Bezsenność

Wyróżniony Bezsenność

Co to się dzieje z człowiekiem, wchodzącym w wiek średni stabilny?! Jakimże dziwnym ulega się stanom, jakież niesamowite przychodzi przeżywać sytuacje... Najgorsza jest bezsenność. Budzi się człowiek o takiej na przykład w pół do trzeciej. Wierci się i wierci, kręci się i kręci, a sen jak nie przychodził tak nie przychodzi. Przychodzą za to tak czarne myśli do głowy, że można zwariować. Mało tego, każda następna jest jeszcze czarniejsza i jeszcze głupsza...


Zaczyna się już poniekąd tradycyjnie... od wszechświata! Skąd się wziął? Dokąd zmierza, a my wraz z nim? Czy wszechświat będzie się rozszerzał w nieskończoność, aż w końcu wytraci swoją prędkość, wystygnie i zamieni się w jakąś wieczną zmarzlinę. Czy może też rozszerzy się do pewnych granic, a następnie zacznie się kurczyć, czas zacznie się cofać, a następnie nastąpi tak wielkie zagęszczenie materii i energii, że znowu będzie miał miejsce jakiś... Wielki Wybuch, stworzenie nowych światów, nowych bytów itp. A tak właściwie to skąd ten wszechświat, nieskończona przestrzeń, czas, materia? Zwariować można od tych natrętnych myśli! Cała nadzieja w Stwórcy i jego planach, być może nie zawsze dla nas nawet zrozumiałych. To akurat jest pocieszające!
    
Wstaję. Jest dokładnie trzecia w nocy. Sądząc po odgłosach dochodzących z gnieźnieńskiego deptaku, zamykane są ostatnie knajpy czyli... gaśnie bogata oferta kulturalna dla mieszkańców Grodu Lecha. Szukam „Krótkiej historii czasu” Stephena Hawkinga, może w końcu uda się mi znaleźć w tym wszystkim jakiś sens...
    
Zaczynam czytać, ale lektura tylko mnie drażni, nie mogę się skupić. Zżera mnie stres i jakiś bliżej nieokreślony niepokój, lęk... Wchodzę do sypialni dzieci, poprawiam im kołderki. Poprawiam leżącą obok lalkę Barbie, poruszyła się! Ach, to moja żona, przysnęła z dziećmi. - A ty czego kusisz po nocy? - zapytała. - Nie wiem, nie mogę spać - odpowiadam zgodnie z prawdą zresztą. - Starzejesz się ZiBi, coraz mniejsza z ciebie pociecha – spuentowała i spokojnie sobie zasnęła. Jest w pół do czwartej. Sen pierzchnął całkowicie. Trochę mnie kusi, żeby włączyć sobie gnieźnieńskie radio Plus, to świetna rozgłośnia na nocne słuchanie, bo nie dość, że w nocy leci tylko muzyka, to jest ona bardzo stonowana, by nie rzec relaksyjno – uspokajająca. Boję się jednak, że obudzi się moja Barbie, która niewyspana potrafi być straszna!
    
Zza okna dochodzą odgłosy budzącego się do życia miasta. Zaczynają jeździć autobusy, auta, tramwaje ...Tramwaje?! Jakie tramwaje? Chyba sobie trochę przysnąłem. Słyszę wyraźnie dźwięk melodii z zegara umieszczonego na wieży kościoła farnego. Jest dokładnie czwarta w nocy. Ciemno jak w d... u Murzyna! Hmm... ciekawe, czy w d... u Murzyna naprawdę jest ciemniej, niż w d... u białasa...?! Moje rozmyślania przerywa wjazd pociągu na stację, wyraźnie słyszę stukot kół, a potem pisk hamulców. A więc są ludzie, którzy też nie śpią! Słaba to jednak dla mnie pociecha. Ja rano muszę wstać do pracy. Kładę się zatem i zaczynam liczyć barany. Po podliczeniu połowy moich znajomych dochodzę do siebie, zaliczyć siebie czy nie, sam już nie wiem. Patrzę na zegar – w pół do barana! O cholera, już prawie znowu zasnąłem. Zdecydowanie i bezkrytycznie zaliczam siebie w poczet zwierząt, już przez Arystotelesa uznanych za najgłupsze na świecie. Baran ze mnie doprawdy niesamowity, olśniło mnie, przecież mogę połknąć tabletkę i po bezsenności. Zaglądam do domowej apteczki, tabletki są, ale same niebieskie. Cholerni Amerykanie, myślę sobie, na to tabletkę wymyślili, na bezsenność nie. Przypomina mi się zasłyszane gdzieś stwierdzenie, że wszystko co najlepsze wymyślono w Ameryce i co najgorsze, niestety też! Rozmyślania te tak mi podniosły ciśnienie, że jakiekolwiek resztki snu prysnęły niczym wrak tupolewa, rozbitego pod Smoleńskiem. Znowu słyszę dźwięk melodii z zegara umieszczonego na wieży Fary. Jakiś pociąg przejeżdża przez Pierwszą Stolicę Polski bez zatrzymywania się i bez poszanowania naszej tysiącletniej historii. Ignorant! Z ulic i z podwórka dobiega całkiem spory już szum i gwar.

Minęła piąta. Oczyma wyobraźni widzę już początki brzasku. Gdzieś w najdalszych zakamarkach wyobraźni, widzę Bogusia B. noszącego wiadrami wodę z domu do Wenecji. Zaczynam się coraz bardziej denerwować, co w ogóle już nie sprzyja szybkiemu zaśnięciu, wolnemu zresztą też nie. Przypadkowo wpadają mi w ręce jakieś papiery, zaczynam czytać... „Przez osiem lat Polki i Polacy byli ignorowani przez... Po chwili czuję się jak w dzieciństwie, gdy mamusia czytała mi bajki. Zasypiam po pięciu minutach. Kątem oka (moje oczy mają takie coś) patrzę na zegar, jest w pół do szóstej. Budzik jest nastawiony na 5.50. Jaki budzik? Śpię!

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.