http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpghttp://informacjelokalne.pl/images/banners/nbaner01.jpg

Zapomniane tuzy gnieźnieńskiego dziennikarstwa

Wyróżniony Zapomniane tuzy gnieźnieńskiego dziennikarstwa

Niniejszym artykułem pragnąłbym oddać hołd gnieźnieńskim dziennikarzom przełomu XIX i XX wieku, którzy przez lata tworzyli środowisko złożone z nierzadko wybitnych Polaków. Wśród nich znajdziemy posła, powstańca wielkopolskiego, chemika studiującego w Berlinie, Genewie, Lozannie i Paryżu, filantropa, społecznika, kawalerów najwyższych państwowych odznaczeń – jednym słowem: elitę ówczesnej II Rzeczypospolitej. Warto przypomnieć tę nieco zakurzoną kartę historii polskiego dziennikarstwa.


Pierwszych poważnych badań nad spuścizną kultury dziennikarskiej Gniezna podjęła się Grażyna Gzella z Instytutu Informacji Naukowej i Bibliologii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu (temat prasy gnieźnieńskiej ostatnio znacznie uzupełnił również Krzysztof Kurek z UAM, w monografii „Dzieje Gniezna…” [Gniezno 2016]). Badaczka zauważyła, że nieprzerwane tradycje prasowe Grodu Lecha sięgają co najmniej roku 1840, gdy Ernest Günther, drukarz z Leszna, założył w mieście filię swojej firmy. Na jej czele stanął spolonizowany Jan Bernard Lange, bodajże najsłynniejszy dziś drukarz i wydawca gnieźnieński. Ówcześnie, od 1840 r. wydawano „Przewodnik Rolniczo-Przemysłowy”, od 1846 r. „Kościół i Szkołę”, od 1860 r. „Rok Wiejski”, natomiast w 1867 r. landrat powierzył Langemu druk czasopisma „Gnesener Kreisblatt-Tygodnik Powiatu Gnieźnieńskiego”. Następnie w Gnieźnie drukowano „Pszczelarza” (1881-1884), „Witkower Kreisblatt”  (1888-1893), „Pomoc” (1888-1889) i „Polecenia Księgarskie i Kupieckie dla Duchowieństwa Archidiecezji Gnieźnieńsko-Poznańskiej, Diecezji Chełmińskiej i Wrocławskiej” (1889-1891).

Na tle dominacji polskiej, również Niemcy w Gnieźnie starali się wydawać własne niemieckojęzyczne tytuły prasowe. Od 1872 r. ukazywał się „Gnesener Zeitung” o raczej umiarkowanej linii programowej oraz w latach 1890-1918 antypolski dziennik „Gnesener General-Anzeiger” w nakładzie do 1200 egzemplarzy.

Wśród gnieźnieńskich publicystów pod koniec XIX w. znacząco wyróżniał się Zenon Eugeniusz Lewandowski (1859-1927), autor już wtedy poczytnego „Repetytorium chemii organicznej” wydanej w 1886 r. To właśnie on, jako założyciel, od października 1895 r. wydawał polskojęzyczną „Gazetę Gnieźnieńską”, która od grudnia tego samego roku aż do wybuchu I wojny światowej  wychodziła pod tytułem „Lech. Gazeta Gnieźnieńska”. Lewandowski to postać niezwykle zasłużona dla Wielkopolski. Po ukończeniu gimnazjum w Śremie rozpoczął studia na Wydziale Farmacji Uniwersytetu Jagiellońskiego, następnie studiował chemię w Berlinie, Genewie, Lozannie i Paryżu. Po powrocie z zagranicy osiadł w 1888 r. Gnieźnie, w którym mieszkał do 1899 r. Tutaj prowadził aptekę oraz drogerię, angażował się także w życie społeczne i polityczne. Oprócz prasy polskiej, Lewandowski powołał w Gnieźnie w 1897 r. Związek Drogerzystów Polskich (przeniesiony następnie do Poznania). Gdy w 1899 r. sprzedał gnieźnieńskie drogerie i apteki, jako pełnomocnik Towarzystwa Kolonizacyjno-Handlowego kupił 100.000 mórg ziemi w brazylijskim stanie Rio Grande do Sul i doprowadził do utworzenia tam polskiej kolonii. Po powrocie z Brazylii osiadł w Poznaniu, jednak nadal angażował się w życie społeczne i kulturalne, fundując m.in. kilkanaście polskich bibliotek na Mazurach. Walczył w Powstaniu Wielkopolskim. W latach 1919-1923 był posłem na Sejm Ustawodawczy II Rzeczypospolitej. Bez wątpienia osoba Zenona Lewandowskiego, farmaceuty, wydawcy prasy polskiej, działacza społeczno-politycznego, filantropa i polityka zasługuje w Gnieźnie na upamiętnienie.

Na szczęście podobnego upamiętnienia doczekał się już Józef Chociszewski (1837-1914), który w Gnieźnie posiada swoją ulicę. Ten redaktor, publicysta, wydawca i działacz narodowy już pod koniec życia zyskał zasłużone miano „najpracowitszego Wielkopolanina”. Chociszewski zanim przyjechał do Gniezna, posiadał już spore doświadczenie dziennikarskie, pracując m.in. w „Dzienniku Poznańskim”, „Dzienniku Kujawskim”, „Gwiazdce Cieszyńskiej”, „Nadwiślaninie”, „Piaście”, „Przyjacielu Dzieci i Młodzieży”, „Katoliku”, „Dzwonie Wielkopolskim”, „Przeglądzie Słowiańskim”, „Wielkopolaninie”, „Gawędziarzu Poznańskim” „Staszycu”, „Pobudce do Szerzenia Wstrzemięźliwości”. Aż do śmierci, Chociszewski wydawał w Gnieźnie powieści oraz sztuki teatralne dla dzieci, publicystykę historyczną (łącznie ponad 300 tytułów). Za swoją działalność niepodległościową wielokrotnie był aresztowany i sądzony przez władze niemieckie. Został pochowany na gnieźnieńskim cmentarzu św. Krzyża.

Ze wspomnianym Józefem Chociszewskim w konflikt popadł pod koniec XIX w. dziennikarz i redaktor Ludwik Gayzler (1831-1911), który przejął redakcję gnieźnieńskiego „Lecha”. O śmierci tego dziennikarza donosił nawet „Kurjer Warszawski”, który dnia 12 kwietnia 1911 r. informował, iż zmarł: „nestor dziennikarstwa polskiego w zaborze pruskim, autor licznych dziełek ludowych (…) występował w obronie ludu polskiego. Wskutek tego miał sposobność zaznajomienia się z więzieniem pruskim, w którym – zasądzony za różne artykuły – przesiedział ogółem trzy lata”. Gayzel, zanim trafił do Gniezna, był współredaktorem poznańskiej „Oświaty”, „Kuriera Poznańskiego”, „Gazety Poznańskiej”, „Nowej Gazety Poznańskiej”, następnie pracował w „Gońcu Wielkopolskim”, „Chorągwi. Gazecie Ostrowskiej” i „Dzienniku Kujawskim”.
     
Od 1897 r. nowym redaktorem naczelnym „Lecha” został Stefan Polcyn (1873-1925), z wykształcenia drukarz. Polcyn był wieloletnim członkiem i prezesem Związku Zawodowego Drukarzy, członkiem Towarzystwa Młodych Przemysłowców i Towarzystwa Śpiewu „Chór Farny”. Za artykuł zamieszczony w 1900 r. został skazany na więzienie. Również w późniejszych latach, za obronę polskości, drukarz i redaktor znosił represje od niemieckiego wymiaru sprawiedliwości. Polcyn, po długiej chorobie na serce, zmarł w Gnieźnie 11 sierpnia 1925 r. W „Lechu” (nr. 187, rocznik 27) dnia 14 sierpnia 1925 r. ukazał się nekrolog drukarza i redaktora wspominający poświęcenie Polcyna dla obrony polskości: „(…) zmarł w Gnieźnie po długich cierpieniach mistrz sztuki drukarskiej śp. Stanisław Polcyn. Śp. Zmarły był od samego założenia naszego wydawnictwa, tj. od listopada 1895 roku metrampażem w naszym zakładzie drukarskim i wytrwał na tym stanowisku przez 25 lat. Śp. Zmarły odznaczał się zawsze wielką gorliwością i sumiennością w wykonywaniu swych ciężkich obowiązków i zapisał się jako mistrz zecerski złotymi literami w kronice zakładu. Śp. Stefan Polcyn był nie tylko znakomitym fachowcem, lecz także dobrym Obywatelem-Polakiem, narażającym nawet swą wolność osobistą w obronie polskości przed zalewem germańskim. Śp. Zmarły podzielił los prawie wszystkich redaktorów odpowiedzialnych „Lecha” z czasów niewoli pruskiej i przez 3 miesiące ślęczał w roku 1900 w więzieniu pruskim za rzekomą obrazę czci ks. proboszcza [Teodora] Warmińskiego z Jaksic, którego „Lech” napiętnował za oddanie swego głosu na Niemca-ewangelika przy wyborach dozoru szkolnego. Wobec ciągłych szykan ze strony władz pruskich bowiem podpisali „Lecha” jako odpowiedzialni redaktorzy po kolei zecerzy naszego zakładu, aż los padł na śp. Zmarłego, który bez wahania i z całą gotowością złożył na ołtarzu Ojczyzny swą wolność osobistą. Sprawa, którą śp. Zmarły cierpiał była tak czystą, jak czystym i nieskazitelnym był jego patriotyzm. Znalazł się ksiądz katolicki, pół-Niemiec, który dla przypodobania się komisarzowi pruskiemu, jak sam motywował przed sądem, głosował z całą świadomością za protestantem. Jako prokurator występował wtedy Bloch, a bronił śp. Zmarłego ówczesny adwokat a obecny prezes Sądu Okręgowego w Gnieźnie p. Antoni Karpiński. Mimo świetnej obrony, sąd po naradzie poszedł daleko poza wniosek prokuratora i skazał śp. Zmarłego na 3 miesiące więzienia. (…)”. 15 sierpnia 1925 r. o godz. 18:30 wszyscy członkowie Związku Zawodowego Drukarzy Oddział Gniezno zwołali zbiórkę nadzwyczajną przy szpitalu św. Jana, aby oddać zmarłemu cześć.

W roku 1898 do Gniezna przybył i tutaj przez dziewięć miesięcy (od stycznia do września) pracował Józef Ulatowski (1860-1934), zasłużony animator polskiego dziennikarstwa. Ulatowski, podobnie jak Zenon Lewandowski, z wykształcenia był chemikiem, ukończył studia we Wrocławiu, Berlinie i Greifswaldzie. Praca w „Lechu”, na stanowiska redaktora naczelnego, stanowiła debiut dziennikarski Ulatowskiego. Na marginesie warto odnotować, że dziennikarz zanim przybył do Gniezna, w inowrocławskim gimnazjum przyjaźnił się z poetą, Janem Kasprowiczem. Być może ta przyjaźń zainspirowała Ulatowskiego do początkowego studiowania we Wrocławiu filologii (tamże przyszły dziennikarz czynnie działał w Towarzystwie Literacko-Słowiańskim, choć już wcześniej, w gimnazjum, dał się poznać jako młody propagator kultury polskiej, gdy został prezesem tajnego koła filomackiego „Wincenty Pol” i w 1877 r. przybył po raz pierwszy do Gniezna na Zjazd Delegatów). Zanim poświęcił się pracy dziennikarskiej, Ulatowski obronił tytuł doktora chemii na Uniwersytecie w Gryfii w 1888 r. (praca o sulfazolu), i nawet tam działał czynnie w Towarzystwie Naukowym Akademików Polaków. Ulatowski posiadał zdolności poligloty, doskonale posługiwał się ośmioma językami obcymi. W Gnieźnie objął posadę po Chociszewskim, lecz już wkrótce zaczął pracować w inowrocławskim „Dzienniku Kujawskim”. Następnie, dziennikarz pisał do „Gazety Grudziądzkiej”, „Kraju” i „Przyjaciela Ludu”. W okresie zaborów, za działalność niepodległościową został skazany na pół roku więzienia. W 1931 r. ukazały się w pracy dr. Wandy Brzeskiej wspomnienia Ulatowskiego o Janie Kasprowiczu. W młodości Kasprowicz podarował Ulatowskiemu zeszycik (46 stron) z wierszami poety, niestety, zaginęły w okresie II wojny światowej. Dr Józef Ulatowski, który pracę zawodowego dziennikarza zaczynał w Gnieźnie, został pochowany w 1934 r. w Grudziądzu, na cmentarzu katolickim przy ul. Cmentarnej 1. Jego grób nie zachował się do naszych czasów.

Na początku XX w. jednym z najaktywniejszych dziennikarzy w środowisku gnieźnieńskim był Piotr Paliński (1853-1950), redaktor naczelny „Lecha” w latach 1900-1904. Paliński początkowo był nauczycielem, jednakże za krytykę niemieckiego systemu szkolnego został pozbawiony możliwości wykonywania zawodu w 1896 r., przez co musiał zająć się dziennikarstwem. Jeszcze w latach 1874-1883 pisał drobne utwory literackie do bytomskiej „Gazety Górnośląskiej”, następnie od 1883 r. zamieszczał swoje prace w prasie wielkopolskiej: „Gońcu Wielkopolskim”, „Oświacie”, „Warcie” i „Niedzieli”. W tym czasie dał się również poznać jako sprawny pisarz, tworzący głównie dla niższych warstw społecznych. W 1887 r. Paliński założył w Strzelnie pismo „Nadgoplanin”, a w 1892 r. zainicjował założenie Stowarzyszenia Katolickich Nauczycieli Wielkiego Księstwa Poznańskiego z siedzibą w Bydgoszczy. Od 1900 r. związał się z Gnieznem, gdzie początkowo swym nazwiskiem firmował „Pałuczanina”, odbitkę z gnieźnieńskiego „Lecha”, przeznaczoną dla Wągrowca. W Gnieźnie dziennikarz pracował jako redaktor naczelny „Lecha” do czerwca 1904 r. W tym czasie Paliński w Grodzie Lecha włączył się jako aktywny działacz niepodległościowy w życie publiczne, i, jak pisze Hieronim Szatkowski: „przemawiał na wiecach, wygłaszał odczyty, należał do polskiego komitetu wyborczego i in. towarzystw polskich. Interesował go śpiew i muzyka kościelna; przetłumaczył libretto do oratorium J. G. Mettenleitera „Ostatnie siedem słów Chrystusa z krzyża” (Gniezno 1903), które odtworzył publicznie z chórem katedralnym w sali Hotelu Europejskiego 5 i 7 IV 1903. Podczas pobytu w więzieniu gnieźnieńskim (za tzw. przestępstwo prasowe) napisał „Liturgikę katolicką, czyli wykład Świąt, obrzędów i zwyczajów naszego kościoła”. Po opuszczeniu Gniezna Paliński, na przełomie sierpnia i września 1906 r. zastępował redaktora „Dziennika Berlińskiego” Franciszka Salezego Krysiaka. Następnie działał na emigracji, gdzie wydał m.in. „Pamiątkę złotego jubileuszu literackiego nestora polskich literatów Józefa Chociszewskiego w Gnieźnie” (Herne 1910). W 1913 r. wydał również poradnik „Kultura holenderskich roślin kwiatowych”, którym zainteresował się Henryk Sienkiewicz wyrażając słowa uznania w liście do Palińskiego. Dziennikarz prowadził drobiazgową kronikę I wojny światowej, której rękopis obejmujący 19 tomów przekazał do Archiwum Ministerstwa Spraw Wojskowych. Po powrocie do Polski w 1919 r. objął stanowisko profesora w Państwowym Seminarium Nauczycielskim Męskim w Koźminie. W tym czasie założył i redagował endecki „Dziennik Rawicki”. W 1933 r. Paliński otrzymał godność honorowego prezesa Stronnictwa Narodowego w Wągrowcu, w którym redagował „Gazetę Wągrowiecką” (ogłaszał m.in. historyczne artykuły popularno-naukowe). Dziennikarz, za swoją wieloletnią pracę na rzecz wolnej Polski, został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Polonia Restituta i Krzyżem Niepodległości.

Od 1902 r., gdy został redaktorem „Lecha”, wśród gnieźnieńskich dziennikarzy wyróżniał się również Tadeusz Powidzki (1880-1960), działacz niepodległościowy. Powidzki był uczniem gnieźnieńskiego Królewskiego Gimnazjum (obecnie I LO im. B. Chrobrego), w którym działał jako skarbnik i prezes tajnej propolskiej organizacji Towarzystwa Tomasza Zana. W 1903 r. za przynależność do tej organizacji Powidzki został w słynnym procesie gnieźnieńskich gimnazjalistów skazany na 6 tygodni więzienia i wydalony ze szkoły. W późniejszym okresie ukończył gimnazjum oraz studia na politechnice w Darmstadt. Powidzki, nawet podczas studiów w Darmstadt, wracał do Gniezna w okresie wakacyjnym, gdzie poświęcał się pracy dziennikarskiej. W późniejszym okresie pisał m.in. do „Orędownika Wielkopolskiego” i „Kuriera Poznańskiego”. Udzielał się czynnie także w gnieźnieńskim i poznańskim Towarzystwie Gimnastycznym „Sokół”. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, w latach 30-tych XX w. pełnił funkcję prezesa Porozumienia Prasowego Polsko-Jugosłowiańskiego, za co król Jugosławii Aleksander I Karadziordziewić odznaczył Powidzkiego orderem - Krzyżem Oficerskim Orderu Korony Jugosłowiańskiej. Po II wojnie światowej dziennikarz pracował w „Kurierze Wielkopolskim”. Był autorem m.in. zbioru pieśni patriotycznych pt. „Sokół wielkopolski w dążeniu do niepodległości”, zajmował się także przekładem z języków duńskiego i norweskiego. Przez publicystów Powidzki został określony jako „senior dziennikarzy poznańskich” („Zeszyty prasoznawcze”, 1960).

W tym samym procesie gnieźnieńskich gimnazjalistów, w którym sądzono Tadeusza Powidzkiego, innym sądzonym młodym dziennikarzem był Jan Szwemin (1881-1952), działacz niepodległościowy, odznaczony później Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Szwemin zdał maturę w 1901 r. w Gnieźnie. Tutaj przez pewien czas był prezesem organizacji Towarzystwa Tomasza Zana i podobnie jak Powidzki w procesie gnieźnieńskim otrzymał za to wyrok 6. tygodni więzienia. Po maturze w latach 1901-1905 studiował neofilologię na Uniwersytecie w Greifswaldzie, Monachium, Lipsku i Wrocławiu. Podczas studiów w okresie letnim wracał do Gniezna, gdzie pracował w „Lechu”. Po ukończeniu studiów przez pewien czas był nauczycielem w Będzinie i Warszawie, zajął się także przekładem z niemieckiego i publikacją książek. Po I wojnie światowej wrócił ponownie do Gniezna i wstąpił do Rady Robotniczej i Żołnierskiej, brał udział w spolszczeniu gnieźnieńskiego gimnazjum. Od 1919 r. Szwemin, powołany przez Narodową Radę Ludową do Poznania, pracował na kierowniczych stanowiskach przy organizacji wojewódzkich władz oświatowych. Po plebiscycie brał czynny udział w organizacji polskiego szkolnictwa na Śląsku, delegowany także do rokowań z Niemcami w Bytomiu i Genewie. W 1925 r. otrzymał nominację na kuratora Kuratorium Okręgu Szkolnego Pomorskiego. Po II wojnie światowej osiadł w Poznaniu, gdzie wykładał język niemiecki na uniwersytecie oraz w Wyższej Szkole Informacyjnej. Był autorem licznych artykułów oraz podręczników nauki języka niemieckiego.

W pierwszej dekadzie XX w. do zasłużonych dziennikarzy gnieźnieńskich należał bez wątpienia Jan Teska (1876-1945), późniejszy założyciel „Dziennika Bydgoskiego”. Teska pracował jako redaktor w „Lechu” od 1lipca 1904 r. i kierował dziennikiem do 1 listopada 1907 r. Zanim przybył do Gniezna posiadał już spore doświadczenie dziennikarskie, współpracując m.in. z „Orędownikiem” w Poznaniu czy „Gazetą Polską” w Kościanie. Po opuszczeniu Gniezna w 1907 r., Teska zamieszkał w Bydgoszczy, gdzie założył „Dziennik Bydgoski”, którego był wydawcą i redaktorem również po zakończeniu I wojny światowej.

Rówieśnikiem Jana Szwemina był Stefan Hoffman, urodzony w 1881 r., zginął podczas II światowej. Hoffman po 1907 r. zastępował w redakcji „Lecha” Teskę. Dziennikarz mając dwadzieścia lat współpracował już z „Górnoślązakiem” Jana Kowalczyka. W późniejszym okresie zapisał się do lwowskiej szkoły nauk politycznych. Oprócz „Lecha”, związany był zawodowo także z „Gońcem Wielkopolskim” i „Gazetą Grudziądzką”. Zanim wybuchło Powstanie Wielkopolskie wyjechał do Anglii i USA. Do kraju wrócił z armią gen. Hallera i zaangażował się w rozwój prasy pomorskiej. Nie są znane jego dalsze losy, wiadomo tylko, iż zginął podczas II wojny światowej.

Podczas II wojny światowej zginął także Antonii Konieczny (1887-1940). Ten dziennikarz najpierw pracował w „Głosie Śląskim”, następnie w latach 1908-1909 redagował gnieźnieńskiego „Lecha” oraz współpracował w późniejszym okresie z „Gazetą Gdańską”, „Gazetą Chojnicką”, „Dziennikiem Kujawskim” i „Dziennikiem Poznańskim”. Stracił życie w niemieckim nazistowskim obozie koncentracyjnym Sachsenhausen.

W 1911 r. do grona gnieźnieńskich dziennikarzy dołączył Adam Błażak (1885-1956). Błażak ukończył Gimnazjum św. Marii Magdaleny w Poznaniu, później studiował w Berlinie i Halle. W Gnieźnie pracował do wybuchu I wojny światowej w redakcji „Lecha”. W okresie międzywojennym oraz po II wojnie światowej związał się na stałe z gnieźnieńskim szkolnictwem.

Ostatnim znamienitym dziennikarzem i redaktorem gnieźnieńskiego „Lecha” przed wybuchem I wojny światowej był Andrzej Władysław Różański (1887-1956). Ten wybitny humanista i animator polskiej kultury ukończył Akademię Muzyczną w Sondershausen oraz polonistykę we Lwowie. Zanim przybył do Gniezna, pracował w Katowicach jako dyrygent polskich towarzystw śpiewaczych. Niestety, redaktorem „Lecha” był krótko, podczas I wojny światowej wcielony do armii niemieckiej dostał się do niewoli rosyjskiej. W okresie odrodzonej Polski współpracował z „Słowem Pomorskim”, „Dniem Pomorskim” i „Wielkopolaninem”, był również czynnym działaczem społecznym udzielając się m.in. w Syndykacie Dziennikarzy Pomorskich, Konfraterni Artystów, Bractwie Strzeleckim oraz w toruńskim chórze „Moniuszko”, którym dyrygował. Różański zmarł w Słupsku w wieku 69. lat.

To zaledwie niewielki fragment dziejów gnieźnieńskiego dziennikarstwa, które na przełomie XIX i XX wieku cechowało się wysokim poziomem profesjonalizmu, rzetelności i uczciwości, a także, co równie cenne, dbało o etos polskiej kultury i jej należytą promocję w społeczeństwie, za co dziennikarze nierzadko płacili wysoką cenę, z pozbawieniem wolności włącznie. Obecnie w Gnieźnie do tych najlepszych wartości rzeczowego dziennikarstwa stara się nawiązywać Gnieźnieński Klub Literacki przy Miejskim Ośrodku Kultury im. Klemensa Waberskiego (objęty patronatem honorowym Wielkopolskiego Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich), w którym bezpłatnie, w ramach warsztatów, zainteresowani mogą nauczyć się podstaw dziennikarstwa kulturowego. Miejmy nadzieję, że niebawem pojawi się młode pokolenie dziennikarzy gnieźnieńskich, które będzie opowiadać bieżące i minione dzieje swojego miasta, kontynuując dzieło zaczęte przez swoich wielkich poprzedników.
Więcej w tej kategorii: « Przysłowia Wielkie rzeczy »

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.