http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Wakacje

Wyróżniony Wakacje

I znowu mamy wakacje. Mój Boże, które to już z kolei? Jak się tak dobrze zastanowię, to jestem w stanie naliczyć ich już grubo ponad 40, przy czym co najmniej kilkanaście z nich spędziłem jako uczeń i student. Pozostałe zastały mnie niejako po dugiej stronie barykady, czyli jako pedagoga.


I właśnie jako pedagog, od prawie 30 lat, obiecuję sobie, że każde nadchodzące wakacje będą wyjątkowe, jedyne w swoim rodzaju, niepowtarzalne, inne niż wszystkie. Uczciwie muszę jednak przyznać, że moje upodobania co do wakacyjnego wypoczynku bardzo zmieniały się też przez wszystkie te dziesięciolecia.
    
Na początku wszystko było jasne i proste. Jak wakacje to – wiadomo – góry i morze. Góry papierosów i morze piwa oczywiście. Bardzo szybko jednak uświadomiłem sobie, że takie spędzanie zasłużonego letniego wypoczynku jest bezproduktywne, bezsensowne i beznadziejnie głupie.
    
Z jednej skrajności popadłem w drugą i następnego lata wybrałem się na pieszą pielgrzymkę do Częstochowy. Ileż ja wtedy zwiedziłem interesujących stodół, ile zagajników i porośniętych krzakami rowów?! Z kolei otarć, bąbli i odcisków miałem tyle, ile w całym swoim do- i popielgrzymkowym życiu. Zresztą, naszła mnie wtedy taka refleksja, z pozoru wydawałoby się błaha, choć tak naprawdę ważna dla mnie i głęboka.
    
Otóż, jakoś tak u wrót Jansej Góry, ni stąd ni zowąd, zrodziło się w mojej głowie takie oto pytanie, a mianowicie: czy ja chciałbym, żeby moje ukochane dzieci na wielką uroczystość rodzinną przyszły do mnie pieszo, zmęczone i brudne, z bąblami i odciskami na nogach, czy może raczej wolałbym, żeby przyjechały wygodnym autem, zdrowe, czyste i wypoczęte?! Odpowiedź momentalnie nasunęła się mi sama, była tak oczywista, że na kolejne wakacje postanowiłem po prostu uciec, „wsiąść do pociągu byle jakiego”, wyjechać jak najdalej, oderwać się od rzeczywistości i od „swoich” miejsc, zmienić znajomych, kuchnię, kraj, a najlepiej klimat.
    
Na początku było super,  z czasem jednak sprawy zaczęły się gwałtownie komplikować. Okazało się bowiem, że gdziekolwiek bym się pojawił, tam natychmiast miejscowym mieszkańcom zaczyna się – mniej lub bardziej – komplikować życie.
    
Przykłady? Proszę bardzo! Pojechałem na Krym, minęły 3 lata i Rosjanie przyłączyli półwysep „do macierzy”. W następnym roku wybrałem się do Grecji, dzisiaj kraj ten jest na skraju bankructwa. Odwiedziłem Turcję i do jej granic od strony Syrii i Iraku niebezpiecznie zbliża się wojna. Wybrałem się do Szkocji, ledwo minęło kilka miesięcy i kraj ten ogłosił referendum w sprawie wystąpienia ze Zjednoczonego Królestwa.
    
I teraz mam wielki problem, na początku sierpnia planuję dwutygodniowy wypad w Polskę. Boję się jednak, że jak wrócę, to nie zostanie tutaj kamień na kamieniu. Ba, wczoraj zatelefonował do mnie sam On – Prezydent Bronisław. Prosił, żebym nie wyjeżdżał, przeżywa niesamowity stres, boi się, że może stracić swój prezydencki stołek!
    
A tak w ogóle to bardzo niesprawiedliwy jest fakt, że nie możemy cofnąć i zresetować swojego życia, a taki z pozoru głupi kot, ma aż siedem żyć i... siedem razy więcej wakacji oczywiście.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.