http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Nie tylko Wieczorynki Pana Walizki

Wyróżniony Nie tylko Wieczorynki Pana Walizki

Ktoś zapytał: - Co Ty z tego masz, czytasz i grasz swoje bajki w niedzielny wieczór za darmo? Pan Walizka się tylko uśmiechnął. Jest jedną z pierwszych od lat fikcyjnych postaci, która w pewien sposób zaistniała w przestrzeni świadomości miejskiej. Wcześniej był chyba jedynie Bolech z Cierpięgów, tworzony przez profesora Bulikowskiego i Andrzeja Malickiego. No i Szczun z Kareji, też awatar tego samego człowieka co Pan Walizka.


– Z tą przestrzenią świadomości, trochę przesady owszem jest jakaś grupa osób, nie tylko w Gnieźnie, która wie kto to Pan Walizka. Są dzieci, które lubią przyjść, posłuchać bajek albo zobaczyć tego Pana, który nie boi się z nimi wygłupiać. Myślę, że w świadomości gnieźnian bardziej istnieje Pan Boguś. Inna to sfera działania inny odbiorca, pewna fikcyjność osoby realnej – podobna – powiedział nam Jarosław Mikołajczyk nasz redakcyjny kolega.

Od pewnego czasu pojawia się na urodzinach dzieci, by pokazać specjalnie konkretnemu dziecku dedykowaną bajkę, wypełnia też czas, gdy rodzi się przerwa na pieczenie czy gotowanie podczas warsztatów kulinarnych w lokalu w kamienicy po Nakulskim. Wcześniej głównie w duetach z Pawłem J. Bakowskim i Mikołajem Woźniakiem na podobnej zasadzie improwizowania na temat jednej ze swoich bajek pojawiał się na zaproszenie przedszkoli, czasem szkół lub na festiwalach i festynach.

– Mogę powiedzieć, że zaczęło się o dawno temu w pięknej Łomży, kiedy napisałem tę pierwszą bajkę. Sowa i dziadek. W niej nie pojawia się jeszcze Pan Walizka, nie mniej kolega dla którego pisałem tę mimo wszystko bardzo moja i bardzo osobistą bajkę przygotował monodram na Festiwal Teatrów w Walizce. Kiedy zobaczyłem, że na tym festiwalu owszem były takie małe formy teatralne, ale, żaden z teatrów nie pomieściłby się w walizce, to już była prosta droga do Pana Walizki, u którego sama w sobie nie jest umowna czy symboliczna. Cały teatr, a nawet świat Pana Walizki mieści się w Walizce. To jest możliwe tylko, kiedy pojawia się taki fajny stan, kiedy wyobraźnia oglądających i współuczestniczących dzieci współpracuje z wyobraźnią bawiących się opowiadaczy – improwizatorów. W duetach bywa różnie. Myślę, że jest tylko jeden człowiek, z którym dotąd dane mi było pracować, z którym następuje totalna komunia wyobraźni. Kiedy wychodzę z Pawłem Bąkowskim moglibyśmy wymienić się sms-ami tematem działania spotkać się na miejscu zerknąć na to, co każdy zabrał ze sobą i opowieść, zabawa, improwizacja po prostu płynie, a co w tym najlepsze nurt porywa dzieci i płyną z nami. Z Pawłem fantastycznie czuję się w ulicznych takich sytuacjach teatru dziadowskiego – mówi Pan Walizka.

Dalej przyznaje: - Inny charakter miały pierwsze spektakle ze Stanisławem Kubaszakiem, gdzie było mniej miejsca na improwizację i rozbudowane tła muzyczne instrumentów etnicznych w wykonaniu Kubaszaka. Inna ekspresja rodzi się podczas działań z Mikołajem Woźniakiem. Tu improwizacji jest nadal sporo, jednak istnieje pewien czytelny podział zadań. Tu Mikołaj ze swoimi i dudami i innymi instrumentami ma konkretne zadania. Panowie podgrywają z sobą, ale jest czytelne, które części opowieści są przypisane któremu. – Mikołaj to niezwykły młody człowiek. Nie ma i pewnie nie będzie tu tego samego rodzaju chemii jak z Pawłem. Istnieje jednak wiele płaszczyzn, które mogę nabudować tylko w tym zestawieniu. Przygotowana inwazja na Place Zabaw możliwa jest tylko w tej opcji. Tu wracam do młodzieńczych marzeń o wędrownym teatrze. Bo lalkarz nie jest aktorem, to człowiek, który sam tworzy swoje lalki, może gorzej nimi animuje niż zawodowy aktor, ale zna ich serce, bo przecież to on to serce tworzył. Jak nas uczył nestor polskiego ruchu lalkarskiego Stefan Giełdoń:

Chodzi lalkarz światem,
serce w nim rogate,
chodzi z wiatrem z pluchą
z lalką za pazuchą

- Chodzę z Walizką. Czasem jest w niej lalka, czasem lalka staje się dziwna czapka, czyjeś palto, szalik to, co mieści się do walizki. Kiedy szliśmy z Mikołajem na bydgoskich Bulwarach między blokami, dudy wyły, ja krzyczałem, że teatr przyjechał, otwierały się okna w blokach… przypomniały mi się sceny z jakiegoś filmu i szmaciarz wrzeszczący: szmaty, szmaty skupuje, albo ten człowiek, który naprawiał garnki; garnki drutuje! Garnki drutuje!. Poczułem się częścią prawdziwego życia. Dziś pewnie, gdyby komu podziurawił się garnek wyrzuciłby go albo krzyknął na facebooku: kto zna dobry sklep z garnkami, a w odpowiedzi nie krzyknąłby nikt: garnki drutuje! Tylko dostałby linka do aukcji allegro. Ja to rozumiem. Przecież sam wiszę na fb 12 godzin na dobę. Tylko ja mam odtrutkę – Pana Walizkę, który jest trochę niedzisiejszy z tą swoją walizką, z którą często podróżuje pociągiem, a jak jeszcze był w Gnieźnie PKS to i autobusem - powiedział artysta podwórkowy jak siebie określa.

Walizka sama w sobie ma sporą historię. Jarek Mikołajczyk dostał ją od popularnego w Gnieźnie franciszkanina ojca Ace, czyli wieloletniego gwardiana ojca Kaliksta wraz z przedwojennym projektorem filmowym simensa. – Ty zrobisz z tym coś dobrego – usłyszał od ojca Kaliksta Szulista. Parę lat temu to nawet projektor działał. Od blisko 10 lat dobro niesie już tylko walizka. Z Mikołajem Woźniakiem podbili już kilka Placów zabaw między innymi na Festiwalu Koncerty nieoczywiste w Bydgoszczy i na ubiegłorocznym Festiwalu Grajków Ulicznych w Gnieźnie.

Ostatnio coraz częściej Pan Walizka występuje w kameralnych przestrzeniach sam. – Może potrzebowałem nabrać do siebie większego zaufania. To jest tak, nie jestem aktorem, choć kilku ludzi po szkołach, które kończyłem, porobiło eksterny, albo tak jak Przemek Bluszcz skończyli jeszcze lalki we Wrocku i są aktorami, ja nim nie jestem. Bliżej mi do tego korzennego rozumienia lalkarza, (sam sobie sterem, żeglarzem i okrętem) jestem też improwizatorem. Jeśli blisko mi do którejś metody, do czyjegoś spojrzenia na teatr dla dzieci to moim mistrzem jest, był – Jan Dorman. Zresztą prowadzony przeze mnie kiedyś Teatr Dzieci z Chmur był taką moja interpretacja Dzieci Zagłębia. Bardzo lubię takie sytuacje, gdy bajki przedstawiam, a raczej opowiadam z improwizacją teatralną grupie kilku dzieci. To daje tę bliskość, która jest ideą opowiadania bajek, przecież w domach rodzic je właśnie tak opowiada. To pozwala też na takie momenty bardziej poetyckie, przy dużej grupie potrzebna jest inna ekspresja – dopowiada Jarek Mikołajczyk.

Niebawem ukażą się drukiem Opowieści pana Walizki, pod redakcją Dawida Junga, wydawcy i redaktora naczelnego Zeszytów Poetyckich. Ilustracje do książki przygotowała młoda gnieźnianka Zuza Chełek.

Pan Walizka mówi też o tym, że oprócz kameralnych wieczorynek w Gruszce i Pietruszce ul. Rynek 9 – wejście od Tumskiej w Gnieźnie przygotowuje nową aktywność. – To są jeszcze plany, najpierw chcę zrobić lalki, i specyficzny parawan. To ma być nawiązanie do postaci skomorocha, zapomnianej, a bardzo słowiańskiej, może u nas poprawniej byłoby się odwołać do igrca. Wszak pierwszy udokumentowany polski Igrzec czy też Igrc to Igrzec Jurek wiemy o nim z zapisów z w 1235 roku. Myślę, że żeby nie tworzyć zbyt mnogich bytów artystycznych, wpisze się to w działania Pana Walizki. Taki teatr w teatrze Pan Walizka będzie zaczynał spektakl o spektaklu średniowiecznego igrca – skomorocha. Przy czym ten skomoroch nie będzie sprośny, jak to ponoś bywało pierwotnie. W pierwszej kolejności przygotowuję Legendę o cudzie postrzyżyn Mieszka I. Bezpośrednią inspiracją jest dla mnie obraz Józefa Peszki, który jest częścią wystawy Piastów Malowane Dzieje w Muzeum Początków Państwa Polskiego. Niewątpliwie przed tym obrazem chciałbym to pokazywać – przyznaje Jarosław Mikołajczyk.

Jak się dowiedzieliśmy jeszcze na wiosnę tego roku ten jednoosobowy duet Pan Walizka i niesprośny skomoroch ożywiać będą Ławeczkę Zakochanych przy ulicy Tumskiej. Tu pojawi się przypomniana przez Dawida Junga - Legenda o burmistrzance Annie, również w wersji teatralizowanej.

Najbliższe działania Pana walizki już w niedzielę, 3 lutego o godzinie 17.00 w kamienicy po Nakulskim (Gruszka i Pietruszka wejście od Tumskiej). Wstęp wolny. W programie: czytanie bajki literackiej autorstwa Jarosłwa Mikołajczyka oraz występ Pana Walizki.

W specjalnym programie spotkamy też Pana walizkę w Czerniejewie podczas Festiwalu Historycznego „Tajemnice Trzech Stuleci”, który odbywać się będzie od 29 do 31 marca.

Przypomnijmy Pan Walizka, ma na swoim koncie kilka książek-publikacji zbiorowych. Po wydaniu Opowieści Pana Walizki będzie trzecim redaktorem Informacji Lokalnych, pochodzącym z Gniezna, który publikuje autorskie książki, obok Karola Soberskiego, redaktora naczelnego, którego książki historyczne dotyczące regionu cieszą się sporą poczytnością i Dawida Junga, poety i felietonisty.


Fot. Archiwum Pracowni Konserwacji Bajek, 1 x wikipedia

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.