Wszystkich Świętych

Wyróżniony Wszystkich Świętych

Już tylko trzy tygodnie dzielą mnie od dnia, kiedy znowu pójdę cmentarną aleją, szukając jego, mojego przyjaciela, który odszedł, bo był słaby, jak suchy liść. Każdego roku  jest to samo. Rok w rok, nieustannie myślę o tym samym. Oto bowiem myślę, że święto Wszystkich Świętych to jedno wielkie show, pokaz mody – zazwyczaj najnowszej jesiennej kolekcji – strojów, fryzur, makijażu itp., a także zasobności portfeli, ludzkiej pomysłowości, gustu (lub bezguścia) i smaku (lub jego absolutnego braku)...


Myślę też, że to niesamowity, bo jedyny w swoim rodzaju konkurs na najbardziej suto i kolorowo zastawiony nagrobek. To festiwal wypolerowanych i błyszczących płyt nagrobnych, alejek wygrabionych tak, że strach nadepnąć by przejść, opadłych liści – jakże często zmiatanych pod sąsiednie groby i prawdziwie śmiertelny wyścig – kto ma najładniejsze kwiaty, a kto największe, kto ma najwymyślniejsze i jak najdłużej palące się znicze i kto wreszcie ma na płycie tyle świecących cudeniek, że ledwo mieszczą się one na nagrobku, tak że tym z samego brzegu, to aż się nóżki ześlizgują!
    
Wszystkich Świętych to także święto wszelkiej maści złodziei, kradnących kwiaty, znicze, wazony, wieńce i wszystkie inne ozdoby, które można choćby z minimalnym zyskiem ponownie sprzedać. To ciągle jeszcze pokaz pachnących naftaliną futer, kożuchów i płaszczów, butów zimowych, kapeluszy, czapek itp.
    
Bywa też, że jest to święto wielkiego zawodu, gdy przykładowo pogoda, całkiem niespodziewanie, płata nam figla, gdy jest ciepło i nasze futra oraz kożuchy muszą na powrót wrócić do szaf.
    
Wszystkich Świętych, święto dzikich wysypisk śmieci, opartych na prostej zasadzie... byle dalej od mojego nagrobka, święto producentów i handlarzy zniczów oraz tych, którzy w celu zarobienia bardzo dużych pieniędzy, wypuszczają na rynek, co rusz to nowe modele kiczowatych plastikowych straszydeł, z tymi grającymi tandetne melodie włącznie.
    
Wszystkich Świętych, święto obserwatorów wzrokowych i całego plotkarskiego światka, wszystkich tych, którzy podczas najkrótszej nawet wizyty na cmentarzu, lub w kościele, zdążyli się zorientować: kto jest, a kogo nie ma, kto przytył, kto posiwiał, kto ma jakie dzieci, a kto nie ma ich wcale itp.
    
Wszystkich Świętych, święto „baranów i kretynów”, których pełno tego dnia na chodnikach i przejściach dla pieszych oraz „za kółkami”, a także święto kierowców, którzy dla dobrego miejsca parkingowego przed cmentarzem lub kościołem gotowi są rozjechać każdego, bez wyjątku, bliźniego.
    
Wszystkich Świętych, święto brzęczących monet, kupczenia odpustami i wyręczania Stwórcy w darowaniu win. Święto przekonania, że im więcej kasy na tacy, tym szybsza i prostsza droga do zbawienia. Święto kierowców – samobójców, którzy spieszą się na groby bliskich do tego stopnia, że sami gotowi są dołączyć do grona „świętych”.
    
Wszystkich Świętych, święto miłości, a zwłaszcza kochających wypić, „bo póki co, żyjemy…!” I wreszcie święto wypadków, kolizji, stłuczek i wszelkich możliwych utrudnień w ruchu drogowym.
    
1 listopada – Wszystkich Świętych – święto jak najbardziej żywych i dla żywych...

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.