Wielkie serce małej świni

Wyróżniony Wielkie serce małej świni

Przeciętnemu człowiekowi świnia kojarzy się z kotletem, albo… ze świńskim zachowaniem bliźniego. W tym przypadku jednak, chodzi o coś zupełnie innego, bo dzik, to nie jest zwykła świnia,  jaką znamy z chlewika albo i talerza, a ta konkretna, chociaż była ledwie warchlakiem nie większym od mojego pudla Pusia, to swoim zachowaniem udowodniła, że bardzo odbiega od świńskiego stereotypu, jaki człowiek przypisał jej pobratymcom. W swoim życiu miałem wiele bliskich  spotkań z dzikami, ale coś takiego przeżyłem tylko raz…


„Dzik jest dziki, dzik jest zły, dzik ma bardzo ostre kły…” Prawda jest taka, że dzik BYWA zły i bez wątpienia dysponuje groźnym narzędziem w postaci kłów, czyli „szabel” osadzonych w dolnej szczęce, które współpracują z „fajkami” osadzonymi w szczęce górnej, zespół ten tworzy groźny oręż, którym zawsze można potratować  przeciwnika. Dzik nie jest jednak drapieżnikiem polującym na mięso i jego legenda jest w tej materii bardzo przeceniana. Potencjalnie groźne zęby dzika, służą mu na co dzień do zdobywania i rozdrabniania pokarmu w czasie „buchtowania”, oraz do walk między konkurentami o względy pań w okresie „huczki”, czyli jesiennych zabiegów zmierzających do przedłużenia gatunku.

Zachowania zwierząt nie powinniśmy oceniać według ludzkich kategorii i standardów, bo zwierzęta nie znają pojęcia moralności – no przynajmniej oficjalnie. Zwierzęta kierują się instynktem, czyli atawistycznym kodem zapisanym w ich mózgach, który ma taki walor, że nie wymaga za każdym razem analizy i oceny sytuacji. Dzięki temu np. każda dzika matka zawsze stanie w obronie swoich dzieci bez tracenia czasu na rozmyślania nad tym, jak ma w danej sytuacji postąpić, ale nie dotyczy to relacji między równorzędnymi osobnikami. Jak z powyższego wynika, w zwierzęcym świecie obowiązuje generalna zasada „ratuj się kto może”, a wszelkie od niej wyjątki są prawdziwym ewenementem, niemniej, z jednym z nich zetknąłem się osobiście i obrazek ten utkwił w mojej pamięci na zawsze.

Pewnego jesiennego dnia wybrałem się z moim pieskiem Pusiem (pudel miniaturowy) na spacer. Szliśmy sobie skrajem lasu i pola, które porastała pozostawiona przez myśliwych na zimę  kukurydza.  Mój mały pudelek nikomu tutaj nie zagrażał, więc hasał sobie swobodne spuszczony ze smyczy, ale w pewnej chwili zorientowałem się, że został z tyłu i intensywnie ujada pośród drzew. Pierwszym skojarzeniem było, że pewnie wpędził na sosnę rudą wiewiórkę i teraz na nią tak przeklina. Próba przywołania go nic nie dała, więc przygotowałem smycz i udałem się po małego chuligana Obraz który wkrótce ujrzałem, bardzo mnie zaskoczył i w pierwszej chwili bardzo ubawił. Otóż okazało się, że mój maleńki piesek toczy zacięty bój… z ledwo co większym od niego dzikiem! Oczywistym było, że ani pies ani dzik nie są w stanie zrobić sobie krzywdy, ale równie oczywistym było to, ze prędzej któryś padnie ze zmęczenia, niż odpuści swemu przeciwnikowi. Widok był pasjonujący i nikomu nic złego stać się nie mogło, ale żal mi było małego dziczka, któremu zakłóciliśmy sjestę, oraz psa, któremu się wydawało, że zaraz rozłoży swojego przeciwnika na łopatki. Szybko zrozumiałem, że muszę tam podejść i wziąć psa na smycz.

Cała akcja rozgrywała się wokół małej kupki sosnowych gałęzi i wkrótce wszystko stało się jasne. Dziczek nie walczył z psem bez powodu, on bronił  swego jeszcze mniejszego kolegi, a pewnie siostry, która kryła się pod stertą gałęzi do czasu, gdy nie świadomy tego człowiek, nie zbliżył się za bardzo do schronienia sieroty. Dziczki psa się nie bały, ale mnie już tak, chociaż tak naprawdę, to ja wcale im nie zagrażałem i życzyłem jak najlepiej, skąd to miały jednak wiedzieć? Gałęzie się rozprysły i oba dziczki wystartowały w kierunku pobliskich bagien, a Pusio za nimi, chociaż bardzo chciałem go odwołać. Wrócił po upływie pół godziny bardziej podobny do dzika po błotnej kąpieli, niż do białego pudelka  którym w istocie był.

Żal mi było biednych dziczków, które najwidoczniej utraciły swoją matkę i teraz solidarnie walczyły o przetrwanie, połączone więzami krwi. Rzecz w tym, że takiego zachowania zwierząt nie widziałem nigdy przedtem i nie sądzę że doświadczę go jeszcze kiedykolwiek, bo normalnie, to zwierzęta nie mają kolegów, tylko mają interesy.
Więcej w tej kategorii: « Deprecha Bezsenność »

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.