http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg http://informacjelokalne.pl/images/Wybory_2018/Wybory_2018_MAK_1405x200.jpg

Trzymaj charty na smyczy

Wyróżniony Trzymaj charty na smyczy

Poniższy materiał, może być mało interesujący dla większości Czytelników, niemniej, dotyczy on - chociaż pośrednio - każdego kto żyje i korzysta z uroków oraz płodów ziemi. Polowanie z hartami dawno już przeszło do historii, a ze współczesnością ma tyle wspólnego, że zarówno wtedy, jak i teraz, ustawodawca przewidział odszkodowania za szkody wyrządzone w uprawach rolnych spowodowane przez myśliwych. Sęk w tym, że obecnie diametralnie  zmieniły się zasady i warunki uprawiania łowiectwa, a tzw. „szkody łowieckie” z samym łowiectwem nie mają nic wspólnego dlatego, że współczesne łowiectwo wręcz im zapobiega, a gdy już powstaną to w stu procentach je pokrywa z własnej kieszeni.


Czemu jednak ja zacząłem od chartów, z którymi możni panowie polowali kiedyś w stylu angielskim, czyli par force? Dla niezorientowanych dodaję, że takie polowanie polegało na konnym pościgu za zwierzyną, którą bezpośrednio tropiły psy. Łowiectwo było kiedyś czynnością zupełnie naturalną, a pojęcie postponującej je tzw. opinii publicznej wcale nie istniało. Otóż dzisiaj o bezkarnym lataniu po polach nie ma mowy dlatego, że nikt tak już nie poluje na zwierzynę grubą, a polowanie na zające pozostaje dzisiaj wspomnieniem, bo dawno nie ma już zajęcy.

W czasach „jaśnie pańskich” łowiectwo było przywilejem możnych i nikomu nie przychodziło do głowy aby je kwestionować. W czasach niedawno i słusznie minionych, łowiectwo było zaś oficjalnie uznane za ważny dział gospodarki narodowej przynoszący cenne dewizy ludowemu państwu. Dzisiejszy klimat dotyczący łowiectwa, przyrównałbym zaś do zgniłego niżu i jak wiele ze współczesnych emocji, ta mało optymistyczna ocena tej profesji, nie wynika z czysto racjonalnych przesłanek, tylko z ogólnoświatowej mody na tzw.  ekologię, która to nie jest złem samym w sobie, ale jak każda moda, bywa „sraczką” pozbawioną refleksji.

Łowiectwo w Polsce było przez długie lata stawiane za wzór dla Europy, ale w końcu zajął się nim nasz ukochany Sejm i teraz trzeba czasu, aby ocenić skutki tej radosnej twórczości, która – przynajmniej moim zdaniem, dobrze nie wróży dlatego, że zmierza w kierunku jego prywatyzacji, a to co jest przedmiotem jego oddziaływania, czyli dzika zwierzyna nie uznaje żadnych granic, ani też żadnej omnipotencji właściciela kilku udzielnych mórg, nad swobodnym życiem. Otóż do tej pory, koła łowieckie dzierżawiły tereny łowieckie od Państwa bez względu na to, czyją one były własnością w sensie poszczególnych działek. Określona też była minimalna powierzchnia takiego gospodarstwa, które nie mogło być zbyt małe i liczyło zazwyczaj kilka tysięcy hektarów dlatego, że każde zwierzę dzikie jest wolne ze swej natury i nic go nie obchodzi żadna kreska na mapie. Niestety, ale dzisiaj zrobiono pierwszy krok do tego, żeby zwierzynę „wychować” czyli uświadomić ją, że na pole Wiśniewskiego to jeszcze może wejść, ale na działkę Kamińskiego, to już nie.

Co prawda przepis ten odnosi się wprost do myśliwego, a nie do kosmatego dzika czy rączego jelenia, Ale skutek tej regulacji do całokształtu łowiectwa będzie tożsamy. Obecnie, każdy właściciel może sobie zastrzec wyłączne prawa do swojej ziemi, co rodzi szereg pytań natury logiczno prawnej, na przykład takie. Jaki sens będzie miało wykupienie praw do polowania od Państwa, kiedy rzeczywiste prawo do tych powierzchni podmiot ten utracił i konsekwentnie, czy zwierzyna przebywająca na takim terenie też utraci „wolność państwową” i stanie się własnością prywatną tego, na czyim polu aktualnie się znajdzie. Parę lat temu byli u mnie goście z Belgii. Waldek – mąż mojej kuzynki powiedział mi wtedy, ze on też ma tam broń, stoi ona za szafą, a strzelać to on może do wszystkiego, co wlezie na jego działkę, albo tez przelatuje nad nią. Jeżeli i my idziemy ku takiej „nowoczesności” to marnie to widzę. I jeszcze jeden przykład z życia gdy ja jeszcze polowałem, a przepisy nie były takie nowoczesne. Otóż wybraliśmy się z bratem – także myśliwym, na sprzątanie paśników po zimie i przy okazji chcieliśmy się zorientować, gdzie i co „się kręci”, czyli gdzie widoczne są szkody poczynione przez np. dziki w pyrach. Rzecz jasna, że tego wszystkiego nie zobaczy się z samochodu i trzeba czasem wejść na czyjąś miedzę, aby się naocznie przekonać jak to wygląda. Zatrzymaliśmy się jakieś 100 metrów od gospodarstwa, brat poszedł w pole, a ja siedziałem w samochodzie. Nikt z nas nie robił niczego złego, ale wkrótce zauważyłem, że od strony gospodarstwa idzie ku nam dwóch ludzi, jeden starszy – najwidoczniej właściciel pola i młody wyrostek… uzbrojony w widły do gnoju.

Było dla mnie rzeczą oczywistą, że to niebezpieczne narzędzie nie zostało zabrane po to, aby nim rozrzucać obornik, tylko po co? Ano właśnie. W tym czasie mój brat zbliżył się już do drogi i został zaatakowany słownie za to, że wlazł na nie swoją miedzę. Wywiązała się nieprzyjemna pyskówka, a młody operator wideł przybrał bardzo bojową postawę. Ja widząc co tu się kroi wyszedłem z samochodu uzbrojony w pięciostrzałowy automat śrutowy, na który, w przeciwieństwie do użytkownika wideł, uzyskałem pozwolenie i  na pewno nie zabrałem go z domu po to, aby nim straszyć okolicznych rolników, ale też wiedziałem co zrobię, jeżeli wspomniane widły zostaną użyte niezgodnie ze swoim przeznaczeniem. Przypominam, że wszystko to działo się w czasie, gdy myśliwy miał prawo wejść na każde pole rolnika, teraz jest już inaczej a ja, tak jak większość społeczeństwa mam to wszystko w d…, ale jak mają swoją misję realizować myśliwi, tego to już nie wiem. Idiotyzmem zaś jest przekonanie, że polowanie jest realizowane wyłącznie po to, aby zaspokoić zboczone instynkty myśliwych.

Darz bór!

2 komentarzy

  • Szczepan
    Szczepan piątek, 23, marzec 2018 10:42 Link do komentarza Raportuj

    Panie kacprze.. Wybaczy Pan, ale pański komentarz jest tak prosty, jak świński ogon. Plany odstrzału dotyczą tylko tych powierzchni, gdzie w drodze "inwentury" przyjmuje się, że dany gatunek występuje w jakiejś tam ilości. Zwykle chodzi tutaj o jakieś obszary leśne, ale w okresie letnim, dziki a i jelenie są wszędzie. Dla konkretnego przykładu. Ja trzynaście lat mieszkałem w Grotkowie (gmina Niechanowo) które od najbliższego lasu jest oddalone o kilkanaście kilometrów, ale dziki były tam co roku i nikt na nie nie polował, bo nie były tam "legalnie" Mowa o żłobkach i azylach to raczej żart niż konkret. Śmiechu warte.
    Szczepan Kropaczewski

  • kacper
    kacper czwartek, 22, marzec 2018 21:11 Link do komentarza Raportuj

    Tyle tęgich głów radzi jak rozwiązać sprawy szkód wyrządzanych przez zwierzynę oraz działalności kół łowieckich i myśliwych zabijających niewinne stworzenia. Rozwiązanie jest proste. Zwierzyna jest państwowa i to Państwo a nie myśliwi powinno wypłacać uczciwe odszkodowania za powstałe szkody w uprawach. Właściciel, czyli Państwo dzierżawiąc obwód łowiecki wyznacza ile sztuk należy odstrzelić ,aby zminimalizować koszty odszkodowań. Jeżeli myśliwi wykonają plan odstrzału to płaci odszkodowania Państwo a jeżeli nie to myśliwi z własnej kieszeni. Prawda że proste. Ale jak zwykle jak nie wiadomo o co chodzi to zawsze chodzi o pieniądze. Jeśli to rozwiązanie nie odpowiada to niech zadanie myśliwych przejmą ekolodzy i obrońcy praw zwierząt. Niech tworzą azyle, żłobki i przedszkola dla zwierząt jeśli dysponują taką kasą aby wypłacić odszkodowania rolnikom i leśnikom.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.