http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpghttp://informacjelokalne.pl/images/banners/nbaner01.jpg

Jak świnia z osłem

Wyróżniony Jak świnia z osłem

Ludzie mają skłonność do przypisywania swoich negatywnych cech, Bogu ducha winnym zwierzętom. Sądzę że nikt nie potrafi mnie racjonalnie wyjaśnić, czemu poczciwa świnka ma byś synonimem „świńskiego” czyli obrzydliwego moralnie zachowania, a kłapouchy osiołek ma być uosobieniem  głupoty, ale póki tak jest, ja skorzystam z tych synonimów, aby uniknąć kłopotów. Wszystkie zaś świnie i osły prawdziwe, serdecznie przepraszam.


Otóż posługując się tą Ezopową konwencją chcę powrócić do smoleńskiej tragedii i nieudolnie powiedzieć, jak to dzisiaj widzę.

Osiem lat temu z warszawskiej łąki wystartował wielki orzeł i skierował się do niegdyś polskiego Smoleńska, aby oddać hołd ofiarom ruskiego barbarzyństwa. Orzeł to był nie byle jaki, bo w swoich trzewiach niósł godną czci elitę polskiego establishmentu, a jako taki, był zaopatrzony w obrożę telemetryczną dalekiego zasięgu, która pozwalała jemu utrzymywać stały kontakt z rodzinnym gniazdem. Nie bez znaczenia było to, że orzeł wzniósł się w powietrze z pewnym opóźnieniem i kiedy eskortująca go zdalnie baza przekazała jemu wiadomość, że nad planowanym  lądowiskiem w Smoleńsku rozłożyła się gęsta mgła i nie ma tam warunków do bezpiecznego lądowania, to na pokładzie rządowego orła nastąpiła konsternacja. Jak to? Przecież na lotnisku czekają nas delegacje, które dotarły tam wcześniej drogą lądową i wszystko jest już dopięte na ostatni guzik, aby rozpocząć uroczystości nie tylko ku czci, ale i ku kolejnej wiktorii wyborczej Pana Prezydenta. O zmianie miejsca lądowania nie było nawet mowy, bo takiej opcji nikt wcześniej nie przewidział, a po wtóre, nie było na to czasu.

Według powszechnie dostępnej wiedzy, lotnisko w Smoleńsku zostało dawno temu zamknięte i nie spełniało  już żadnych współczesnych standardów. Co najwyżej nadawało się do lądowania wron i innych, nie koniecznie drapieżnych ptaków, które  doskonale sobie radzą bez ILSu i innej aparatury naprowadzającej je na kurs i ścieżkę. Warunkowe otwarcie lotniska przez Rosjan odnosiło się zaś  do normalnej, czyli pozbawionej złej widoczności pogody, przy której nawet najlepiej wyposażone porty lotnicze na całym świecie, są czasowo zamykane i nie przyjmują ani nie wysyłają od siebie żadnych statków powietrznych. Ruskim błędem, ale wynikającym ze szczególnej sytuacji było to, że lotniska nie zamknięto, tylko pozwolono polskiej załodze przelecieć nad nim na bezpiecznej wysokości. Bezpiecznej, czyli takiej, która wykluczała koszenie drzew na podejściu: do czego? Na lądowanie przecież żadnej zgody nie było. Miłośnicy wszelkich teorii spiskowo wybuchowych muszą więc  najpierw wytłumaczyć ludziom racjonalnie myślącym jak to się stało, że samolot zanim skosił wcale nie pancerną brzozę, najpierw wyrąbał widoczny na każdym zdjęciu kanał w porastającym teren przed lotniskiem zadrzewieniu, a dzielni piloci – co doskonale słychać na nagraniu  z rejestratora lotu, spokojnie odliczali w tym czasie, ile ich jeszcze dzieli od ziemi, której z oczywistych względów nie widzieli.  Mnie osobiście najbardziej szokuje i wyjaśnia wszystko „bojowy” i dwukrotnie powtórzony okrzyk na K, kiedy już zrozumieli, że ich chwile są policzone. Czy tak by postąpił ktoś, kto właśnie usłyszał niesłyszalny wybuch? Niesłyszalny, bo nie zarejestrowała go żadna aparatura, ani ruska, ani polska. Zanotowała tylko k…!, k…!

I tutaj dochodzimy do roli świni i osła w całej tej awanturze. Świnia, kimkolwiek ona  jest, na pewno nie wierzy w żaden zamach, ale dla zasady – jak to świnia, cały czas próbuje pozyskać możliwie duże stado osłów, które podziela jego coraz to inne idiotyzmy. Dzisiaj czytam, że w skali kraju mamy 20% takich „osłów”, to nie wiele więcej niż zwolenników płaskiej ziemi i już nawet uzależniona od pro smoleńskiej władzy prokuratura, odcina się od bredni wygłaszanych przez  pierwszego kapłana „religii smoleńskiej” i jego akolitów, którzy po ośmiu latach „badań” ani niczego nie znaleźli, ani nie udowodnili.

Ja nie mogę pisać bez końca, ale znam wiele przykładów potwierdzających zasadę, że każda „tajemnicza” sprawa po rozwiązaniu… okazuje się być bardzo prosta, a powód jej zaistnienia - banalny.

Jakkolwiek Czytelnicy odbiorą mój tekst, ja proszę Ich o jedno. W żadnym razie nie robię sobie żartów z tej tragedii, w której uczestniczyło tylu niczemu nie winnych ludzi. Cześć ich pamięci!
Więcej w tej kategorii: « Bieg Europejski Baby, ach, te baby... »

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.