http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpghttp://informacjelokalne.pl/images/banners/nbaner01.jpg

Zrzutka na klimatyzację

Wyróżniony Zrzutka na klimatyzację

To, że upały szkodzą wiadomo od dawna, ale że aż tak? Tego się nie spodziewałem.  Nie ukrywam, że tekst który zamierzam napisać, powstaje pod wpływem nie wygaszonych emocji i chociaż jest on już drugą wersją podjętego na świeżo po lekturze „Zrzutki” tematu, to na pewno będzie on dla kogoś obraźliwy, a dla mnie samego niezręczny ze względu na to, że pewnie zawiśnie obok swego „pierwowzoru”.


Pisać możemy o wszystkim i za wszystko sami odpowiadamy, oczywiście. Rzecz w tym, aby przyjmując formę sugerującą, że to co robimy nie jest przedmiotem naszej konfabulacji, tylko jest odniesieniem do konkretnych osób i zdarzeń - a tak to sam odbieram - i tak do poruszonego tematu nawiązuje komentator, który nawet sytuuje bohaterów politycznie. Tak czy siak, zawsze dobrze jest nie przesadzać w treści, oraz wziąć poprawkę na kontekst. Czy więc felieton „Zrzutka” był napisany na okoliczność Dnia Matki, czy też z okazji Dnia Dziecka? Tego to ja doprawdy nie wiem, ale oba te terminy pasują mi jak smark to rękawa dlatego, że zarówno o wydumanej matce (chyba jednak Autor nie pisze o konkretnej kobiecie, a jeżeli tak, to tym gorzej) ani o konkretnych dzieciach dlatego, że takich po prostu nie ma. Dlaczego nie ma? Otóż dzieci i dorośli bywają różni, to fakt, ale pomimo siedemdziesiątki do której dobijam, nigdy nie spotkałem się z taką lawiną altruizmu i to w stosunku do pospolitych chuliganów, jakich Autor „Zrzutki” nam prezentuje. Nie mam też pojęcia, jak te dzieci same się wychowały, kiedy wyrodna matka „wcale się nimi nie przejmowała” - to jakiś ewenement na skalę światową. Mówię tak na podstawie doświadczenia, a nie dlatego, że chcę kogoś os… Dzieci bez opieki same się nie wychowają, to oczywiste. Może więc chodzi o wilczycę kapitolińską? No dobrze, ale ta wychowała tylko dwoje.

Nie mam pojęcia skąd Autor tego felietonu czerpał natchnienie, ale szczerze wątpię w to, że zaznał uroków życia w pegeerze od podszewki. Ja sam spędziłem na pegeerowskiej wsi całe trzynaście lat i widziałem tam rozmaite  rodziny i matki, ale każda z nich, niezależnie od tego czy paliła (na pewno w piecu, bo gazu tam nie było) i czy piła czasem wino, na co dzień musiała zdrowo zapierdzielać. Wiosną i latem przy przydzielonych każdemu morgach buraków i przy pielęgnacji deputatowej działki swoich pyrów. Mówiąc krótko. Każdy mógł sobie zapalić i wypić, a trochę odpocząć zimą, ale aby na wsi przeżyć, każdy musiał oprócz pracy zawodowej prowadzić swoje małe gospodarstwo przydomowe przez cały rok, bo bez niego na realnej wsi żyć się po prostu nie dało, a o żadnych plusach, to nikt wtedy nie słyszał, więc mieszanie plusów z pegeerami, to nieporozumienie. Zwyczajowo też obsługą rodzinnego „chdziajstwa” zajmowały się głównie „nie pracujące” kobiety…

Drugim leitmotiwem „Zrzutki” jest ośmieszenie dużej rodziny. To, dla Autora tego tendencyjnego tekstu nie na czasie, jest częścią przypisanej „pegeerowskiej rodzinie” patologii, i to jest rzecz smutna i głupia zarazem, bo wszyscy o tym wiemy, że realny problem jest dzisiaj diametralnie inny, a każdy odpowiedzialny za swoje czyny i słowa człowiek wie, że należy robić wszystko, aby grożącą nam katastrofę demograficzną odwrócić własnymi siłami. Alternatywą jest napływ imigrantów, którzy rychło wesołych głosicieli obłędnych teorii o pomyłkowym zażyciu pigułek uspokajających, nauczą języka Beduinów i stosownego do ich kultury moresu. Dzisiaj Polska ze swoim wskaźnikiem urodzeń wynoszącym 1,33 na kobietę, zajmuje 212 miejsce na 224 na świecie i zmierza wprost ku samozatraceniu. W samej Europie zajmujemy pod tym względem drugie miejsce… od końca.

Zaczadzony poprawnością polityczną Zachód, już trzeźwieje i np. zrewoltowane sytuacją Włochy, chcą odprawić całe rzesze swoich „gości” i wprost stawiają na własne,  wielodzietne rodziny, bo najpierw trzeba się urodzić, a potem w określony sposób zaistnieć. Gwarancji zaś na to, że  dziecko urodzone nie na przysłowiowych pegeerach - których już nie ma - i to jako jedynak w bardzo przykładnej, miejskiej rodzinie, nie wyrośnie na „kolejarza”, nie ma żadnych. Dla przykładu, w  Czerniejewie był kiedyś Państwowy Dom Dziecka, do którego trafiały dzieci z  „patologicznych pegeerów” ale i z inteligenckich rodzin królewskiego miasta Gniezna, Poznania i nie tylko, a pomimo tego że był on socjalistyczny, to jego wychowankowie robili różne apolityczne kariery. Od księdza po biznesmena – autentycznie! KAŻDE polskie dziecko, to skarb swojej  Ojczyzny, niezależnie od tego, gdzie i w jakiej urodziło się rodzinie.
Więcej w tej kategorii: « Wojna Codzień »

1 komentarz

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.