http://informacjelokalne.pl/images/banners/baner01a.jpg

3.XI. – Huberta

Wyróżniony 3.XI. – Huberta

Trzeciego listopada były imieniny Huberta, patrona myśliwych i koniarzy a ja myślę, że ten żyjący dawno temu w Ardenach człowiek, aczkolwiek uznany przez Kościół za świętego, pierwszy odkrył, że pod Dekalogiem który jest fundamentem europejskich praw i wartości, Pan Bóg zrobił dopisek następującej treści: Nie bądź głupi! Kochaj swoich braci mniejszych ale pamiętaj, że łowiectwo jest częścią życia i zaprzeczanie temu, jest prawdziwą głupotą.


Święty Hubert istniał naprawdę, a ja miałem okazję odwiedzić wspaniałą bazylikę jego Imienia w belgijskim Saint – Hubert i aczkolwiek święty biskup i myśliwy znany jest najbardziej z legendy o jeleniu ze świetlistym krzyżem rozpiętym między tykami jego wieńca (poroża) a mój dopisek  do Dekalogu jest tylko moim wymysłem, to już jego treść jest jak najbardziej prawdziwym i uniwersalnym przesłaniem obowiązującym każdego bez wyjątku. Niestety, ale co i rusz wielu chce mnie przekonać, że to właśnie ja jestem głupi, bo uznaję istnienie łowiectwa za nie kwestionowaną konieczność, chociaż np. współczesny „Naczelnik Państwa” - Jarosław Kaczyński  uważa, że uprawianie łowiectwa to skrajna głupota i barbarzyństwo, o czym ostatnio bardzo dużo się mówi w telewizji.  Z drugiej strony ja pytam, dlaczego w takim razie podlegający jemu rząd nie zakaże tego procederu, tylko wręcz przeciwnie, chce wprowadzić bardziej liberalne prawo dotyczące zwiększenia odstrzału rozmaitych gatunków, a przede wszystkim dzika i jelenia. Odpowiedź jest bardzo prosta i oczywista.

Dzieje się tak dlatego, że odpowiedzialny za ten resort minister, oraz cały rząd, nie jest głupi, a ględzenie pana Jarosława o myśliwym, który miał twarz wieprza, można porównać tylko do jego chamskiej wypowiedzi o zdradzieckich mordach opozycji. Otóż całe to pierdzielenie o braku podstaw logicznych wskazujących na konieczność istnienia łowiectwa w Polsce, nie jest warte nawet funta kłaków, ale że temat jest ciągle podnoszony, nie sposób się do niego nie odnieść po raz kolejny, jako że wspomniane wyżej święto jest okazją, która zdarza się raz do roku. Podjęty wyżej temat, wałkowałem tutaj już wiele razy i cieszy mnie to, że wielu komentatorów uznawało wcale nie moje racje, że jakaś ingerencja w zrównoważenie dzikich populacji jest konieczna. Oczywistość tego stwierdzenia jest nie do podważenia przez nikogo.

Kiedyś, gdy populacja człowieka była niska, a myśliwi posługiwali się  łukiem, o równowagę w przyrodzie dbała sama natura. Dzisiaj powrót do tego rozwiązania nie jest możliwy, bo zmieniły się warunki. Dla przykładu we Francji, gdzie poluzowano ulubionym przez B. Bardot wilkom, koszt odszkodowań za pożartą przez nie baraninę wyniósł w 2015 roku 2,8 miliona euro, a już w roku 2016  wzrósł do 3,2 miliona. Oczywiście mówimy tu tylko o stratach w beczącym mięsie, ale ile kosztowało budowanie płotów i inne działania związane z ochroną stad, tego to już nikt nie policzył. A ile kosztuje stres związany z bezsensem tego cyrku, to już tylko diabli wiedzą. Kiedyś wilki polowały na dziką zwierzynę, która jednak nie pasła się jak stado głupich baranów i dysponowała  nogami nie od parady. Barana zaś bez trudu zarżnie nawet kulawy na dwie łapy wilk i nic tego nie zmieni, póki on będzie. Zostawmy Francję i wróćmy nad Wisłę. Minister Szyszko chce znacznie przetrzebić dziki. Czemu tak chce? Bo nie jest głupi jak, no mniejsza z tym - kto. Dzików jest za dużo, a jeszcze teraz przypałętał się do Polski afrykański pomór świń i choroba ta zagraża wszystkim dzikom, ale i za ich przyczyną, także wszystkim świniom hodowanym w chlewikach i na wielkich fermach. Czy jest jakiś mędrzec, który zna inne rozwiązanie problemu, niż rozrzedzenie populacji? Nobel gwarantowany! Proszę się zgłaszać. Jeżeli zaś ktoś kwestionuje zasadę, że każde działanie powinno mieć sens, to znaczy, że powinien pilnie zgłosić się do specjalisty na Poznańskiej.

Do tej pory pisałem o kopytowcach pożeranych przez wilki, teraz chcę poruszyć temat znacznie lżejszy. Niedawno czytałem tutaj o próbach przywrócenia naszej kniei sympatycznego ptaszka - „pit pirit” kuropatwy. Otóż ja dobrze pamiętam czasy, gdy kuropatwy występowały powszechnie,  a zimą to podchodziły pod same zabudowania. Swego czasu, sam brałem udział w ich ratowaniu i bardzo bym chciał żeby wróciły na nasze pola. Ale cóż, nie jestem fantastą i wszelkie próby przywrócenia kuropatwy uważam w obecnych warunkach za pozbawione sensu wyrzucanie pieniędzy w błoto. Dlaczego? Otóż aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba znać zwyczaje tych małych kuraków. Kuropatwy od wiosny do jesieni żyją w parch z przychówkiem w burakach lub też ziemniakach i są względnie bezpieczne, sytuacja zmienia się radykalnie wraz z nadejściem zimy gdy obdarzone potomstwem pary rodzinne tworzą bardzo ściśle powiązane stada, które w czasie mrozów nie kryją się w jakichkolwiek zaroślach, jak dzieje się to latem, tylko spędzają czas na otwartej przestrzeni przytulone do siebie dla utrzymania ciepła. Pół biedy, gdy siedzą wtedy na pozbawionej śniegu ziemi, gdy wypatrzenie ich przez ptaki drapieżne jest bardzo utrudnione, ale kiedy takie stado zbije się w małą kupkę na białym śniegu, wtedy są jak gotowe danie na talerzu i nic ich nie uchroni od totalnej zagłady, bo np. myszy biegają sobie wtedy pod śniegiem i są dla „jastrzębi” niewidoczne, a coś zjeść trzeba.

Ktoś powie, że „jastrzębie” były zawsze. Oczywiście, ale kiedyś były przez myśliwych eliminowane, a kuropatw było na tyle dużo, że coś zawsze przeżyło. Teraz wszystkie ptaki drapieżne są chronione, a tych parę kuropatw wpuszczonych do łowiska, jest z góry skazane i nic tego nie zmieni. Kuropatwa jest naszym ptakiem rodzimym, ale większy sens ma dzisiaj zasilenie łowisk nie naszym bażantem, niż rodzimą kura. Darz bór!

3 komentarzy

  • Szczepan
    Szczepan wtorek, 07, listopad 2017 10:01 Link do komentarza Raportuj

    Drodzy Panowie. Bardzo się cieszę, że Wam się chciało chcieć zamieścić tek komentarze, ale bardzo żałuję, że nie odnoszą się one do meritum "problemu" jakim jest łowiectwo, przynajmniej dla wielu. Widocznie ci ludzie nie mają żadnych argumentów oprócz wygłaszania przy różnych okazjach aktów strzelistych o barbarzyństwie tych, bez których tym zwariowanym pięknoduchom nie żyło by się tak wygodnie.

  • Memrod
    Memrod niedziela, 05, listopad 2017 23:08 Link do komentarza Raportuj

    Te dawne Hubertusy... aż się łezka w oku kręci... gdzie te magiczne polowania, ten klimat św. Huberta, gdzie te biesiady.... to już nie powróci.... nie ten czas, nie ci ludzie.... Darz Bór Panie Szczepanie!

  • Antek
    Antek niedziela, 05, listopad 2017 20:53 Link do komentarza Raportuj

    Panie Szczepanie dobrze, że wrócił Pan do pisania o tym co Panu najbliższe. Pozdrawiam

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.