http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Wakacje 2018

Wyróżniony Wakacje 2018

Chwała niech będzie Najwyższemu, że pomyślał o biednych uczniach, rodzicach oraz nauczycielach i obdarował ich/nas wakacjami! No, bo przecież taki czas, wolny od pracy, w dodatku w samym środku upalnego lata, to naprawdę wspaniała rzecz. Jedna z niewielu okazji, w przeciągu całego roku, żeby wyjechać dokądś z rodziną i odpocząć.


Niestety, zawsze jest tak samo, początkowo planuję wyjazd do Gdańska, Gdyni, Sopotu lub innego Helu, ale potem okazuje się, że nie są to miejscowości na moją kieszeń. Adriatyk, Morze Czarne czy Egejskie, zdecydowanie tańsze, odpadają ze względu na zbyt długi i kłopotliwy dojazd. Trzeba szukać innego rozwiązania.
    
Pakuję więc żonę, dzieci, walizkę i jedziemy w miejsce ciche, spokojne i zupełnie zapomniane przez Boga, gdzie nie ma nawet telewizji, że o podsłuchach już nie wspomnę. Aż się nie chce wierzyć, że są jeszcze w Polsce takie miejsca! Czujemy się tam naprawdę świetnie, spędzamy ze sobą masę czasu i – o dziwo – nie jesteśmy sobą znużeni, a już na pewno nie tak, jak Sowa swoimi „przyjaciółmi”.
    
Wracając jednak do wakacyjnego wyjazdu, chodzimy sobie na długie rodzinne spacery, i to nie tylko po bułki i mleko. Podziwiamy lato we wszystkich jego odmianach (także afrykańskie upały) i detalach. Zachwycamy się porośniętymi świerkami pagórkami, spokojną – gładką jak lustro – tonią pobliskiego jeziora, podziwiamy obsypane tysiącami kolorowych kwiatów zielone dywany łąk (dopóki nie wtargną na nie hałaśliwe, niszczycielskie kosiarki), bezmierne pola „posrebrzane pszenicą i pozłacane żytem” i wreszcie najzwyklejsze dzikie krzaki, które pod wieczór – gdy zaczyna robić się ciemno – przybierają sylwetki skradających się baśniowych potworów czy złoczyńców. I jeszcze te pajęczyny, obciążone o poranku kroplami rosy – prawdziwe arcydzieła sztuki tkackiej.

Kompletnie zrywamy też kontakt ze światem zewnętrznym. Tak się bowiem szczęśliwie składa, iż mój nowy telefon komórkowy upadł mi ostatnio tak nieszczęśliwie, że pękła antena (chyba?) i kompletnie tracę zasięg, a rodzina – w geście solidarności – wyłącza swoje aparaty. Jesteśmy więc tam naprawdę odcięci od wszelkich informacji. Momentalnie znikają wszelkie kłótnie i spory, przestajemy śledzić polskie polityczne bagienko, nie wiemy co tam znowu „wymyślił„ prezes, co „odkrył” IPN, co znowu palnęli ministrowie lub marszałek, a na nich – jak powszechnie wiadomo – zawsze można liczyć! Nie znamy treści kolejnego oświadczenia Macierewicza (mam dowody na to, że..., ale nie mogę ich ujawnić!). Przestają tam docierać do nas informacje o rankingach ugrupowań politycznych, o zbliżających się wyborach samorządowych, o politykach, „politykach” i celebrytach oraz o wszystkich pozostałych nieszczęściach tego świata.
    
Jedynym miejscem, w którym ewentualnie wracają dawne wspomnienia (demony?!) jest miejscowy sklep spożywczy. W nim bowiem, każdego dnia, grupa co najmniej kilkunastu raczej mężczyzn (płeć w kilku przypadkach trudna do ustalenia!) spożywając olbrzymie ilości nalewek i innych tanich win, opracowała nową koncepcję polityki wewnętrznej oraz zagranicznej nie tylko dla Polski, ale i dla całej Unii Europejskiej. Ponadto mają oni tam wypracowane plany uzdrowienia polskiej gospodarki, oświaty, służby zdrowia, a nawet naszej reprezentacji piłkarskiej na etapie „ponawałkowym”. Nieodparcie kojarzą mi się oni z pewną ławeczką z popularnego polskiego serialu, chociaż nie są aż tak inteligentni i ogólnie raczej zdecydowanie bardziej toporni i grubiańscy.
    
Ja z kolei, jestem tam sobą, nic nie muszę, a co najwyżej mogę... Ba, sprawy zajmujące dotąd, w tak znacznym stopniu, mój umysł, okazują się niewarte funta kłaków. Przestaje mnie nawet interesować, co tam nowego w Grodzie Lecha, że o Warszawie czy Brukseli nie wspomnę. I wiecie co? Ja tam jestem naprawdę szczęśliwy.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.