http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpghttp://informacjelokalne.pl/images/banners/nbaner01.jpg

Balon

Wyróżniony Balon

Trudno to normalnemu człowiekowi zrozumieć, ale faktem jest, że podczas losowania grup eliminacyjnych do najbliższych Mistrzostw Europy w piłce nożnej, Polska była rozstawiona w pierwszym (najsilniejszym) koszyku, a takie dajmy na to, przykładowo, Niemcy… w drugim (słabszym). Dlaczego tak się stało, wiedzą chyba tylko europejscy działacze piłkarscy, chociaż tak do końca nie jest to wcale takie pewne. W stworzonym układzie, wszystkie zespoły z drugiego oraz z niższych koszyków marzyły oczywiście o tym, żeby trafić do tej grupy eliminacyjnej, w której rozstawiona jest właśnie Polska. Mało tego, doszło do tak niecodziennej i kuriozalnej sytuacji, że polska reprezentacja też ponoć chciała trafić na… Polskę!


Tymczasem los/opatrzność okazał(a) się dla nas niezwykle łaskawy(a) i – chociaż nie trafiliśmy na Polskę – dolosowano nam reprezentacje Austrii, Izraela, Słowenii, Macedonii i Łotwy. Działacze, dziennikarze i zdecydowana większość kibiców od razu jednoznacznie stwierdziła, że… jedziemy na EURO 2020. Euforia jaka zapanowała po niedzielnym losowaniu jest w zasadzie porównywalna z tą, jaka towarzyszyła naszej reprezentacji podczas wyjazdu na Czempionat Mira do Rosji. „Nikogo oczywiście lekceważyć nie należy, ale przecież trener Brzęczek grał w Austrii oraz Izraelu i doskonale zna tamtejszy futbol.” – takie  mniej więcej stwierdzenia padały podczas dyskusji w telewizyjnym studiu tuż po losowaniu.
    
Pragnąłbym w tym miejscu przypomnieć, że na rosyjskie mistrzostwa świata jechaliśmy w glorii 8. drużyny świata i w zasadzie w roli jednego z faworytów, że pojedynki z Senegalem (1:2) i Kolumbią (0:3) miały być tylko „spacerkiem”, że bardziej niż rozgrywkami grupowymi martwiono się już tym, na kogo trafimy w 1/8 imprezy oraz w ćwierćfinale.

Rzeczywistość – jak pamiętamy – okazała się o wiele bardziej brutalna, bo nie dość, że przegraliśmy prawie wszystko (1:0 z Japonią, po bramce Bednarka, honoru raczej nam nie uratowało), to jeszcze uczyniliśmy to w tak fatalnym stylu, że tak naprawdę o rosyjskim Mundialu, powinniśmy jak najszybciej zapomnieć. Nawiasem mówiąc, tylko bez posądzania o złośliwość proszę, okazało się, że gra w reklamach jest o wiele łatwiejsza od gry na boisku. Mało tego, od czasu tamtych mistrzostw coś w naszej reprezentacji pękło i to do tego stopnia, że biało-czerwoni w zasadzie do dzisiaj nie potrafią się pozbierać. Zmienił się co prawda trener, ale stare nawyki (podawanie piłki do najbliższego zawodnika i niech teraz on się martwi, co z nią zrobić oraz namiętne wycofywanie futbolówki do własnego bramkarza) pozostały. To chyba cud (i trochę zagmatwane przepisy UEFA), że w eliminacjach do EURO 2020 znaleźliśmy się w 1. koszyku.
 
Balon, który nazywa się „polska piłka nożna” został przed Mistrzostwami Świata w Rosji rozdęty do takich rozmiarów, że kiedy pękł i okazał się być w środku pusty, większość kibiców – z niżej podpisanym włącznie – kompletnie nie mogła zrozumieć, jak to możliwe i jak to się w ogóle mogło stać. Minęło pół roku, emocje opadły, pamięć włączyła „filtr niepamięci” i dmuchanie balonu rozpoczęło się od nowa.

Polska reprezentacja gra tak, że nie da się tego właściwie oglądać – nic to; nasi eksportowi zawodnicy w większości grzeją ławki w zagranicznych klubach – nic to; piłka klubowa leży i kwiczy – nic to; trener drużyny, która w europejskich rozgrywkach nie jest w stanie awansować do rozgrywek grupowych zarabia miesięcznie 150 tys. zł (to średnio tyle, co przeciętny Kowalski przez 2 lata) – nic to; czołowe drużyny polskiej ligi odpadają z europejskich pucharów już w pierwszych meczach eliminacyjnych – nic to; chuligani i zwykli bandyci weszli w role piłkarskich kibiców – nic to!

My dmuchamy balon, bo piłkarski biznes – z wynikami czy też bez nich – musi się kręcić, bo Ekstraklasa S.A. musi na siebie zarobić, bo trzeba zarobić na tego (i innych) trenera, na zawodników, na całą rzeszę działaczy i innych darmozjadów, którzy z futbolu żyją!

Ja jednak, póki co, mówię: beze mnie! Ja nie dmę, ja „mam słabe płuca”, ja zachwycam się skoczkami narciarskimi, podziwiam lekkoatletów, a zwłaszcza lekkoatletki i z prawdziwym utęsknieniem czekam na przepiękną, emocjonującą, wirtuozerską grę naszych wspaniałych siatkarzy.

1 komentarz

  • Witka
    Witka czwartek, 06, grudzień 2018 11:18 Link do komentarza Raportuj

    Ja jednak, póki co, mówię: beze mnie! Ja nie dmę, ja „mam słabe serce”, ja zachwycam się Starostą - Nic nie mogę, podziwiam Bębnistę - wszystko wiedzącego, a zwłaszcza elektoratem KO w radzie miasta i z prawdziwym utęsknieniem czekam na przepiękną, emocjonującą, wirtuozerską parodię rządów w Powiecie i Mieście.
    Odwagi Zbigniew buhahah..

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.