http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

„Konia mam w kieszeni, panie poruczniku”

Wyróżniony „Konia mam w kieszeni, panie poruczniku”

Gdziekolwiek się pojawił siał trwogę wśród wrogów. Przebiegły, inteligenty, bezwzględny, okrzyknięty „Achillesem Polski”. Warto dzisiaj przypomnieć (równo 300 lat po śmierci) prawdziwą legendę – starostę gnieźnieńskiego,  Adama Śmigielskiego (ok. 1650-1716), jednego z najsławniejszych dowódców początku XVIII wieku, który dzięki literaturze pięknej na trwałe wszedł do polskiej kultury. I tu mam mały problem: czy ktokolwiek w Gnieźnie o tym wie?


Ale zacznijmy od początku, od krótkiej biografii starosty gnieźnieńskiego:
Pierwsze szlify wojenne Adam Śmigielski zdobył już pod Janem Sobieskim w bitwie pod Chocimiem (1673 r.), w późniejszym okresie został stronnikiem króla Augusta II w wojnie północnej ze Szwecją. W 1703 r. starosta gnieźnieński uzyskał przez sejm deputat do przynależności obozu królewskiego oraz funkcję komisarza dla oznaczenia granic na Śląsku. Podczas wojny z szwedzkim królem Karolem XII Śmigielski wsławił się odwagą. 18 października 1703 r. król August wysłał list do Śmigielskiego dziękując mu za osobiste zaangażowanie w walce z wrogiem, za wystawienie własnym sumptem znacznego oddziału wojska, a także zapewnił król starostę gnieźnieńskiego, że żołd żołnierski bierze na siebie skarb państwa.

W 1704 r. Śmigielski odbił Leszno, następnie udał się pod Poznań, skąd nacierał na oddziały szwedzkie. Zimą 1705 r. starosta gnieźnieński zaplanował porwanie króla Karola XII, który przebywał w Rawiczu, jednakże zdradzony przez polskiego szlachcica, Śmigielski owego planu nie wprowadził już nigdy w życie. Od tego czasu król szwedzki za Śmigielskiego wyznaczył 12.000 złotych nagrody.

Starosta gnieźnieński był postrachem szlachty kolaborującej z wrogiem. Rozgromił m.in. sejmik ziemi sieradzkiej i porwał marszałka Iwańskiego, następnie w niewolę wziął pod Łęczycą ponad 60. osób pozostających pod rozkazami Grudzińskiego. 1 czerwca 1705 r. Śmigielski dysponując własnym oddziałem oraz ponad dwoma tysiącami Sasów i wojskiem konfederacyjnym, rozbił spiskującą szlachtę na sejmiku w Opatowie wraz ze znacznym oddziałem szwedzkim.

Gdy 12 lipca 1704 r. w wyniku wewnętrznych niepokojów wybrano na króla Polski Stanisława Leszczyńskiego, Śmigielski dochowywał nadal wierności Augustowi II. W tym czasie Śmigielski zbrojnie najechał Warszawę z zamiarem porwania senatorów i posłów jadących na sejm. Jednakże stolica mocno była obstawiona przez 4 pułki szwedzkie generała Nierotha, dzięki którym 3 października zabezpieczano koronację Leszczyńskiego.

W 1705 r. Śmigielski walczył na Warmii, pojmał m.in. hrabiego Oxenstirna wraz z porucznikiem, podoficerami i żołnierzami. Śmigielskiemu udało się także rozbić kilka oddziałów szwedzkich, które łupiły okoliczną ludność. Następnie przeniósł się do Małopolski, gdzie rozbił garnizon krakowski złożony z tzw. „chorągwi stanisławowskiej”. Pod Kielcami zwyciężył dwie chorągwie wojewody kijowskiego.

8 stycznia 1706 r. król Stanisław Leszczyński w porozumieniu z królem szwedzkim rozpisał list zapewniając Śmigielskiego, że jeśli przejdzie na ich stronę, uzyska protekcję oraz życzliwość i nie będzie ścigany śmiercią. Śmigielski jednak nie przyjął warunków królów pozostając nadal lojalistą i stronnikiem Augusta II, i na znak wierności staremu królowi pod Warszawą rozniósł w perzynę szwedzki pułk dowodzony przez generała Skorzewskiego.

Gdy 30 stycznia 1706 r. August II przybył do Tykocina, natychmiast spotkał się ze Śmigielskim nie szczędząc mu słów uznania. W marcu 1706 r. Śmigielski w Prusach Królewskich rozbił pułk hrabiego Truchsesa. Wraz z pułkownikiem szwedzkim do niewoli dostało się prawie 400. żołnierzy. W uznaniu dotychczasowej służby August II wynagrodził Śmigielskiego licznymi dostojeństwami i dzierżawami królewskimi. Otrzymał m.in. majątki Piętno i Kazuń.

Starosta gnieźnieński gdy tylko dowiedział się, że August II w porozumieniu z królem szwedzkim, Karolem XII, zrzekł się polskiej korony i uwolnił poddanych od przysięgi wierności, postanowił przejść na stronę króla Stanisława Leszczyńskiego. W wojsku króla Leszczyńskiego Adam Śmigielski otrzymał rangę generała-majora.

W sierpniu 1708 r. Śmigielski siłą 6000 żołnierzy rozbił pod Skrzynnem wojska konfederacji zawiązanej w Lublinie (szlachta niezadowolona z rządów Leszczyńskiego chciała wybrać swojego króla), następnie starosta gnieźnieński zmusił w Wieluniu 27. chorągwi do poddania się i złożenia przysięgi na wierność królowi Leszczyńskiemu.

Tymczasem sytuacja w Rzeczypospolitej stawała się coraz bardziej niebezpieczna, w walkę o koronę włączył się ponownie August II, a osłabienie sił polskich zaczęły wykorzystywać oddziały rosyjskie, które plądrowały i łupiły kraj. Obawiano się również aktywności Turcji, która mogłaby zaatakować z południa i zająć Podole. W kwietniu 1711 r. Śmigielski zebrał w Wielkopolsce ochotników i napadł na Sasów, dzięki czemu zdobył wojenną kasę oraz sztandar, które odesłał królowi Leszczyńskiemu.

Z tego okresu zachowało się kilka słynnych powiedzonek, które przypisuje się staroście gnieźnieńskiemu, m.in.:
-  Tak mi dobrze ta broń Najświętszej Maryi Panny służy, że zawsze głowa spadnie ile razy jej na nieprzyjaciela Ojczyzny użyję (po wypróbowaniu szabli otrzymanej ze skarbca częstochowskiego).
- Bij się a nie drżyj niby baba.
- Konia mam w kieszeni, panie poruczniku (na pytanie o wyposażenie wojenne).

Adam Śmigielski był żonaty z Zofią Potocką (ok. 1660 - po 1716), niestety nie zostawił po sobie dziedziców „do urzędu i szabli”. Po śmierci starosty gnieźnieńskiego jego urząd w Gnieźnie został nadany Ludwikowi Boruckiemu, miecznikowi brzesko-kujawskiemu (przywilej z 17 marca 1716 r.).

Wiele wątków gnieźnieńskich wspomina w powieści „Adam Śmigielski, starosta gnieźnieński” Henryk Rzewuski (1791-1866), powieściopisarz i publicysta, wolnomularz, podając na przykład piękną legendę o rzekomej świętości dziadka starosty, Stanisława Śmigielskiego, pochowanego w gnieźnieńskiej katedrze:
[Starosta gnieźnieński] za pozwoleniem księcia Prymasa, sprowadził z Prusów zwłoki swojego dziada Stanisława do kościoła metropolitalnego w Gnieźnie, i tam pyszne egzekwie mu sprawił. Gdy otworzono trumnę, znaleziono jego ciało tak świeże, jakby dopiero było opuszczone od duszy. Nawet zapach fiołków dał się czuć. Było widzieć radość babuni, kiedy zaczęła te zwłoki całować. Jeszcze żyła lat kilka przy wnukach, pokąd się nie złączyła ze swoim świętym małżonkiem; skonała z uśmiechem słodkim na ustach, a przez te lat kilka niczym tyle nie była zajęta, jak wyrobieniem, by w Rzymie rozpoczęto proces kanonizacji jej męża. Przy poplecznictwie wnuka i jego przyjaciół wielkie było o to forsy. Nawet roku 1728, w instrukcji województwa Sandomierskiego posłom na sejm, było wyraźne zalecenie, żeby się starali wyrobić kanonizację Stanisława Śmigielskiego, umęczonego przez Arianów. Zamięszania Europy wkrótce po śmierci Augusta II nie dozwoliły skutku tych zabiegów, wszakże dotąd w Gnieźnie jego ciało słynie cudami.

Kazimierz Władysław Wójcicki (1807-1879) w 1863 roku w „Tygodniku Ilustrowanym” opublikował natomiast ciekawe podanie o Adamie Śmigielskim, które razem z piosnką krążyło w okolicy Gniezna:
(...) W Wielkopolsce, a głównie w Gnieźnieńskiem, zachowało się następne podanie o Śmigielskim. Było to na Rusi: w obozie starosty gnieźnieńskiego schwytano Żyda podejrzanego o szpiegostwo. „Na gałęź z nim!”krzyknął Śmigielski. Struchlały biedak rzucił się do nóg jego z płaczem, błagając o darowanie życia, jako ojcu kilkorga drobnych dziatek. Pan starosta, rozgrzany starym węgrzynem, popatrzył na Żyda, a upatrując wyraz dowcipu w jego obliczu, rzekł: - „Hultaju! daruję ci życie, lecz wprzódy zaśpiewaj mi wesołą piosenkę; jeśli zaś tego we cztery godziny nie dokażesz, będziesz wisiał." Po oznaczonym czasie, wyprowadzono więźnia z komórki gdzie był osadzony; Żyd staje wśród zebranego grona obok starosty otoczonego starszyzną i deklamuje wiersz następny:
Aj wej mir! aj wej mir!
Pan Śmigielski kawalir,
Pan Śmigielski wielki pan,
Jeszcze większy jak hetman.
Pan Śmigielski wojuje,
Komorucki rabuje. Aj wej mir!
Śmigielski, rozweselony dowcipem tak pochlebnym dla siebie, wybucha serdecznym śmiechem, wypuszcza obdarowanego na wolność, a wierszyk ten, podłożony pod nutę znaną, zamieniony w piosnkę, długo wyśpiewywano na okolicach Gniezna.

Adam Śmigielski zyskał sławę jako „Achilles Polski” (określenie to wymyślił kapitan dragonów kasztelana kijowskiego, pułkownik Franciszek Otwinowski [ok. 1670-1745]), jednakże w XIX wieku dokonania starosty gnieźnieńskiego spopularyzowały głównie dzieła literackie, m.in. Józefa Szujskiego („Dramata. Adam Śmigielski, komedya historyczna w pięciu odsłonach”) i Józefa Grajnerta („Adam Śmigielski. Starosta gnieźnieński. Obrazek historyczny z czasów panowania Augusta Sasa”).

Urodzony pod koniec XVIII wieku, przywołany już wcześniej Henryk Rzewuski jest autorem dwóch stylizowanych wierszy, które zamieścił w powieści „Adam Śmigielski, starosta gnieźnieński”. Warto ową „miłosną balladę” i odę przytoczyć w całości, opowiadają one bowiem wczesną młodość starosty gnieźnieńskiego, który już jako dwudziestoparolatek sławę zaczął zdobywać w boju na wschodnich rubieżach I Rzeczypospolitej:

Adam Śmigielski, starosta gnieźnieński
(fragment)

    A czy zapomnieć Śmigielskiego można,  
    Którego mężni najmężniejszym zwali?
    On pod Jazłowcem siał mordy i trwogę
    Pomiędzy hufce Tauryckiego chana,
    I tak świetnemi okrył się wawrzyny,
    Że kiedy poległ Dunikowski stary
    I swą chorągiew w sieroctwie zostawił,
    Jej towarzysze, niezwalczeni w boju,  
    Od najwyższego wyprosili wodza,
    Żeby Śmigielski odtąd ich prowadził,
    Chociaż młodzieniec jeszcze nie zarasta
    Już dolegliwa nagrodzona strata,
    Już ożył starzec w młodym spadkobiercy.
    Ciało odmienne, ale duch jednaki
    Z serca dowódcy szerzy się w podwładnych.
    Na brzegach Dniestru, za nurtami Prutu,
    Gdzie nasz Śmigielski stanie z swem rycerstwem,
    Bisurman nie śmie postawić mu czoła
    I rzuca przed nim bezsilne bułaty.
    Śmigielski swoich mężnych towarzyszy
    Wiedzie do Multan, i Wołosza stepów,
    Zdobywa zamki, więźniów oswobadza,  
    Łupami siebie i swoich wzbogaca,  
    A siół spokojnych mieszkańców zasłania.
    Bułdeskuł, Bojar ziemicy Bogdana,
    Któremu wiosek trzydzieści hołduje,
    A mieszka w zamku, ósmym cudzie świata,
    Miał jedynaczkę dziedziczką swych bogactw,
    Piękną Oxanę; ta dla niego była
    Źrenicą w oku, balsamem trosk serca,
    Zbawieniem duszy. On też ją pilnował,
    Żeby jej sprośny bisurman nie porwał,
    A jednak skarbu nie zdołał zachować.  
    Syn Krymu chana, po sromotnej klęsce,  
    Którą z swym ojcem poniósł pod Jazłowcem,
    Szukał schronienia za brzegami Prutu.
    Tam był przyjęty w Bułdeskuła zamku,  
    Jako przyjaciel i krewny sułtana,
    Któremu oba księstwa hołdowały.
    Dziki Tatarzyn, jak ujrzał Oxanę,
    Sprośne zapały uczuł w swojem sercu,
    I śmiał zażądać od jej rodziciela,
    By mu ją oddał do jego haremu.
    Odmówił ojciec, wskroś grozą przeszyty,
    Nad hańbę córki srogą śmierć przenosząc.
    Tatar, ze wzgardą praw swego Koranu,  
    Naszedł komnatę, schronienie dziewicy,  
    Wydarł ją z łona nieszczęsnego ojca,
    Jego sług wszystkich w jassyr kazał zabrać.
    Związany starzec jeden w zamku został.
    Bóg bezkarnego nie dopuścił gwałtu,
    Bo kiedy Tatar z grabieżą uchodził,   
    Śmigielski, trafem przez Boga zrządzonym,
    Zabiegł mu drogę ze swoją chorągwią.    
    Wszczęła się walka, lecz niedługo trwała,   
    Krzyż nad Porożem otrzymał zwycięstwo.
    Już Lach przywyknął zwyciężać Tatara,
    Odkąd go wielki Sobieski nauczył
    Bić Tatarzyna i Turka bez przerwy.
    Zgraja hultajów i jej wódz Kanowicz
    Padli o ziemię czołem przed Śmigielskim,
    Prosząc, by raczył ich darować życiem.  
    Prześliczna branka także padła do nóg,
    Błagając, by ją chciał powrócić ojcu
    I nie pozwolił jej sławy sromocić,  
    Za siebie hojny okup obiecując,
    I swe nieszczęście jemu powiedziała,
    Pani! - rzekł rycerz, podnosząc dziewicę -
    Wrócisz do ojca za swojemi sługi
    Bez tej nagrody, którą chcesz nas skrzywdzić.
    Łup chrześciański nigdy nas nie zhańbił;  
    Jesteśmy wrogiem tylko dla pogańców.
    Ale nim z ojcem strapionym się złączysz,
    Szlachetna córo, musisz wprzódy widzieć,
    Jak umie podłość nagradzać Śmigielski. -
    A gniewnym wzrokiem mierząc winowajcę,  
    Powie do niego: niecny bisurmanie,  
    Co przed wojakiem sromotnie uciekasz,  
    A lud bezbronny ciemiężysz i niszczysz,
    Jakąś śmierć zadał niejednemu z naszych
    Braci chrześcijan, taką sam doświadczysz.
    I wbić go kazał na palu przy drodze,  
    Z pismem na piersiach w bisurmańskiej mowie  
    W tych słowach: - Ja syn tauryckiego chana;
    Za to żem zdeptał prawa gościnności,  
    Gwałt czyniąc pannie szlachetnego rodu,  
    Śmigielski kazał wbić mię na tym palu.  
    Przechodniu, donieś to mojemu ojcu! -
    Poczem dziewicę w jej rodzinny zamek  
    Sam odprowadził, i złączył ją z ojcem,    
    Który w rozpaczy płakał po swej córce,
    Jak po umarłej, gorzej niż umarłej.
    Ale nie mogło spotkać się bezkarnie  
    Oko dziewicy z okiem jej wybawcy.  
    Gwałtowna miłość zażgnęła jej serce,  
    I to wyznała przed swym rodzicielem.  
    Stary Bułdeskuł przywołał rycerza  
    I rzekł do niego: - Ty, któryś poczciwość
    Mej krwi zachował, tak że moja starość
    Może do grobu już bez hańby wstąpić,
    Przyjm za nagrodę tę, którąś wybawił.
    Bądź moim synem i dziedzicem włości,  
    Co je pospołu z nią spuszczę na ciebie. -
    Na to Śmigielski odrzekł mu: - O panie!
    Za czyn zwyczajny dajesz mi nagrodę,  
    Jakąby władca ludów rad zasłużyć.
    Ubogi szlachcic, zostawszy twym zięciem,
    Między możnymi pany by się mieścił.
    Przy takich wdziękach, anibym zazdrościł
    Królom potęgi, ale przebacz, panie,  
    Że z rąk twych szczęścia przyjąć mi nie wolno,  
    Bo moje serce przestało być mojem,  
    Inna dziewica, wysokiego rodu,  
    Już je posiada; Rośliśmy pospołu,  
    Ona w powabach,  ja rosłem w miłości,  
    Kiedym nie wiedział jeszcze co to miłość.  
    Promień mej duszy kryje tajemnica,  
    Bo wiem, żem nie wart oczu na nią podnieść.
    Przywdziałem zbroję, przypasałem oręż,
    Jedynie żeby jej być kiedyś godnym
    I osobistą sławą krwi jej sprostać.  
    Bóg mi poszczęścił, lecz wyższemi czyny
    Jeszcze mi trzeba o nią się dobijać.
    Żegnam cię, panie, bo mi nie przystoi
    Widzieć twą córkę. - I  zaraz opuścił
    Z walecznym hufcem zamek Bułdeskuła,
    Nic z niego, okrom sławy nie wynosząc
    I błogosławieństw zbawionego ludu.


[Oda na cześć Adama Śmigielskiego,
starosty gnieźnieńskiego]:

        Cieszcie  się  Muzy,  i  ty  Apollinie,
        Że się odrodził Pelid w polskim synie;
        Już z rąk królewskich wziął nagrody wieniec,
                Mężny  młodzieniec.  


Na koniec pozwolę sobie na drobną konkluzję:
zastanawiam się, jaką „pojemnością pamięci zbiorowej” dysponuje to miasto i jego mieszkańcy, skoro w współczesnej przestrzeni publicznej brakuje choćby odrobiny miejsca dla ludzi tej miary co Adam Śmigielski? I już nie chodzi o monumenty, pomniki, skwery, ulice, ronda czy place, ale o najskromniejsze epitafium, podziękowanie na kawałeczku kamienia za narażanie życia, które przecież nie poszło na marne, bo dzisiaj, mądrzejsi o cudze błędy, równie uważnie możemy uczyć się wolności, która jest jednym z najpiękniejszych dziedzictw po dawnych Polakach.
Więcej w tej kategorii: « Nocne wilki Audyt »

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.