Idą święta...

Wyróżniony Idą święta...

Jestem załamany. Nastała bowiem taka pora roku, że nic tylko usiąść i płakać. Durno, chmurno, nieprzyjemnie... – jak onegdaj śpiewał niezapomniany (?) Jan Kaczmarek. I rzeczywiście, niektóre dni są tak paskudne, że nawet z domu nie chce się wyjść. Ba, żeby tak tylko było można, przeczekać do wiosny w ciepłym, przytulnym mieszkanku z odpowiednim zapasem zielonej herbatki i soku malinowego, kaset i płyt oraz koniecznie z nieograniczonym dostępem do internetu! Niestety, trzeba chodzić do pracy, trzeba robić zakupy i trzeba wykonywać mnóstwo innych życiowych czynności, bez których ani rusz. Cholerny świat! A na zewnątrz czyhają same niebezpieczeństwa, ot chociażby bardzo groźna – przynajmniej zdaniem mediów – grypa. I to taka grypa, na którą co roku w Polsce umiera od kilku do kilkunastu osób, z czego połowa ze strachu.


Wielka szkoda, że jednak trzeba wychodzić z domu, bo mimo wielkich i naprawdę znaczących zmian, jakie ostatnio zachodzą – a zwłaszcza za kadencji obecnego prezydenta – ciągle jednak jakieś szare jest to nasze miasto, ciągle jeszcze obskurne, ciągle odrapane i jakieś takie ogólnie przygnębiające. O tej porze roku widać to z całą wyrazistością. Kto nie wie, o czym mówię, niech przejdzie się ulicą – nomen omen – Czystą, a na pewno zrozumie. Bardzo mało – choć uczciwie przyznaję, że wciąż ich przybywa – tak naprawdę mamy miejsc i zakątków, którymi można by było się bezwarunkowo pochwalić. A jednym z takich miejsc jest basen miejski. Staram się bywać tam regularnie (mam karnet), utrzymywać ostatki formy i w miarę możliwości maksymalnie się relaksować. To zresztą jeden z kilku punktów mojego chytrego planu na przetrwanie trudnego okresu jesienno – zimowego.

Ale niestety, wszystko co dobre szybko się kończy i nawet na mojej ulubionej pływalni coraz częściej spotykają mnie rozczarowania. Oto bowiem pół niecki basenowej zajmuje szkółka pływacka, a dla pozostałych miłośników kraula i żabki w liczbie około bywa, że 30 pozostały... 3 (słownie: trzy!) tory. Zdarzyło się też, że zgodnie z grafikiem wolne były 3 tory, podczas gdy w rzeczywistości okazywało się, że są zaledwie 2 lub nawet 1. Coś mi się widzi, że chyba nadeszła już pora na drugi basen lub jeszcze lepiej na aquapark. Bo jak nie teraz, to kiedy?! Zdegustowany pomoczyłem się więc trochę w jacuzzi, a następnie pojechałem zrobić tradycyjnego POMiDoRa (Powolny Objazd Miasta i Dookoła Rynku), żeby sprawdzić jak wygląda Pierwsza Stolica Polski na 2 tygodnie przed przed świętami Bożego Narodzenia.

|Objazd zaliczam do pozytywnie udanych. Już na pierwszy rzut oka widać bowiem, jak z roku na rok Gniezno pięknie nam „świątecznieje”. W centralnym punkcie Rynku pojawiła się przepiękna choinka (tak, tak, wiem – ale dlaczego sztuczna? – a z drugiej strony – bardzo dobrze, że sztuczna, bo jest piękna, a jedno drzewo zaoszczędzone – i całkowicie pomijam tę pustą i jałową dyskusję), a wokół niej rozkwita urokliwy Bożonarodzeniowy Jarmark. Nawiasem mówiąc, szkoda, że zaledwie czterodniowy. Mało tego, miasto naprawdę pięknie prezentuje się w – z roku na rok wzbogacanej – świątecznej szacie. W różnych punktach Gniezna pojawiły się bardzo oryginalne świąteczne elementy, a  fotograficzna ramka u zbiegu deptaku i Rynku – wystarczy chwilkę postać i poobserwować – jest z całą pewnością tegorocznym hitem.

No proszę, jakąż to magiczną moc posiadają święta Bożego Narodzenia. Swoje dzisiejsze rozważania rozpocząłem bowiem od załamania, by poprzez późniejsze rozczarowanie dojść do autentycznego zachwytu. Kurcze, może i jest to jakiś sposób na zaklinanie naszej rzeczywistości? Może powinniśmy wydłużyć święta z dwóch (z wigilią – trzech) dni do 365? Może wtedy powiedzenie „Cogito ergo sum” nie byłoby przyczyną zaginięcia co najmniej 5 milionów Polaków.



Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.