http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpghttp://informacjelokalne.pl/images/banners/nbaner01.jpg

Skleroza

Wyróżniony Skleroza

Czy ja pisałem może już kiedyś, że demokracja, to – jak powszechnie wiadomo – prymat większości nad zdrowym rozsądkiem. Że ten patologiczny układ najbardziej uzewnętrznia się podczas każdorazowych wyborów. Wtedy to bowiem okazuje się, że głos obszczymurka spod budki z piwem równy jest głosowi – dajmy na to – profesora uniwersyteckiego. Ponieważ miłośników budek z piwem jest w tym kraju znacznie więcej niż profesorów, więc zarówno rząd jak i sposób sprawowania władzy, mamy właśnie takie, a nie inne.


Czy ja pozwoliłem sobie już kiedyś na uwagę, że myliłby się ten, kto uważa, że wystarczy zdobyć dużo głosów, by zostać wybranym do którejś tam z rad czy też innego ciała ustawodawczego. Otóż, jak się okazuje, przełożenie to wcale nie jest takie proste. Od zdecydowanie chorej zasady większościowej istnieje bowiem wiele, jeszcze bardziej chorych, wyjątków. Jednym z nich jest sposób liczenia głosów zwany metodą Donta (d`Hondta).

Mówiąc w wielkim skrócie, polega ona na tym, że najpierw oddaje się głos na daną listę, a dopiero potem na konkretnego kandydata. Sporo zamieszania – podczas liczenia głosów w wielu poprzednich wyborach – spowodowało też z pewnością tzw. „blokowanie” list. Efektem tej patologii w patologii było przykładowo to, że wiele lat temu w Radzie Miasta Gniezna nie zasiadł kandydat, który uzyskał ponad 350 głosów. Wśród rajców była natomiast radna, która głosów tych uciułała zaledwie 200 lub nieco ponad.
    
A może stawiałem już wcześniej pytanie – czy ktoś, kto uzyskał w wyborach dwieście kilka głosów, powinien decydować o sprawach niezwykle ważnych i istotnych dla 70 tysięcy mieszkańców naszego miasta? Albo czy poparcie dwustu kilku osób naprawdę daje legitymację do sprawowania władzy? Kogo właściwie reprezentują radni? No i co ma swoim wyborcom powiedzieć gość, kto uzyskał ponad 350 głosów, a mimo to w Radzie Miejskiej nie zasiadł!

Fakt, że może się zdarzyć, iż Rada Miejska reprezentuje zaledwie 40 procent mieszkańców Gniezna – a biorąc pod uwagę to, że przykład człowieka, który otrzymał ponad 350 głosów, a radnym nie został, nie był odosobniony, to procent ten z pewnością jest jeszcze mniejszy – powoduje, że w zbliżających się szybkimi krokami wyborach Gamonie i Krasnoludki mogą być jedną z wiodących w Pierwszej Stolicy Polski sił politycznych. Faktem jest, że o ile z krasnoludkami może być mały kłopot, to tych drugich na pewno mamy pod dostatkiem.

No, więc, czy ja już kiedyś o tym wszystkim pisałem? Bo jeżeli nie, to zaraz te swoje spostrzeżenia przeleję na papier, a jeżeli tak, to oczywiście napiszę coś innego, na przykład  przytoczę historię pary młodej, która poszła do biura parafialnego, zapłacić za uroczystą mszę ślubną. I kiedy finalizowali już sprawę, przyszły pan młody zapytał „ile płacę?”, a ksiądz – dyplomata odparł, że wszystko zależy od tego, na ile wycenia on swoje szczęście. Pan młody bez najmniejszego wahania wyjął z kieszeni 50 zł i podał księdzu, na co duchowny przyjął pieniądze, po czym popatrzywszy na przyszłą pannę młodą, wydał jej wybrankowi 20 zł reszty. Ot i wszystko...

1 komentarz

  • Piotr Fischer
    Piotr Fischer czwartek, 22, marzec 2018 22:49 Link do komentarza Raportuj

    Zbiniu, jak zwykle SUPER felieton, ale póki co nie wymyślono lepszej formy wyborów niż demokracja, chyba, że tęsknisz za demokracją socjalistyczną, gdzie wynik wyborów był znany przed wyborami. Kto wie Zbyszek, co będzie w Gnieźnie - jedno Ci mogę powiedzieć na pewno, koalicja PO-SLD, albo drużyna Budasza zatonie. Lubię Cię, więc dam Ci dobrą rade - nie wchodź Ty lepiej Beling na tonący okręt.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.