http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpghttp://informacjelokalne.pl/images/banners/nbaner01.jpg

Grypka w ferie...

Wyróżniony Grypka w ferie...

Ferie w środku zimy to naprawdę wspaniała rzecz. Budzę się rano, spoglądam na zegarek, jest 5.45, już skacze mi ciśnienie, już chcę zakląć szpetnie w myślach i zestresować się nieco, gdy nagle przeżywam prawdziwie radosne olśnienie, a po chwili euforię. Przecież nie muszę wstawać, nie muszę opuszczać ciepłego łóżeczka, nie muszę jechać do pracy, są ferie! Zasypiam. Po około 10 – 15 minutach budzę się przerażony, zaspałem, nie słyszałem budzika! Ułamek sekundy jednak wystarcza mi, by już po raz drugi tego ranka uświadomić sobie, że nie muszę zrywać się z pościeli, ponieważ mam wolne. Uspokojony zapadam w kolejną drzemkę, by po 10 – 15 minutach zerwać się z przerażeniem... itd. itp. Poranną nerwówkę oraz towarzyszący jej niedłącznie błogi spokój przeżywam każdego feryjnego poranka co najmniej 5 – 6 razy.


Około 8.00 jestem już po stronie jawy do tego stopnia, że nie pozostaje mi nic innego, jak tylko wstać, założyć szlafroczek i oddać się porannym rozmyślaniom. Pierwsza rzecz jaka przychodzi mi do głowy to niczym nie zmącona radość, wynikająca z faktu, że nic nie muszę, a wszystko mogę. Przede mną cały dłuuugi Boży dzień, który mogę spędzić tak, jak tylko się mi spodoba. Ta – niezmiernie dla mnie rzadka, by nie rzec niecodzienna – możliwość powoduje, że czuję się naprawdę wolnym człowiekiem. Mój Boże, jak mało wystarczy człowiekowi (mi) do szczęścia! Uczciwie muszę przyznać, że niezwykle rzadko doświadczam takiego stanu, tym bardziej więc staram się go sobie dozować, przeżywać głęboko i długo.
    
Co to jednak za szczęście, które przeżywa się w samotności. Biorę więc w ręce telefon i dzielę się swoją radością z najbliższymi, przyjaciółmi oraz dobrymi znajomymi. Uduchowiony piszę tam coś o błogosławionych feriach, o bliżej niesprecyzowanych planach na dzisiaj i wreszcie o tym, że... nic nie muszę, a wszystko mogę. Zwrotne sms-y przychodzą prawie natychmiast, najczęściej są to gratulacje i życzenia typu „wypoczywaj”, „korzystaj z wolnych dni”, „zazdraszczam” itp. Ponieważ jednak w każdej beczce miodu musi być łyżka dziegciu, jeden z dobrych – wydawałoby się – znajomych napisał: „pierd.... budżetówka”! Nie to jednak zmartwiło mnie najbardziej, jako że kolega ów już od wczesnego dzieciństwa posiadał nieco inne – mówiąc delikatnie – specyficzne poczucie humoru. Podroczyliśmy się trochę ze sobą przy pomocy sms-ów i na tym koniec. Tak naprawdę jednak zmartwiło mnie coś całkiem innego. Otóż, mimo iż każdego ranka wysyłam jednakową ilość wiadomości, codziennie otrzymuję ich mniej. W poniedziałek moją radość z rozpoczynających się ferii podzielało prawie 20 osób, we wtorek było ich już tylko 12, a dzisiaj (w środę) zaledwie 6. Aż strach pomyśleć ilu będzie ich w czwartek, że o końcu ferii nie wspomnę.
    
Czyżby naprawdę zadziałało najbardziej polskie (ponoć) z uczuć i odezwała się nasza niczym nieposkromiona bezinteresowna... zawistliwa zawiść?! Czyżby moje jawne szczęście i ostentacyjne okazywanie radości powodowało u krewnych, przyjaciół i znajomych taki pospolity i prymitywny odruch? Czy naprawdę aż tak mali jesteśmy? To może i donos do jednego z wojewódzkich oddziałów ZUS, z którego tak się kiedyś śmiałem, a brzmiący mniej więcej: „Moja sąsiadka (imię, nazwisko i dane adresowe) jest na rencie, a mimo to chodzi i się uśmiecha. Jest chora i się uśmiecha, jak to możliwe? Z poważaniem. Życzliwy” to najszczersza prawda, a nie tylko czcze gadanie na pograniczu żartu?

Na wszelki wypadek ogłaszam więc wszem i wobec, że ferie są głupie i niedorzeczne, że jest to najzwyklejsza i nikomu niepotrzebna bzdura oraz strata czasu, a ja nie mogę się już doczekać, kiedy wrócę do pracy, gdyż każdy dzień wolny to dla mnie męka okrutna, udręka i utrapienie, niewypowiedziana tęsknota i żal. Jak to się dobrze złożyło, że w ramach swoich dyżurów co 2 – 3 dni muszę choć na chwilę być jednak w pracy.

A tak w ogóle to od soboty ledwo żyję, walczę z okropną grypą i wszystko wskazuje na to, że walkę tę przegrywam...

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.