Logo
Wydrukuj tę stronę

Memento Marszałka i pamięć Narodu

Wyróżniony Memento Marszałka i pamięć Narodu

„Naród, który nie szanuje swojej przeszłości nie zasługuje na szacunek teraźniejszości i nie ma prawa do  przyszłości” (J. Piłsudski). Marszałek walczył o wolność swego narodu i z pozycji na jaką sobie zasłużył, do niego przemawiał, a jak to widzą dzisiaj ci, do których się zwracał? Oczywiście, że różnie, ale ja zaryzykuję stwierdzenie, że typową odpowiedzią na takie pytanie, jest autentyczna wypowiedź kogoś, kto podpisał się imieniem i nazwiskiem na forum Onetu. Cytuję „Najlepiej jak w ogóle nic nikogo nie obchodzi. Jak wszyscy i wszystko mają w dupie” (Michał Kozłowski).


Cóż, stwierdzenie pana Kozłowskiego jest jednoznaczne i wydaje się niegodne, gdy chodzi o interes własnego narodu. Oczywiście tyle wynika z definicji tego, co ten pan napisał, pozostaje jeszcze wypełnić jego wypowiedź treścią, czyli zrozumieć, dlaczego on tak uważa. Tego, to ja oczywiście nie wiem, ale nie ukrywam, że bardzo często dochodzę do tego samego wniosku pisząc tutaj felietony za friko, gdybym bowiem robił to za pieniądze, to brałbym swoją wierszówkę i sprawiedliwie miałbym w d… wszystko, co ludzie o tym myślą dlatego, że teraz - niezależnie od wagi poruszanego problemu, to oni mają wszystko tam, gdzie słońce rzadko zagląda.

Dbałość o dobre imię swojego narodu, wydaje się oczywistością w przypadku każdego znanego mi narodu z wyłączeniem… mojego własnego. Nie kwestionowaną palmę pierwszeństwa w tym rankingu przyznaję zaś „narodowi wybranemu”, który wyjątkowo skutecznie dba o swoje interesy i przedstawia nas w wyjątkowo złym świetle, a ponieważ ja sam nie jestem w tej materii żadnym autorytetem głosząc takie obrazoburcze dla wielu – nie wiedzieć czemu uznających się za takie tuzy moralności, to powołuję się na treści zawarte w książce historyka i badacza stosunków polsko – żydowskich jakim jest pani dr. Ewa Kurek. Ktoś powie - idiota, przeczytał jedną książkę i się tutaj wymądrza. A więc po pierwsze, czy moi ewentualni interlokutorzy też przeczytali „Poza granicą solidarności, stosunki polsko – żydowskie 1939 – 1945” ? Zgoda, i to nie wiele, przynajmniej jako hasło, ale wspomniana książka w znacznej części składa się z napisanych „drobnym druczkiem” odnośników do źródeł – często żydowskich, z których wyłania się nam świat jakiego nie znamy, a który wszyscy powinniśmy poznać, zanim wypowiemy słowo w wiadomej sprawie.

Niestety, ale jestem przekonany o tym, że nawet ci, którzy odwiedzają bibliotekę w Gnieźnie lub okolicy, wspomnianej pozycji nie wypożyczą „z marszu” bo jej po prostu na półkach wspomnianych bibliotek nie ma, a egzemplarz który czytam, pochodzi z Biblioteki Wojewódzkiej w Poznaniu.

Reasumując problem „polskiej odpowiedzialności” za holokaust, trzeba najpierw stwierdzić, że: polscy Żydzi przed wojną  byli w swojej zasadniczej części Polakami tylko z racji posiadania obywatelstwa R.P. ale w żaden sposób nie identyfikowali się z jej interesem narodowym ani państwowym i po zajęciu jej terytoriów przez okupantów, przystąpili - w przypadku Rosjan do kolaboracji, a w przypadku Niemców, wbrew panującym wokół tej sprawy mitom, zabiegali… o autonomię na terenie okupowanego państwa, którego byli formalnie obywatelami. Brzmi to nieprawdopodobnie i jest pewnym uproszczeniem, ale prawdą jest to, że do czasu „ostatecznego rozwiązania”, to w żydowskich gettach było bezpieczniej, niż na aryjskiej ulicy. Tego typu kwiatków mógłbym podać więcej, ale będę się skracał i nawiążę do obecnej sytuacji prawnej współczesnego Izraela. Otóż w myśl obowiązującego tam prawa, każdy Żyd, który w czasie okupacji dopuścił się DOWOLNEGO świństwa wobec swoich współbraci, jest wolny od winy, jeżeli działał w obliczu zagrożenia własnego życia.

Otóż ja się pytam, czy Żydzi znają jednego chociaż Polaka, który w jakikolwiek sposób pomógł Żydowi i był w oczach niemieckiego prawa wolny od wyroku śmierci na miejscu, bo ja takiego nie znam.
Informacjelokalne.pl