http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Tu zaszła zmiana...

Wyróżniony Tu zaszła zmiana...

Przed wyborami Gniezno miało trzech posłów i jednego senatora, po wyborach mamy senatora i czworo posłów. Teoretycznie zyskaliśmy, czy zyskaliśmy także praktycznie – czas pokaże. Tak czy siak, nie obyło się bez niespodzianek. Największą z nich jest fakt, że Tadeusz Tomaszewski – poseł od zawsze, by nie powiedzieć od urodzenia – nie zasiądzie w poselskiej ławie. Jest to tak niewiarygodne, że większości ludzi trudno będzie przestawić się nawet z frazy „poseł Tomaszewski” na „Tadeusz Tomaszewski”. Zresztą, ponoć są tacy, którzy myśleli, że „Poseł” to imię Tomaszewskiego.


Odłóżmy jednak żarty na bok, bo sprawa jest dość poważna. Tadeusz Tomaszewski mimo otrzymania potężnego poparcie (15.350 głosów) stracił mandat poselski, tymczasem posłanką została Paulina Hennig – Kloska z Nowoczesnej Ryszarda Petru, na którą swój głos oddało zaledwie (zaledwie - w porównaniu z T. Tomaszewskim oczywiście!) 7306 osób, czyli nawet nie połowa tego, co na Pana Tadeusza.

Stało się tak oczywiście za sprawą  osławionej metody d'Hondta, stosowanej przy podziale mandatów w systemach wyborczych opartych na proporcjonalnej reprezentacji z listami partyjnymi. Krótko mówiąc, najpierw głosujemy na listę, a następnie – w zależności od ilości otrzymanych głosów – na kandydata. Listy Zjednoczonej Lewicy w skali kraju nie przekroczyły wymaganego dla koalicji progu 8% i choćby Tadeusz Tomaszewski otrzymał niewyobrażalną i niewiarygodnie wysoką ilość głosów, i tak posłem nie zostanie. Ta sama zasada liczenia głosów dotyczy także oczywiście wyborów samorządowych, o czym najlepiej wie obecny radny – Marek Zygmunt.

Jedynym sposobem na zmianę sytuacji i uniknięcie „przypadku Zygmunta” czy „przypadku Tomaszewskiego” byłyby niemniej osławione JOW-y, czyli jednomandatowe okręgi wyborcze. Tyle tylko, że temat JOW-ów „wałkowaliśmy” stosunkowo niedawno i – jak powszechnie wiadomo – poległy one na polu chwały. Czyli  błędne kolo! A tak swoją drogą ciekawe jak Poseł (tfu), jak Tadeusz Tomaszewski zagłosował podczas referendum w sprawie jednomandatowych okręgów wyborczych?!

Jeszcze ciekawsze jest to, gdzie były już poseł będzie pracował, gdzie przeczeka 4 chude lata, by w kolejnych wyborach parlamentarnych z triumfem powrócić na swoje miejsce przy Wiejskiej. Ulica już plotkuje, a jak się chodzi, to się słyszy. Dużo w tym wszystkim oczywiście niedorzeczności, no bo ilu prezesów może mieć jeden TBS-owski blok?! A poza tym, żeby Tadeusz Tomaszewski w ogóle mógł na Wiejską powrócić, jego ugrupowanie musiałoby najpierw mocno uderzyć się w pierś, wypowiedzieć – o ile przejdzie im to przez gardła – głośne mea culpa i zacząć porządkować swoje sprawy, poczynając od najprostszych. Bo przykładowo, kto jest dzisiaj liderem polskiej lewicy? Chyba Barbara Nowacka. Dlaczego chyba? No, bo jeszcze niedawno była to Magdalena Ogórek, wcześniej Napieralski, jeszcze wcześniej Olejniczak, przed nim Oleksy, jeszcze przed nim Miller, przed Millerem Kwaśniewski, Jaruzelski i tak aż do Lenina włącznie!

Zostawmy już jednak belgijskiego matematyka i jego metodę liczenia głosów, a także bolszewickiego przywódcę całej postępowej ludzkości wraz z jego spadkobiercami i wróćmy na nasze gnieźnieńsko-wrzesińsko-średzko-śremsko-słupeckie podwórko, a dokładnie na jednomandatowy okręg wyborczy do senatu RP nr 92. Otóż, przyznam się szczerze, że do ostatniej chwili tj. do czasu opublikowania oficjalnych wyników nie wiedziałem, nie domyślałem się, nie podejrzewałem nawet, kto z dwójki żelaznych kandydatów Gaweł – Gruszczyński (kolejność alfabetyczna) wygra ten wyścig. Bałem się nawet prorokować. Jak się okazało Robert Gaweł otrzymał o 4 tysiące głosów więcej i to on właśnie zasiądzie w senatorskim fotelu, choć uczciwie trzeba przyznać, że oba wyniki (ok. 50 tys. głosów) budzą szacunek. W przeciwieństwie do sytuacji opisanej na wstępie, tutaj akurat wszystko jest jasne, proste i zrozumiałe. Zwycięzca ma nie lada powód do radości, pokonany (mam nadzieję, że nie przegrany!) pretensje może mieć tylko do siebie. No, chyba, że wybory zostały sfałszowane. Jakoś jednak nie słychać panicznych protestów, wyrazów świętego oburzenia, najgorszych epitetów, oskarżeń, wyzwisk i pomówień. Chyba w końcu wygrała „właściwa” partia!

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.