http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpghttp://informacjelokalne.pl/images/banners/nbaner01.jpg

Kler - nadzwyczajna kasta

Wyróżniony Kler - nadzwyczajna kasta

Na wiadomym filmie byłem, ale film to dzieło fabularne.  To co ja tutaj napiszę, nic zaś wspólnego z wymyśloną fabułą nie ma. Sprawa druga – tytuł. Ja napisałem >nadzwyczajna kasta< i pewnie wielu by widziało na końcu tego zwrotu znak zapytania. Czemu więc go tam nie postawiłem? Otóż ja istotnie nikogo nie mogę oskarżyć o przynależność do jakiejkolwiek kasty, bo to nie Indie, tylko Polska,  a czemu użyłem takiego słowa wyniknie z tego, co napiszę w felietonie.


System Kastowy polega na tym, że ten kto należy do kasty wyższej, ma tego który należy do kasty niższej w… dużym poważaniu. Kler w Polsce nie jest jednak żadną kastą dlatego, że w oryginale taka lub inna przynależność kastowa wynika z urodzenia, a przynależność do kleru, z czegoś diametralnie odmiennego, bo z „powołania”. Kończąc te dywagacje związane z jakąś tam kastą, czyli określoną grupą korzystającą z domniemanych przywilejów uważam, że wciąż one nie są jednak czymś  kompletnie wyimaginowanym, chociaż ich skala dzisiaj jest nieporównywalnie mniejsza od tego, z czym mieliśmy do czynienia w czasach mojej młodości. Otóż ja doskonale pamiętam czas, gdy ludzie mówili tak i owak o sprawach Kościoła ale wyłącznie w swoim zamkniętym gronie, na zewnątrz było to zaś istne tabu, o którym mówić, a już pisać, było rzeczą nie pojętą, przynajmniej na takim, parafialnym poziomie. Rzecz oczywista, że wszelkie uogólnienia są rzeczą myląca i według mnie, sprawdzają się raczej w odniesieniu do instytucji, a nie do poszczególnych ludzi, bo ci zawsze i wszędzie są rozmaici. O sprawach do których tutaj nawiążę, pisałem już nie raz. Co więc mnie skłoniło do podjęcia tego tematu po raz kolejny?

O filmie już wspomniałem, ale jest też sprawa nowa, która mnie dobiła poprzez swoją głupotę, której w żaden sposób pojąć nie mogę. Jakkolwiek to zabrzmi, trochę rozumiem powody puszczania kadzielnego dymu w sprawie złota ukradzionego naiwnym ludziom przez miejscowego plebana, o której pisałem tutaj kiedyś, oraz nie dawno w książce Życie przemija, pamięć pozostaje. Każdy bowiem stara się jakoś „zachachulić” niewygodną dla niego sprawę - szczególnie wtedy, gdy chodzi o pieniądze dlatego, że wtedy jakoby nie wiadomo o co chodzi, a poza tym, to było dawno i nikt o tym nie pamięta – czyżby? Zapewniam zainteresowanych, że pamięć jednak pozostaje… Ale, ad rem.

Jak Państwo myślicie. Czy podanie do publicznej wiadomości swojego adresu mailowego przez jakąś instytucję, ba, udostępnienie każdemu zainteresowanemu specjalnego formularza korespondencyjnego! Służy do nawiązania kontaktu z tym, kto się na taki krok decyduje, czy też służy to utajnieniu istnienia tejże instytucji. Oczywista, ze moje pytanie jest tak głupie, że „mózg staje”. Cóż jednak zrobić, kiedy mamy do czynienia z taką właśnie praktyką? Tutaj muszę dodać, że praktyka o której piszę ma już utrwaloną tradycję, a ja ją doskonale i na różnych poziomach przećwiczyłem w sprawie dziadkowego złota, które było najwyższej próby, ale przedziwnym sposobem zamieniło się w nicość.

W „moim” kościele od paru już lat wisi ładna tablica z historią świątyni, do której dostęp ma każdy i w każdej chwili dlatego, że zawieszona jest ona w przedsionku tegoż kościoła, czyli tzw. kruchcie, która od samej świątyni oddzielona jest kratą. Wszystko było by w porządku gdyby na wspomnianej tablicy nie popełniono szczególnie wstydliwego błędu. Otóż nazwisko rodziny kolatora i wielokrotnego fundatora rozmaitych projektów związanych z rozbudową i renowacją kościoła, napisano na niej z błędem. Cóż, błędy zdarzają się każdemu i nie o to chodzi, chociaż jest trudne do zrozumienia w sytuacji, gdy to nazwisko w poprawnym brzmieniu występuje tam wielokrotnie na wielu epitafiach i na mosiężnej tablicy grobowca przed samym ołtarzem świątyni. Sprawy związane z moim miejscem urodzenia zawsze mnie interesowały i zawsze staram się dbać o dobre imię miejsca mojego zamieszkania, które odwiedza również wielu turystów i gości.

W trosce więc o  prawdę historyczna, oraz zwykłą ludzką przyzwoitość, napisałem o tej sprawie grzecznego maila na adres naszej parafii. Jakkolwiek to zabrzmi, raczej się nie zdziwiłem brakiem jakiejkolwiek reakcji, ale po jakimś czasie odszukałem na parafialnej stronie specjalny formularz korespondencyjny i skorzystawszy z niego, otrzymałem z automatu potwierdzenie tego faktu. Niestety, ale od tego czasu minęły już pewnie dwa miesiące, a ja mam tylko odpowiedź bezdusznej maszyny, że moje pismo wpłynęło do pocztowej kasty adresata i tyle tego. Milczenie jest złotem? Ale gdzie jest to złoto? To o którym myślę, miało próbę 900, ale zamieniło się w popiół.

3 komentarzy

  • Szczczepan
    Szczczepan niedziela, 14, październik 2018 13:42 Link do komentarza Raportuj

    Panie Mirku. Czy zna Pan instytucję, która zachowuje się tak irracjonalnie? Ja napisałem wyraźnie, że ludzie zawsze i wszędzie są rozmaici, ale kiedy ja zwracam się z tą samą sprawą do rozmaitych instancji, to również i do różnych ludzi, a skutek wciąż ten sam. Nie chcę tutaj rozwijać wątku, ale proszę mi wierzyć, że tak właśnie jest. Dziękuję za życzenia i też życzę Panu samego dobra.
    Szczepan Kropaczewski

  • Mirek Kowalik
    Mirek Kowalik niedziela, 14, październik 2018 12:42 Link do komentarza Raportuj

    Panie Szczepanie nie wszyscy księża czy szerzej duchowni, czyli też zakonnicy, są tacy, jak ich Pan widzi. Jest wielu księży z prawdziwego powołania. Proszę więc nie wrzucać wszystkich do jednego wora! Miłej niedzieli!

  • Michał Nawrocki
    Michał Nawrocki niedziela, 14, październik 2018 12:27 Link do komentarza Raportuj

    Kościół był zawsze państwem w państwie i nic tego nie zmieni.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.