http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Co bez czego…

Niezapraszanie Lecha Wałęsy na rocznicowe obchody związane z powstaniem czy świętowaniem najróżniejszych rocznic i wydarzeń NSZZ Solidarność, jakoś wcale mnie nie dziwi. Pamiętałem bowiem, jak wiele lat temu, ówczesny prezydent Lech  Kaczyński nie zaprosił do Pałacu Prezydenckiego Adama Michnika, na uroczystości obchodów 40-lecia Marca 1968 r. Zdarzenia takie, polegające na tym, iż na imprezie czy też rocznicy z okazji jakiejś tam okazji brakuje jej głównego bohatera, centralnej i najbardziej znaczącej postaci, niczym w kultowym „Misiu”, zrodziły nową świecką tradycję.

Upał i piramidalna głupota

Dookoła nas wszechobecna martyrologia: wojny, powstania, cierpienia, więzienia i prawie zawsze przepiękne bohaterskie… porażki! Tymczasem mnie w tym coraz mniej strawnym nacjonalistyczno – religijnym sosie i taplającymi się (czytaj: lansującymi) w nim politykami zastanawia coś zgoła innego, krańcowo różnego i odmiennego, a mianowicie... klimat. Upały, które panują od prawie dwóch tygodni, a w ostatnich dniach szczególnie dokuczliwe, spowodowały, że zmianę klimatu może dostrzec naprawdę już każdy. Nie da się dłużej ukrywać, że klimat naprawdę się zmienia. I to w zastraszającym, geometrycznym postępie i tempie.

Wybory, czyli wszystkie chwyty dozwolone

Z wyborami jest tak, że one to w zasadzie nigdy się nie kończą. Ledwo opadnie kurz (i emocje) po jednych, a już na horyzoncie pojawiają się kolejne. Taka „The NeverEnding Story” – chciałoby się powiedzieć. Nie inaczej jest i tym razem. Wybory do Parlamentu Europejskiego ledwo przeszły do historii, a na horyzoncie już pokazały się kolejne, tym razem parlamentarne. A tak całkiem już przy okazji, w Brukseli runie mit o niespotykanej urodzie Polek…

Polszczyzna – Ojczyzna?

Ja wiem, że pewnie jestem monotematyczny, ale tak jakoś mnie natkło po tych ostatnich wyborach, że i ja postanowiłem włanczyć się w ten szlachetny nurt. Otóż, dołanczając się do ogólno-narodowego trendu składania sobie nawzajem życzeń, a po odbytych niedawno wyborach do parlamentu europejskiego w szczególności, to ja właśnie pragnąłbym wszystkim – niezależnie od tego czy się dostali czy też nie – serdecznie pogratulować oraz z całego serca życzyć wszystkim samych szczęśliwych dni w nowej części powyborczego dwutysięcznego dziewiętnastego roku. W temacie poprawności języka polskiego jesteśmy mistrzami, więc jako dodatkową atrakcję w tymże dwutysięcznym dziewiętnastym anno domini roku proponuję zorganizowanie konkursu języka polskiego dla wszystkich chętnych mieszkańców naszego sercowo-europejskiego kraju.

Futboliści

Jak sportowa Polska długa i szeroka, wszędzie słychać „Piast Gliwice mistrzem jest!”. No, może poza Warszawą, ale tam zawsze wszystko jest inne, niż w pozostałych rejonach kraju (dla warszawiaków czytaj: na prowincji!). Zostawmy jednak najdziwniejszą piłkarską ligę Europy i skupmy się raczej na – też dziwnej, tyle że jakby mniej – reprezentacji.

Jesienny maj a Konstytucja

Środek maja, jesień w pełni… Uczciwie trzeba przyznać, że to rzadkość, nawet w naszej strefie klimatycznej. Zazwyczaj o tej porze roku panowała wyjątkowo piękna, ciepła i słoneczna aura. Wyjątkowo, bo – jak okazuje się w tym roku – maj to jeden z najbardziej okropnych i najmniej sympatycznych miesięcy w 2019 roku. Ponure, „małolistne” drzewa,  szaruga, słota, zimnica, zmrok, przenikliwy wiatr i siąpiący ostatnio deszcz, oto prawdziwa twarz miesiąca, który zazwyczaj uchodził nie tylko za najpiękniejszy, ale nawet za miesiąc – w naszej polskiej (nie walentynkowej) tradycji – zakochanych. Wszystko stoi, co widać zresztą za oknem.

Niepamięć

Słyszałem kiedyś, że… kto prochu nie wymyślił do sześćdziesiątki, już go nie wymyśli. Nie wiedzieć czemu, stwierdzenie to uznałem za „prawdę objawioną” i przyjąłem je dosłownie. Przyjąłem i się… przejąłem. No cóż, czas ciągle przyśpiesza, życie umyka galopem, bliżej pewnie już człowiekowi, niż dalej. A przecież wypadałoby pozostawić po sobie jakiś ślad, zwłaszcza, że gdzieś tam za progiem podstępnie czają się już – dwie nieodłączne francowate siostry – skleroza i demencja.

Oszustwo

Historia ta jest tak niezwykła, niesamowita, niewiarygodna, niesłychana i wprost nie z tej ziemi, że nie tylko trudno w nią uwierzyć, ale nawet ją opisać. No, bo jak niby mamy uwierzyć, że na przełomie XX i XXI wieku, dosłownie na naszych oczach, oszust (oszuści?) potrafił bezczelnie podszyć się pod najważniejsze w państwie osoby, wykonywać ich obowiązki, korzystać z ich przywilejów, odbierać w ich imieniu najwyższe światowe laury?!

Subskrybuj to źródło RSS