http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Diabeł tkwi w szczegółach

Wyróżniony Diabeł tkwi w szczegółach

Są ludzie, dla których wszystko jest proste, a przynajmniej - czarno białe. To jest złe, to jest dobre i kropka. Ja zaś uważam, że to są po prostu gł...y, no powiedzmy - ludzie lekkomyślni. Piszę tak dlatego, że tak uważam, ale i dlatego, żeby dać innym do myślenia...


Przytoczone w tytule przysłowie niemieckie, właściwie tłumaczy wszystko dokumentnie, ale felieton domaga się szczegółu i treści, więc proszę bardzo. Polska, jak każdy kraj na tym najpiękniejszym ze światów, ma dość swoich problemów paskudnych, cóż więc mogą nas obchodzić kłopoty innych? Oczywiście; dla jakiejś tam, i to nie małej liczby tych na „g” - nic. Rzecz w tym, że stanowiska ludzi głupich, ludzie mądrzy nie mogą traktować poważnie i muszą się do rozmaitych spraw odnieść odpowiedzialnie. Żeby zaś nie tkwić dłużej w ogólnikach powiem, że chodzi oczywiście o problem uchodźców z Afryki północnej i Bliskiego Wschodu i jeżeli ktokolwiek oczekuje teraz, że wyrażę zarazem jednoznacznie swoje stanowisko czy należy ich tutaj przyjmować czy też nie, to mu odpowiem, że nie wiem.

Mogę tak się ustawić z wielu względów, ale tak czy siak, nie będzie to prosty unik, tylko stanowisko wynikające z logiki, oraz osobistego doświadczenia. Konkretne doświadczenie dotyczy wprawdzie  innej nacji i ktoś może mi przy okazji zarzucić, że u was to murzynów biją, czyli, że używam prawdziwego owszem argumentu, ale jednak tematu zastępczego, do podparcia prezentowanego przez siebie stanowiska w innej kwestii. Czyżby?

Naturalnym odruchem człowieka „normalnego”, jest udzielenie pomocy innemu, który jest w widocznej potrzebie. Jakie to proste i jednoznaczne. Ja też tak mam i często tak się właśnie zachowuję. Powodem innego zachowania, jest najczęściej strach. A skąd się on bierze? Z doświadczenia. Tutaj jednak zrobię małą dygresję i podam przykład skrajny, pokazany wczoraj w telewizji, a potem zbliżę się ponownie do głównego tematu dnia.

Ulicą idzie sobie młody człowiek, chyba zdrowy na ciele i umyśle, ale jak poznać co takiemu naprawdę w duszy gra? Otóż ten - jak się okazuje wielki cwaniak, kładzie się w pewnej chwili na jezdni i udaje ciężko chorego. Zatrzymują się dwa samochody, a jeden z kierowców tak się śpieszy z pomocą, że nawet silnika nie gasi. Jakie jest jego zdziwienie, gdy ratowany nagle ożywa i odjeżdża wozem miłosiernego Samarytanina. Ktoś powie, że jest to raczej komedia, niż tragedia. Owszem, jak dla kogo, przecież w ukradzionym samochodzie mogły być dzieci poszkodowanego, a na pewno były jakieś tam drobiazgi, o  samej karecie nie wspominając.

Teraz przykład bliższy problemowi imigrantów, którego doświadczyłem na własnej d... w mieście Gnieźnie, na ulicy Moniuszki... Było to sporo lat temu, ale rzecz do dzisiaj każe mi do pewnych spraw podchodzić jak do jeża tym bardziej, że nie byłem wtedy sam, miałem pod opieką dwoje swoich kilkuletnich dzieci

Pamiętam, że do tego sklepiku spożywczego wchodziło, się po kilku schodkach. Wszedłem tam wraz z dziećmi, bo chciałem im kupić jakieś słodycze, a to co się mnie rzuciło w oczy po przekroczeniu progu, nie wzbudziło nawet śladu niepokoju, ba, było to uczucie litości... Otóż zobaczyłem tam kilkoro małych romskich, czyli cygańskich dzieci, które usiłowały za wyżebrane grosze kupić jednego banana. Nie mam pojęcia jak by go w końcu podzieliły, bo było ich przynajmniej pięcioro, ale i na tego jednego miały za mało kasy - co próbowała im uświadomić pani za ladą, jako że  języka polskiego one nie znały. Czy ja byłem taki głupi, czy tylko tak lekkomyślny, sam tego oceniał nie będę. Powiedziałem jednak do pani ekspedientki, aby zważyła im kilo tych bananów, a ja za to zapłacę. O święta godzino!

Pośród całej tej czeredy, była jedna dziewczynka wyraźnie starsza, która to trzymała kasę i negocjowała transakcję, a kiedy znalazł się jakiś „gadzia”, czyli po naszemu jeleń który zapłacił za upragnione owoce, to przytuliła je do piersi jakby to było jej dziecko i dała dyla, a cała reszta cygańskiego drobiazgu uwiesiła się na mnie, wydając dźwięki podobne do lamentów zakochanego kota. O jakiejkolwiek próbie negocjacji z tym towarzystwem, nawet mowy nie było, bo i w jakim języku. Nie było też mowy o żadnym szarpaniu tych dzieci, bo to przecież dzieci. Zaraz też zapaliła się mi czerwona lampka, że gdyby się skądś nawinął ich dorosły opiekun, to mam kosę w żebrach za ich odpychanie, a ja przecież nie byłem tam sam

Z trudem udało mi się wytaszczyć z tym żywym bagażem na ulicę i Bogu dziękować, że znalazło się tam kilka odważnych kobiet, które uratowały mnie z tej opresji. Od tamtej chwili mój stosunek do żebrzących dzieciaków, uległ zasadniczej zmianie, również w odniesieniu do wszelkiej maści dorosłych potrzebowskich, zachowuję teraz stosowną ostrożność, chociaż każdemu chciałbym jakoś tam pomóc.

Jeżeli więc ktokolwiek uważa, że pomagać należy każdemu i zawsze, to ja sam jestem za, a nawet przeciw i myślę, że wcale nie jestem jakimś tam wariatem, jak: - przepraszam - zrobieni w bambuko parafianie z pobliskiej Środy

Z ostatniej chwili. Niemcy właśnie dokonali zbiorowego Hande hoh, a ich Angela powinna teraz zrobić sobie seppuku.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.