako że nie ostał się w moim domu żaden zegar, który daje się nakręcać. Cholerna nowoczesność! Otworzyłem natomiast, tuż po północy, na oścież wszystkie okna i drzwi, zapraszając do środka Nowy Rok, a wraz z nim wszystkie dobre duchy. Naszło ich co niemiara. Tą samą drogą dom mój opuściły wszystkie siły nieczyste, stare problemy, zmartwienia i cała „dobra zmiana”, jakiej w minionym roku udało się chyłkiem i chytrze wcisnąć do środka.

Wszystkie te zabiegi pochłonęły mnie do tego stopnia, że nie obejrzałem sylwestrowego koncertu niejakiego Zenona Martyniuka. Czy dużo straciłem?

 Teraz zrelaksowany i wyluzowany,  w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku, czekam na same dobre i szczęśliwe dni w 2020 roku, czego zresztą i Państwu życzę.
Więcej w tej kategorii: « Magia czytania Emigracja 2 »

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.