http://informacjelokalne.pl/images/banners/baner01a.jpg

Dzik – postrach naszej kniei

Wyróżniony Dzik – postrach naszej kniei

Sezon grzybowy się kończy, ale do lasu zawsze warto iść, a tam szansa na spotkanie z dzikiem zawsze jest realna. Co o nim wiemy i jak powinniśmy reagować, kiedy taki „diabeł” stanie na naszej drodze.  Dzik (Sus scrofa) jest jednym z protoplastów udomowionej świni i w wielu swoich cechach oraz nawykach, nie wiele się różni od popularnej cioci hrum, hrum mieszkającej w naszych chlewikach…


Wbrew powszechnie panującej opinii, dzik nie jest wcale zwierzęciem szukającym zaczepki, ani też żadnym tam chuliganem czy też bandytą, napadającym na amatora grzybobrania, lub też szukającego w leśnej głuszy spokoju,  turystę. Wręcz przeciwnie, dzik jest urodzonym leniem i sybarytą, który – w przeciwieństwie do jelenia, za nic ma każdego, kto nieopatrznie za bardzo się zbliży do jego barłogu i najczęściej – gdy dzielący nas dystans nie będzie naprawdę mały, wcale się nie ruszy ze swojej, często nadzwyczaj misternie wykonanej kanapy.  Ile razy sam widziałem, że nawet usilne próby ruszenia go z legowiska, przychodziły temu kto próbował zakłócić mu błogi spokój, z trudem.

Czasem obserwując takie zabiegi nie mogłem się wprost utrzymać od śmiechu, bo ani atakujący dzika pies, ani też towarzyszący mu człowiek, nie byli w stanie zachęcić tego lenia do ucieczki. Obserwując zaś ten konkretny przypadek z pewnej odległości, nie potrafię powiedzieć, czy aż do tego doszło, ale kolega o którym piszę twierdził, że w końcu kopnął dzika w okolicę chwostu, czyli ogona i dopiero wtedy ten ruszył, ale nie do ataku, tylko do ucieczki, co jest zachowaniem typowym dla każdego zwierzęcia, w przypadku spotkania się z człowiekiem. Spotkanie z dzikiem może nastąpić w najmniej spodziewanych okolicznościach, bo może się zdarzyć zarówno w rzadkim lesie, jak i naszym parku i zawsze wtedy należy zachować spokój, nawet wtedy,  gdy dzik nie ucieknie, tylko wręcz odwrotnie podejdzie do nas aby się przekonać, z kim ma przyjemność. Jakkolwiek to zabrzmi, tego typu spotkania zdarzyły się mi nie raz, a jedno szczególnie utkwiło mi w pamięci, bo zdarzyło się  w  samo południe i w żadnej tam kniei, tylko na dość szerokiej leśnej drodze, którą sobie maszerowałem podczas rekreacyjnego spaceru. Otóż idąc obok rzadkiej jak bambusowy lasek drągowiny, usłyszałem charakterystyczne fuknięcie i hałas po lewej stronie wspomnianej drogi. Było oczywiste, że obudziłem odpoczywającego dzika i zaraz go też ujrzałem w pełnej okazałości. Stał jakieś dwadzieścia metrów ode mnie i „łapał wiatr”, czyli intensywnie węszył. Najwidoczniej nic mu to nie dało, ale też nic innego  go nie zaniepokoiło, bo najnormalniej w świecie, zaczął się wtedy pozbywać zawartości wezbranego pęcherza, a po tym jak to robił, ja już wiedziałem, ze jest to „wycinek” (dzik w wieku 2-3 lat) czyli kandydat na dorodnego odyńca.

Najważniejszym zmysłem dzika jest węch, słuch, a szczególnie wzrok, nie są źródłem ostatecznej oceny sytuacji, chociaż bywają pierwszymi sygnałami niepokoju. Ja widziałem dzika, a on mnie, ale jego oczy ani współpracujący z nimi  mózg, nie wystarczały mu do skojarzenia tej dziwnej istoty stojącej na drodze, z niebezpieczeństwem, ale że zjawisko było intrygujące, to dziczek postanowił sprawę zbadać i po przejściu kilku metrów pod wiatr, poszukiwacz mocnych wrażeń skierował się ku drodze, a potem ku mnie. Ja stałem jak mur i z trudem utrzymywałem powagę, bo wiedziałem, że gdybym tylko się ruszył, to napędził bym temu biedakowi wielkiego strachu. Działo się to wtedy, gdy już od paru lat nie polowałem i dzikowi nic oprócz stresu wywołanego strachem, nie groziło. Zwierzę podeszło na parę kroków i w końcu spokojnie odeszło sobie w bagna lezące po drugiej stronie drogi. Przyznaję, że takie zachowanie dzika jest dość nie typowe, bo zazwyczaj ucieka on od człowieka bez zastanawiania, a wszelkie opowieści o tym, jak to dzik zaatakował grzybiarza, należy między bajki włożyć.  

Dzik owszem ma odpowiednie narzędzia i charakter do zrobienia komuś krzywdy, ale nigdy nie użyje tych środków bez skrajnej desperacji wywołanej przez drugą stronę, człowieka lub zwierzę czyli np. psa. Dzik jednoznacznie kojarzy nam się z lasem, ale prawda jest bardziej złożona, bo chętnie zamieszkuje on również w śródpolnych remizach i bagnach, a ostatnio również w wielkich miastach i tutaj przechodzimy do związanych z nim problemów. Otóż dzik jest przyjacielem lasu i leśnika, ale ma na bakier z rolnikiem dlatego, że nie tylko zjada owoce jego pracy, ale przede wszystkim dlatego, że robi szkody związane z jego „świńskim” zachowaniem. Jak powszechnie wiadomo, ulubionym zajęciem każdej świni, jest rycie, czyli – jak mawiają myśliwi, buchtowanie w poszukiwaniu zarówno ziemniaków czy też żołędzi, ale i myszy. To ostatnie kończy się często wykopaniem prawdziwych kraterów dochodzących do metra głębokości, a to grozi uszkodzeniem kombajnu lub innej maszyny rolniczej. Zarówno te okoliczności, jak i fakt dużego potencjału rozrodczego dzików, zmusza człowieka do ingerencji w stan jego populacji również dlatego, że w obecnych warunkach nie posiada on na naszym terenie żadnego naturalnego wroga. Tak więc, nie bójmy się dzika, ale miejmy też o nim i jego roli w środowisku realistyczne wyobrażenie.
Więcej w tej kategorii: « Sygnalista Zulugulandia... »

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.