http://informacjelokalne.pl/images/banners/baner01a.jpg

Sygnalista

Wyróżniony Sygnalista

Szanowny Panie Prezesie, Szanowna Pani Premier, Szanowne Panie Ministerki i Szanowni Panowie Ministrowie właściwych resortów, uprzejmie sygnalizuję, iż w Gnieźnie, Pierwszej Stolicy Polski, Mieście św. Wojciecha, mieszka wróg publiczny naszej socjalistycznej – tfu, wróć! – naszej prawej i sprawiedliwej oczywiście Ojczyzny, niejaki p. Boguś.


Tenże Boguś, mieniący się być samozwańczym prezesem – podkreślam PREZESEM (jakby nie wiedział, że Prezes jest tylko jeden!) – równie samozwańczego stowarzyszenia Nasza Weneja, to typek spod ciemnej gwiazdy, wywrotowiec, zdradziecka morda, kanalia, lewak, komunista i złodziej. Ba, wcale bym się nie zdziwił, gdyby się okazało, że zabił on czyjegoś brata. Między nami mówiąc, jaki z niego może być prezes, jeżeli on nawet kota nie ma, tzn. chyba nie ma, bo dokładnie to jeszcze tego nie wiem, ale na pewno się dowiem i… zasygnalizuję!
    
Wiem natomiast, że ma karpia (rybę, nie minę), a właściwie miał, bo go w ubiegłym bodajże roku, tuż przed świętami Bożego Narodzenia, wypuścił do Wenei (on pisze Weneji). Ale karp zdechł (utopił się), bo zanim został wypuszczon, pierwej był umęczon wielce, prawie jak pod Ponckim Piłatem. Czegóż i kogóż tam nie było: Bogusiowi wielbiciele, doszli i niedoszli artyści, hipsterzy, miłośnicy przyrody (ekoterroryści), przypadkowi przechodnie, no i – na szczęście – my... sygnaliści! Nie było za to ani słowa o zamachu smoleńskim, że o apelu nie wspomnę. A był to zaledwie wierzchołek Bogusiowej góry lodowej.
    
Na początku października pokusił się on o kolejny happening, tym razem jeszcze bardziej okazały, niż ubiegłoroczne „topienie karpia”. Po medialnej ofensywie p. Boguś... przepłynął Weneję i nie umarł. Na przeciwległym brzegu czekał na niego rozentuzjazmowany tłum, do którego rzeczony Boguś wygłosił płomienne przemówienie, ani słowem nie wspominając oczywiście ani o Smoleńsku, ani o różańcu, ani o tym, że „w ciągu ostatnich ośmiu lat Polki i Polacy...”, że o apelu ponownie nie wspomnę.
    
Było za to trochę o lokalnej polityce i o miejscowych politykach, ale najwięcej o ratowaniu jeziora, tej Wenei/Weneji, którą przed chwilą przepłynął (i nie umarł). A przecież my – na miłość Boską – nie po to lex Szyszko wprowadzamy i prastarą puszczę tniemy, by teraz nagle, ni stąd, ni zowąd, przez widzimisię jednego niepokornego obywatela małe, nikomu niepotrzebne, jeziorko ratować!
    
Sygnalizuję także, że p. Boguś w najmniejszym nawet stopniu nie przejawia szczątkowych choćby zachowań patriotycznych. Mało tego, sprzyja on obcokrajowcom, a nawet – o zgrozo – pomaga im. A to naprawił rowery przejeżdżającym przez nasz kraj i nasze miasto Łotyszom, to znowu publicznie wyrażał radość z powodu narodzenia się potomka, mieszkającym w Gnieźnie muzułmańskim przybyszom, zalewającym przecież tymże  potomkiem nasz piękny kraj.
    
Zamiast skopać ciapatych popaprańców, wybić im szyby, obić mordy i na koniec poddusić różańcem, on reklamuje ich biznes i to w dodatku tak sugestywnie, że sam o mało co nie poszedłem tam na kebab...
    
Szanowny Prezesie, Szanowna Pani... etc... Wierzyć się nie chce, że pojedynczy człowiek może mieć aż tyle negatywnych i niepożądanych cech charakteru. P. Boguś jest bowiem: inteligentny, błyskotliwy, otwarty, łagodny, tolerancyjny, empatyczny, życzliwy, dobroduszny, uczciwy, szlachetny i jakby tego wszystkiego było mało... jest on idealistą.
    
Aha, zapomniałbym, bezkarnie bazgrze po ścianach, prowadząc w ten sposób swoisty dialog z władzami miasta. Ale to wszystko ustawka, bo te władze, to przecież doskonale wiadomo, że... „w ciągu ostatnich ośmiu lat...”

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.