http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

1153. rocznica „Chrztu Polski”?

Wyróżniony 1153. rocznica „Chrztu Polski”?

To nie błąd w dacie, bowiem już w 1863 r., dzięki inicjatywie Karola Libelta (1807-1875), obchodzono uroczyście milenium „Chrztu Polski”! Według ówczesnych autorytetów świata nauki i kultury, w 863 roku to święci Cyryl i Metody pierwsi ochrzcili część Polan, którzy mieli być odtąd praktykującymi chrześcijanami w obrządku słowiańskim (zastąpionym tylko po 966 r. obrządkiem łacińskim). Jak zatem „chrzciny Polski” uświetniono w XIX wieku?


Kwestię: czy w IX w. część Polan była już gorliwymi wyznawcami nauki Chrystusa (chrześcijaństwo cyrylo-metodiańskie), o czym coraz częściej piszą niektórzy naukowcy, pozostawiamy otwartą, chociaż prawdą jest, że nawet Anonim zwany Gallem w swojej pieśni żałobnej po śmierci Bolesława Chrobrego kazał opłakiwać stratę po królu chrześcijanom, „czy kto rodem jest z słowiańskiej, czy łacińskiej włości”.  

Do historii przeszły natomiast obchody „Chrztu Polski” w 1863 r. Ich głównym inicjatorem, w wymiarze kulturowym, był dwukrotny poseł z okręgu gnieźnieńskiego do pierwszej izby deputowanych w Berlinie, wspomniany już Karol Libelt, który w Gnieźnie został nawet wybrany ławnikiem komisji wyborczej przez wyborczego komisarza królewskiego.

Libelt, ulubieniec Hegla podczas berlińskich studiów, w ramach tworzonego przez siebie systemu filozoficznego uważał, że to Polacy udowodnią niepodważalne istnienie Boga, a owa mesjanistyczna nauka zainicjuje nowe prądy polityczne, dzięki którym Polska jako „nauczyciel narodów” zunifikuje myśl ludzką. Nic zatem dziwnego, że Libelt starał się, aby przypomnieć ówczesnym Polakom działalność misyjną świętych Cyryla i Metodego, którzy byli pierwszymi „Apostołami Słowian”. Stąd powstał apel uczonego do poetów polskich, o napisanie dzieła poetyckiego okoliczność „tysiąclecia zaprowadzenia chrześcijaństwa w Polsce”.

Jednym z ważniejszych poetów, który odpowiedział Libeltowi był Teofil Lenartowicz (1822-1893). Ten pochowany na Wawelu poeta romantyczny, etnograf, rzeźbiarz, wykładowca literatury słowiańskiej pisał z Florencji 8 grudnia 1864 r.:
Do Karola Libelta
Przed laty trzema zamierzając wydać Album z powodu zaprowadzenia chrześcijaństwa w Polsce, raczyliście, czcigodny Panie, wezwać i mnie do napisania wiersza odpowiedniego tej uroczystości. Zachęcony Waszem przychylnem słowem, wiersz żądany napisałem tem ochotniej, że w duszy był nastrój szczęśliwszy, podobny do snów młodości, w których się piękne widziadła przesuwają – wspomnienia Wielkopolski, Gniezna, Kruszwicy i tych niewypowiedzianego uroku jezior, nad którem z chórem pokrzykujących czajek unosiło się serce wędrowca, historia lutni polskiej od św. Wojciecha poczynając [Lenartowicz ma na myśli pieśń „Bogurodzicę”, której autorstwo przypisywano św. Wojciechowi – przyp.] aż do Jana Kochanowskiego, który jeden całego ducha starej Lechii nie w szerokich malowidłach, ale w potędze mowy nam przekazał, rozkołysały mój umysł, jakbym się nie w naszych czasach narodził, tak że na chwilę zdało mi się,  że za mistrzem polskiego słowa seplenię po dziecinnemu, łaskawy wzrok jego na głowę moją ściągając. Byłoż to złudzenie, czy rzeczywistość, zdołałżem choć kilku wierszami prostotę języka ojców naśladować? Sąd o tem wam zostawiam, czcigodny Panie, którego ukochanemu od współziomków imieniu wiersz mój ośmielam się poświęcić. (…)

Dzięki Karolowi Libeltowi Teofil Lenartowicz stworzył „Polskie śluby. Wiersz na tysiącletnią rocznicę zaprowadzenia chrześcijaństwa w Polsce”. Dzisiaj owe „seplenienie po dziecinnemu” niezwykle barwnie, choć nie wprost, łączy starą legendę o dwóch nieznajomych na postrzyżynach Piasta z postaciami świętych Cyryla i Metodego, a wszystko to gdzieś między Gnieznem i Gopłem, wśród wonnych ziół i pieśni ludu.

Na koniec warto zadać pytanie – co Gnieznu pozostanie po tegorocznej 1050. rocznicy Chrztu Polski? Dlaczego nikt nie pomyślał, aby, jak w czasach Karola Libelta, rozpisać w Gnieźnie choćby konkurs na wartościowe dla polskiej kultury dzieło literackie lub muzyczne? Pozostawmy to już bez komentarza i oddajmy głos romantycznemu poecie:

Teofil Lenartowicz (1822-1893)

Polskie Śluby
WIERSZ
NA
TYSIĄCLETNIĄ ROCZNICĘ
ZAPROWADZENIA
CHRZEŚCIJAŃSTWA W POLSCE

            Witaj ojców mych poddasze!
        Gniezno nasze, Gopło nasze,
        Kędy kryją wonne zioły
        Pieśń dla ludu, miód dla pszczoły...
        Kiedym pierwszy raz w te strony
        Z mym tułaczym szedł kosturem,
        Śpiewały mi ptaki chórem,
        I zalatał miód sycony.
        Była doba taka cicha,
        Pierś powietrze wonne wdycha,
        A wzrok bada gdzie też stała
        Ta Piastowa chata mała?...

        Jak ta wyspa, jak Ostrówek,
        Słowik śpiewał na kraj cały,
        A łąki się przedrzeźniały;
        Złotych na to trzaby słówek,
        Żeby wydać czucie syna,
        Co rodzice przypomina.

            Na tych wodach, na goplanych,
        Na tych łąkach malowanych,
        Słodki Boże, mnie się zdało:
        Że przed pierwszą kmiecą chatą
        Widzę Piasta głowę białą,
        W boży dzionek, w boże lato.

            Z dnia wędrówki pomnę tyle:
        Żem szczęśliwy był przez chwilę,
        Jakbym z Piastem, z Ziemowitem
        Kraj zasiewał białem żytem,
        A zasiawszy jasne pole,
        Z aniołami siadł przy stole.
            Nie szukałem podań, baśni,
        Alboż dla mnie Polska baśnią?
        Jeśli Pan Bóg nie rozjaśni,
        To i ludzie nie rozjaśnią.

            Z tego stawu, z tego brodu,
        Słońce wstało dla narodu.
        Serce czuje, że gdzieś bliska,
        Stoi Polski mej kołyska.
        Pieśń słowicza, pieśń Rzepichy,
        A kraj cichy i duch cichy. -

            Bogdaj tobie Polski kmieciu
        Przy tem świętem tysiącleciu,
        W każdej chwili dał Bóg tyle,
        Ilem ja miał w ową chwilę.
        Prawdać strasznie byłem bieden,
        I sierota, i sam jeden,
        A radością drżałem cały,
        Same mi się usta śmiały,
        A suchego chleba kawał
        Taki mi się słodki zdawał,
        Żem nie zajrzał królom jadła;
        Chleb był, czarny chleb ubogi,
        A tak mi się wydał błogi,
        Gdy radości łza nań spadła.
        Tej radości Polski kmieciu,
        Życzęć przy tem tysiącleciu.

        A teraz ci na mej stronie,
        Na lirence, na złoconej,
        Na ten święty dzień zadzwonię,
        Chociaż piękniej dzwonią dzwony,
        Od Kruszwicy, od Stolicy,
        Po piastowej okolicy...

            Przedchrześcijańską pieśń kto złoży?...
        Baśni same, czasu szkoda.
        Były mgły, i była woda,
        A nad wodą był duch boży,
        Słońce boże przebłyskało
        Nad piastową chatą małą.
        Nad niewinną, nad gościnną,
        Nad tą chatą miodopłynną,
        Pierwszy boży znak miłości,
        Tu się zjawił dach dla gości.

            A gdy Piasta Bóg zobaczył,
        Że jest jego prawym gazdą,
        Swych aniołów zesłać raczył
        By odkryli Polski gniazdo,
        Ot i odkąd się poczęło,
        Dzieje Polski, Boże dzieło.

            Odkąd skrzydło ich powiało,
        Nad piastową ziemią całą,
        Buchła parą ziemia plenna,
        Łąka zielna, rola pszenna,
        Rozjaśniony słońca wschodem,
        Kraj zaludnił się narodem;
        Modrzewiowe wonią lasy,
        Pieją pieśni skotopasy.
        A gdy słońce jasne spada,
        O aniołach naród gada
        Że ich twarze jaśniejące,
        Były - jak to boże słońce.

            Ale na co przyszli?... po co?...
        Próżno z myślą się kłopocą
        Stare bogi nie powiedzą,
        Co po ciemnych lasach siedzą.

            Nieme ptactwo śród błękitu,
        Wyśpiewuje ode świtu,
        Posypane ziarno zjada,
        Lecz niechże się z ptakiem zgada.
        Jużciż komuś słowik śpiewa,
        Z tego gaju, z tego drzewa,
        I skowronek boży dzwonek,
        I przepiórka szaropiórka.

            Mówią, że coś ptaki wróżą.
        Jeśli wróżą toć nie dużo...
        Chyba jaką w wietrze zmianę,
        Na mróz wrona w las się niesie,
        Które dziksze, siedzi w lesie,
        A co śmielsze to pod ścianą.
        A lud pyta wciąż ciekawy
        Rady wiedzieć Boże sprawy.

             Toż ci pewnie coś się zdarzy,
        Człowiek sieje, słońce grzeje,
        Deszcz porosi, kłos kłosieje,
        Jest ci ktoś co gospodarzy. -
        Gospodarzu na gościnę,
        Przyjdźże do nas na dolinę;
        Jest ci jadła i napoju,
        Ryczą krowy do udoju,
        Na polu się zboże kłosi,
        Pszczoła nosi miód a nosi.
        Nie pogardzaj temi ściany,
        Jest chłodniczek, jest liściany.
        Nie pogardzaj dobry Boże,
        Człowiek daje ile może,
        Co ma w domu, w polu, w lesie,
        Ze szczerego serca niesie.

            Tak śpiewają dziady ślepce,
        Idzie, idzie coś im szepce.
        Już go widzą pod powieką,
        Z ciemnych oczu łzy im cieką.
        Przecierają oczy dłonią,
        Widziadłu się starzy bronią.
        A to świeci takim czarem,
        Że aż gną się pod ciężarem,
        Ledwie włóczą stare nogi,
        I z pieśniami wchodzą w progi.
        A dziewczęta im od kółek,
        Szczebiotliwych sznur jaskółek,
        Ptasiem słówkiem wiodą wtóry,
        Od komory do komory. -
 
            Z wiosną ziemia się odradza,
        Świat weseli się, odmładza,
        Nad perłową w łąkach rosą
        Dobre wiatry radość niosą.
        Dzieci majem zdobią chaty,
        Lud odświętne wdziewa szaty,
        Chociaż nie wie na co, po co?
        Jeno czuje, że mu trzeba
        Niebieszczyć się jak te nieba,
        Złocić się jak wody złocą.

            Wciąż przybywa pieśni więcej,
        Serca biją wciąż goręcej,
        Ten się cieszy, ten się trwoży,
        W całym kraju upał boży.
        Nocą gwiazda z nieba spada,
        A lud sobie przepowiada:
        Gwiazda leci na dąbrowy,
        Czy to gwiazda, czy Bóg nowy?...
        Gdy dziad wchodzi z białym włosem,
        Jako żyto przed pokosem,
        Jużci prawi ten i owy:
        Czy to dziadek, czy Bóg nowy?
        O miłości niech coś powie,
        Jużci cała dziatwa mnoga
        Wykrzykuje w słodkiej mowie:
        A toć żeś się począł z Boga!...

            Bocian klekce ponad chatą,
        Ot i przyszło boże lato.
        Szumi jawor, pod jaworem
        Siedzi Mieszko przede dworem;
        Ręka pana spracowana,
        A kto zacny, przystęp łacny;
        Temu ręka i otucha,
        I mądrości się nasłucha.
        Toż do króla naród bieży
        Jak do ojca, do macierzy.
        Nikt tam drogi nie przegrodzi,
        Przede dworem bocian brodzi,
        Dobrze jemu z tym bocianem,
        Dobrze ludziom z takim panem.

            Jak ten biały gaj brzeziny,
        Wciąż mularze cegły noszą,
        A po świecie wieści głoszą:
        Że to nowej mur kontyny.
        Jedni prawią, że to wieża,
        Jak ta wielka u wybrzeża,
        Że w tym zamku, że w tej wieży
        Król osadzi swych rycerzy.
        Drudzy zasie, że dwór nowy
        Król muruje dla królowej,
        Dla księżniczki onej czeskiej,
        Co ma zjechać lada chwila,
        A tymczasem dwór niebieski
        Już nad miasto się wychyla.
        One słupy, one bramy
        Powleczone czystem złotem,
        I śliczności ze skrzydłami,
        Cóż tu jeszcze przyjdzie potem?

            Dla swej miłej za bogate,
        Niska chata sercu błoga;
        Toć już chyba w tę komnatę,
        Na gościnę sprosi Boga.

            Król przywołał swych włodarzy,
        Z włodarzami słodko gwarzy,
        Między ludem siedzi kmiecem,
        Co okolił króla wiecem.

            Tyle cudów, przypowieści,
        Ledwie w głowie się pomieści ,
        A chociaż to dziady drżące,
        Nie rozumią, potakują,
        Alboż ptaki znają słońce?
        A wschód słońca przecież czują.
        Wzruszają się, budzą, cucą ,
        Słońca nie ma, a te nucą.
        Tak i w prostem sercu kmieci,
        Coś już świeci, choć nie świeci.
        Wyrabia się w sercu słowo,
        Nim je człowiek pojmie głową.

            Już kur zapiał nade dworem,
        Już przebiela się za borem,
        Już poranny wietrzyk dmucha,
        A król mówi, a lud słucha...

            Dzieci moje, wy włodarze,
        Nowością was wielką darzę:
        Toż wy wiecie, toż pomnicie,
        Przepędziwszy długie życie,
        Kiedy przez tych niw obszary
        Huny biegły i Awary,
        Kto nas zbawił, kto ocalił,
        Kto nieszczęście precz oddalił.
        Kto? jeżeli nie Bóg żywy,
        Litościwy, sprawiedliwy.

            Pamiętacie, starzec święty,
        Pochylony, w ziemię zgięty,
        Szedł po lesie i po górze,
        I po siołach i po grodach,
        I po łąkach i po wodach,
        Zażegnując straszną burzę.
        A gdzie święte padły znaki,
        Nie zatrzymał się wróg srogi,
        Jeno jakby od pożogi
        Zostały się ognia szlaki.

            Pod opieką ręki boskiej
        Ocalały grody, wioski,
        Że po drodze nie dojrzeli,
        Kędy biały gród się bieli,
        A gdzie sioła ponad rzeką,
        Pod ojczystych drzew opieką.
 
            A któż nas to dziatki strzeże
        Przed Pieczyngi, przed Jaćwierze?
        Kto na zboża leje rosy?
        Kto nam daje plenne kłosy?...
        Otwierajcież progi, ściany,
        Bo przychodzi obiecany;
        Chrystus idzie w nasze lasy,
        Weselcie się skotopasy!

            Spojrzą nasi, aż od grodu
        Idzie biskup do narodu.
        Srebrne szaty, srebrna laska,
        Od kamieni lśni opaska.
        Toż się młodej dziatwy kopło
        Z krzykiem ptasim ponad Gopło,
        I od wzgórzy, aż do wzgórzy,
        Głos poleciał, anioł boży.
        A gdy znikli, gdy przycichli,
        Lud się z białych chat porychli.
        Starcy idą z solą, chlebem,
        Ptak powietrzem, gwiazda niebem.

            Napatrzeć się polskich dzieci,
        Tych od Narwi, od Noteci,
        I pieśń płynie po dolinie,
        A witajże hospodynie!...
        Pobłogosław mocny Boże,
        Nasze ziemie, nasze zboże,
        Nasze chaty, nasze dziatki,
        Nasze biedy i dostatki.
        Tobie chleba po okrusze,
        Tobie serca, tobie dusze.

            I przed starcem w proch się ściele
        Świeża rola, wonne ziele
        Borzysławy, Borzywoje,
        Na tych świty, na tych zbroje.
        Biskup patrzy po tym zborze,
        Naradować się nie może,
        I do serca swego bierze
        Całe złote pojezierze.
        Patrzy na to polskie plemie,
        Raz na niebo, raz na ziemię,
        I zawoła:
            – Hej! narodzie,
        Chceszli z Bogiem przeżyć w zgodzie
        I królować z nim na niebie,
        Jakoś żył na Jego chlebie...
        Nie pamiętać uraz, winy,
        Nie wojować bez przyczyny,
        Wyrzekasz się ziemskiéj chwały,
        By cię jeno ludy znały
        Z twego ziarna, z twego chleba,
        Z twego serca, z twego nieba,
        Milsza ludu święta cnota,
        Niż niezgoda i obraza.
        Milszy pokój ze żelaza,
        Aniżeli wojna złota.

            Za złe dobrem chceszli płacić,
        Niż źle zyskać, lepiej stracić
        Chceszże przeżyć nad tem polem
        W bożem jarzmie, a nie w wolem,
        Bez poswarki, bez zawiści,
        To cię woda chrztu obmyje,
        Bo kiedy się gwiazda czyści,
        To czyściejszeż serce czyje?

            Tak apostoł święty rzeka,
        A lud boży łzami ścieka,
        I w krąg śpiewa ziemia cała:
        Panie Boże tobie chwała!
        Nie wypuszczaj nas z opieki,
        Teraz, zawsze i na wieki.
        Twoje pola, twoja rola,
        Twoja wola, nasza wola,
        Za twe sądy, za twe słowy,
        Nasze głowy, nasze głowy.

            Toż apostoł Boży prawy
        Przezłotemi błysł rękawy,
        I chrztu świętą wodę leje,
        Na Szymony, na Macieje,
        Bartłomieje i Jakuby,
        Otoż śluby, polskie śluby.
        A imiona nowe polskie,
        Same szczere apostolskie,
        I lud się ich wiernie trzyma,
        Bo piękniejszych nad nie nie ma.

            I znów Święty brzęknie słowem,
        Nad tym ludem nad Piastowym.
        Bóg cię mierzy straszną miarą,
        Oddaj światu co ze świata,
        A w Chrystusie znajdziesz brata,
        I będą cię zwali wiarą.
        Niech się świat o swoje stara,
        Ty o wiarę, boś ty wiara;
        Niech się inni złotem szczycą
        I siołami i grodami,
        A ty smutkiem i tęsknicą,
        A ty łzami i ramami.
        Lecz jak rycerz, w górę głowa,
        Wolna dusza, wolna mowa,
        I niech będzie tak do końca;
        Na odstępcę sąd i kara,
        Jedno słońce nie dwa słońca,
        Jeden Bóg i jedna wiara.
        Przepadajcież błędne mary,
        A ty ludu w górę miecze,
        Na twe czoła woda ciecze,
        I ja chrzczę cię w imię wiary.
        
            Tak apostoł święty rzeka,
        A lud boży łzami ścieka,
        I w głos śpiewa ziemia cała:
        Panie Boże tobie chwała!
        I uderzą w ziemię czołem,
        Przed Chrystusa apostołem,
        Jakby zboże z tego łanu,
        Skłoniło się swemu Panu;
        Srebrne żyto i pszenice,
        Dzieci, starcy i dziewice,
        Mieszko prawy pan rzewliwy,
        Męże, naród błyskotliwy.
        I śpiew poszedł po dolinie:
        A witajże hospodynie!
        Jezu miły, na twą chwałę
        Zabielały miecze białe,
        Zaśpiewały święte chóry:
        Weselcie się lasy, góry...

            Ojców naszych święty Boże,
        Kto twe sprawy wydać może,
        Kto godnemi powie słowy,
        O dziewicy, o królowej,
        Jak wzrok matki miłościwej,
        Na Piastowe spadał niwy,
        Gdzie nad Gopłem Polska cała
        W białych płótnach poklękała.
        Wrzkomo ptasząt śpiewne stadka,
        Toż skłoniła się jak matka,
        I po niebie cud panienka
        Przechodziła jak jutrzenka,
        Gdy nad polem po błękicie
        Sama świeci się o świcie...
        I poklękła ponad światem,
        Przed jasności majestatem,
        Swe panieńskie chyląc czoło.
        Od jej czoła jasne koło
        Rozeszło się jak po wodzie,
        Po zachodzie i po wschodzie,
        Zaperliły rosy łezki,
        I zrobił się świat niebieski,
        Jakby ziemia Piasta cała
        We słońcu się wykąpała.
        I te wieże, wody, gaje,
        Zda się wszystko w słońcu taje.

            Gdy Przeczysta wobec Pana,
        Rzekła święte gnąc kolana:
        – Oto naród z snów się budzi,
        Kraj niewinnych, dobrych ludzi.
        Na nizinach bez obrony
        Zagrożony z każdej strony,
        Jego prawa ni swobody
        Nie zasłonią góry, wody,
        Przetoć błagam Ojcze Panie,
        Daj mi nad nim królowanie,
        Ja nad ciche wód przezrocze,
        Mój gwieździsty płaszcz roztocze,
        Ja nad pola i nad smugi,
        W straż rozeszlę moje sługi.
        
            Słowo „stań się" brzękło święcie,
        Stań się Polski rozpoczęcie.
        Chrystus ściągnął dłoń do czoła,
        I dziewicę pochyloną,
        Koronuje swą koroną,
        Przeleciała radość sioła,
        Jakby po serc wszystkich stroju,
        Anioł zagrał pieśń pokoju.

            I z tych czasów święte czucie
        Rozbija się w błogiej nucie,
        Z ust świętego, z ludu łona,
        Nad Piastową okolicą:
            Bogarodzico! dziewico!
            Bogiem sławiona
                Marya!
            Miłuj nas! ratuj nas!
            Z jasnych nieb,
                Z złotych bram,
            Ziści nam, spuści nam,
            Twego Syna Chrzciciela zbożny czas.
            My na ziemi sieroty,
            Ogarniaj nas w płaszcz złoty,
            Króluj nam, panuj, strzeż,
            Szatańską ukróć moc,
            A gdy przyjdzie śmierci moc,
            We złotą połę zbierz,
            Niech się złość nie weseli;
            Przez twój cud
            Wiedź swój lud,
            Gdzie królują anieli.

            Héj! śpiewanież to śpiewanie,
        Polskich dziejów przykazanie.
        W jednej pieśni niebios chwała,
        Życie nasze, Polska cała,
        Wzrok wzniesiony w twarz dziewicy,
        Krwi zalewy, łez zalewy,
        A wciąż chwała i wciąż śpiewy,
        I wciąż tęcza obietnicy
        Z niebieskiego świeci stropu,
        Że nie zginą od potopu.
        
            Polsko moja, dobro moje,
        Ja cię ptasiem mlekiem poję,
        Ptasiem mlekiem, pieśnią tkliwą,
        Ciebie matkę nieszczęśliwą.
        Polsko moja, ty sieroto,
        Ciągnij swoją nitkę złotą,
        Nitkę dziejów, przędzę bożą,
        A w dniach męki, we dniach próby,
        Zwracaj oczy za swą zorzą,
        Pominając na swe śluby.
        Świat obłędny ciebie zdradzi,
        Omylą cię twe nadzieje,
        A przez krwawe cię koleje,
        Jedna matka poprowadzi,
        I po latach mąk, boleści,
        Gdy Bóg wzniesie serca ludzi,
        Imię twoje pełne cześci,
        W wszystkich sercach się obudzi,

            I ci wszyscy co dziś giną,
        Jako słońce z chmur wypłyną,
        By nad świata łez jeziorem,
        Cichej wiary świecić wzorem,
        Dobroduszni, w duchu ciszy,
        Dziś u ludów w poniewierce,
        Gdy Bóg w ludach stworzy serce,
        Dzwon ich wiary świat posłyszy,
        I odnajdą się rodzice
        Jak dziś w cichej myśli mojej,
        W tysiącletnią tę rocznicę.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.