Logo
Wydrukuj tę stronę

„Rozmowa d... z wiechciem”

Wyróżniony „Rozmowa d... z wiechciem”

Cudzysłów użyty w tytule jasno sugeruje, że zamknięty w nim slogan nie jest wytworem mojej wyobraźni, tylko zapożyczeniem. Śpieszę więc wyjaśnić, że jest to popularne porzekadło ludowe, które oznacza, że  „jeden o Krupie, a drugi o d…”. Oba zaś rubaszne przysłowia sugerują, że  żaden  z uczestników sporu, nie przyjmuje przytaczanych argumentów interlokutora. Z kontekstu zaś jasno wynika, że tytuł nie jest skierowany do Czytelników IL.pl dlatego, że oni na temat będący przedmiotem moich rozważań milczą, czyli mają rozważany problem w głębokim poważaniu.


Jeżeli ktoś jeszcze nie wie, co będzie po raz kolejny tematem tego felietonu, to już wyjaśniam, że będzie nim łowiectwo dlatego, że temat nie schodzi z krajowego  afisza, a ilość i jakość wygłaszanych bzdur, wprost powala. Hasłem przewodnim tej idiotycznej (może to drastyczne, ale użyte z całym przekonaniem słowo, kogoś wreszcie skłoni do zabrania głosu - zapraszam serdecznie)  dysputy, której przedmiotem jest likwidacja łowiectwa,  jako niepotrzebnego zajęcia grupy zboczeńców. Cóż, do tematu wrócę za chwilę, ale najpierw popularne przysłowie amerykańskie które mówi, że nie można zjeść ciasteczka i mieć ciasteczko. Jak to się jednak ma do rozpatrywanego problemu? Otóż sprawa jest bardzo prosta. Po prostu nie można zlikwidować łowiectwa i mieć rolnictwo oraz lasy do których jeździ się na grzyby dlatego, że skala dewastacji tych środowisk rychło osiągnie nie akceptowalny przez nikogo poziom. Z tego zagrożenia zdają sobie sprawę nawet głosiciele teorii o likwidacji tej – według mnie – służby społecznej i proponują… antykoncepcję dla dzików, jeleni, etc. etc.

Jaki wielki trzeba mieć mózg, żeby coś takiego wymyślić, to ja nie wiem, bo nawet antykoncepcja wśród rozumnych przecież ludzi, przynosi mierne skutki, jako że pomimo wszelkich różnic In plus, ilość nie chcianych ciąż jest ciągle wielka. Ja co prawda nie słyszałem jeszcze, że są jakieś pigułki dla loch czy też środki na potencję dla byków i odyńców, ale gdyby nawet były, to trzeba by było wozić je do lasu traktorem, bo przecież nie będą wydawane na receptę. Póki co prawda jest taka, że wymienione gatunki, korzystając z obfitości żarcia serwowanego im przez ludzi, mnożą się na potęgę i myśliwi nie wyrabiają z ich redukcją, a odpowiedzialne czynniki państwowe alarmują, że sprawa wymyka się spod kontroli i szczególnie w odniesieniu do dzika zagrożonego pomorem,  proponuje totalną walkę z tym gatunkiem, poprzez eliminację również loch będących w ciąży. Słyszałem, że przeciw takiemu nakazowi protestują sami myśliwi, ale strach przed epidemią, która przecież nie oszczędzi żadnego dzika (ale i świni) jest tak wielki, że za zabicie ciężarnej lochy przewiduje się wręcz dość wysokie premie.

Najwidoczniej sprawdza się tutaj amerykańskie przysłowie o ciasteczku. Chcąc zachować dziki w ogóle, a przede wszystkim świnie na kiełbasy i szynki, trzeba drastycznie zmniejszyć populację tych pierwszych, bo inaczej ASF zrobi to za nas i żegnajcie frankfurterki. Póki co, epidemia dotarła ze wschodu do linii Wisły. Strach dotyczy szczególnie sytuacji, gdy zaraza wkroczy do Wielkopolski, która jest głównym producentem wieprzowiny, wtedy będzie kaplica, mówią fachowcy, ale „ekolodzy” – sam poznałem kilku takich, nie przyjmują żadnych argumentów i mówią wprost. Ja cię rozumiem twoje argumenty, ale zabijanie zwierząt nie wchodzi w grę i koniec. Ciekawe jak ci ludzie traktują barbarzyńskie trucie szczurów? Przecież taki szczurek hodowany w domowym terrarium, to bardzo sympatyczny stworek! Władze mają rozmaite pomysły na rozwiązanie problemów z jakimi się spotykają, jednym z nich jest  próba upaństwowienia łowiectwa poprzez likwidację PZŁ i zastąpienie tej samorządowej organizacji agendą państwową, czyli narzucenie samorządnej i samofinansującej się strukturze,  władz na etacie państwowym, najwidoczniej po to, aby mieć nad nią pełną kontrolę. Ja myślę, że etatowi dyrektorzy i kierownicy kół łowieckich żadnego dzika nie zabiją, ale pensję wezmą i tyle z tego. Nie wiem dokładnie jak to funkcjonuje za granicą, ale kiedyś byli u nas myśliwi z Holandii, którzy mówili, że im gmina wyznacza ile tysięcy gołębi mają zabić, żeby miejscowi ogrodnicy nie poszli z torbami. Dzików tam na szczęście nie mają…

Z ostatniej chwili. Czytałem właśnie w Internecie, że Grzegorz Schetyna apeluje o wprowadzenie w Polsce stanu wyjątkowego z powodu zagrożenia afrykańską zarazą. Czy żadnego z Czytelników Il.pl to nic nie obchodzi?
Informacjelokalne.pl