http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpghttp://informacjelokalne.pl/images/banners/nbaner01.jpg

„Hotel pod Wesołym Karpiem” specjalnie dla Teatru Fredry

Wyróżniony „Hotel pod Wesołym Karpiem” specjalnie dla Teatru Fredry

Po ważnej premierze jaką niewątpliwie było „Nasze miasto” - Thorntona Wildera przetłumaczone specjalnie dla gnieźnieńskiej sceny przez Jacka Poniedziałka, zobaczymy u Fredry sztukę napisaną właśnie dla tego teatru. „Hotel pod Wesołym Karpiem” to dramat młodego amerykańskiego dramaturga i reżysera Josepha Hendla, który powstał dzięki programowi „Rezydencje teatralne”.


Nie tylko widzowie Fredry zobaczą w sobotę, 5 grudnia światowe prawykonanie sztuki, ale też spektakl przygotował z aktorami gnieźnieńskiego zespołu sam Hendel. Obok gnieźnieńskich aktorów zobaczymy gościnnie Karola Kadłubca oraz znanego już z „Mostu nad doliną” Sebastiana Perdka. Z aktorów związanych z Teatrem im. Aleksandra Fredry zobaczymy na scenie: Anną Pijanowską, Iwonę Sapę, Macieja Hązłę, Wojciecha Kalinowskiego i Wojciecha Siedleckiego. Scenografię stworzyła Katarzyna Tomczyk, a opracowaniem muzycznym zajął się Maciej Szymborski. Tekst przełożył Jacek Mikołajczyk. Opieka artystyczna to starania Łukasza Gajdzisa dyrektora artystycznego u Fredry. Tyle informacji personalnych.

Prowincja jest, albo jej nie ma - jedynie w głowach
Prowincja, tak naprawdę nie powinna być określeniem pejoratywnym. Nawet arytmetycznie więcej nas mieszka poza Warszawą i Warszawką tym bardziej zatem i kultura w swojej większości dzieje się poza nią. Jeśli spojrzymy na to co w ostatnim czasie dzieje się w jednym z najmniejszych teatrów w Polsce, który jeszcze niedawno był anegdotycznym punktem G, na mapie teatrów w kraju (niekoniecznie w analogii do mitycznego punktu anatomii kobiety) – staje się jasnym, że konsekwencja i odwaga kierownictwa i zespołu musi znosić determinację położenia geograficznego.

Niewątpliwie ważna i ze wszech miar udana premiera nowego przekładu „Kto się boi Virginii Woolf”, bardzo dobry spektakl dla dzieci „Szpak Fryderyk”, ale i wspomniana realizacja Wildera pod kierunkiem Piotra Kruszczyńskiego oraz poprzednia rezydencja, której efektem było brawurowe przedstawienie „Spowiedź masochisty” pokazują przede wszystkim, że Fredro ma jasną politykę repertuarową. Politykę bez kompleksów. Definitywnie wpisuje się w tę, momentami ryzykowną rezygnację z pójścia na łatwiznę. wpisuje się także kolejna premiera, co istotne premiera rzeczy napisanej właśnie dla Fredry. - Prowincja jest w głowach, nigdy tak naprawdę się tak nie zdarza, że ona jest na mapie. Natomiast to co robimy, zresztą nie my pierwsi, bo szlaki przecierali już inni z ogromnymi sukcesami, pokazuje, że można, że można zachęcić ludzi, że dla nas specjalnie napisali, dla małego, najmniejszego teatru w kraju napisali sztukę. Można też zachęcić, żeby przylecieli z drugiego końca świata, żeby ją wyreżyserowali, żeby też tu zamieszkali na kilka miesięcy. Dlaczego robimy te nowe sztuki? Bo chcemy opowiedzieć o współczesności, staramy się mówić współczesnym językiem o współczesnych sprawach. To z natury rzeczy generuje powstawanie nowych tekstów. Oczywiście można też mówić o współczesności tekstami klasycznymi, zwłaszcza arcydziełami, bo ich wartość na tym polega. Niewątpliwie jednak dla żywotności samego teatru czy dramatu ważnym jest by powstawały nowe teksty czy nowe tłumaczenia sztuk, tak byśmy mogli mówić językiem współczesnym, zrozumiałym przez młode pokolenia, które żyją tu i teraz – powiedziała nam Joanna Nowak, dyrektor Teatru im. Aleksandra Fredry.

Częścią czerpania niejako siły przez teatr z tego, że działa poza metropolią, jest paradoksalnie potrzeba działań ważnych i niekiedy odważnych. Poszukiwanie własnych sposobów działania i pewnej odmienności okazuje się słuszną drogą w konkurencji z teatrami dużych ośrodków, które mogą swoje zabiegi opierać na większych budżetach i większych nazwiskach. Z tych zmagań scena Gnieźnieńska wychodziła już zwycięsko za nowej dyrekcji. Wystarczy wspomnieć, że to Fredro a nie Teatr IMKA Tomasza Karolaka otrzymał prawa do premiery nowego tłumaczenia Virginii, które jednocześnie było pierwszym po zmianach jakie wprowadził sam  Albee.

W tę linie działania wpisuje się też program „Rezydencji teatralnych”. Poprzednie przedstawienie zrealizowane w ramach tego programu czyli Spowiedź masochisty czeskiego Sikory wyreżyserowane przez młodą Brazylijkę – okazało się sukcesem. Tym razem Łukasz Gajdzis zdecydował się sięgnąć, po rezydenta również zza oceanu. Zapraszając do współpracy młodego amerykańskiego dramaturga Joe Hendla pozyskał nie tylko reżysera, który pokazał aktorom odmienną metodę pracy, ale też nowy tekst. - Ani przez moment nie sądziliśmy z panią dyrektor by ten pomysł „Rezydencji” mógł nie wypalić. Cieszymy się, że to działa, cieszymy się, że to czego się w jakiś sposób obawialiśmy czyli kwestie językowe czy zderzenie się na poziomie merytorycznym dwóch wizji teatru polskiej i innej nie przeszkodziło w zafunkcjonowaniu rezydencji. Już drugi raz póki co działa to świetnie. Co ciekawe widzę, jakie efekty przynosi to na poziomie aktorstwa, na poziomie pracy całego teatru. Joe w tym roku przyniósł nam aurę, jakiegoś takiego fajnego amerykańskiego relaksu, ale też zabawy z robienia teatru, czegoś co często w instytucji pracującej w jakimś budżecie bardzo pomaga – wyjaśnia Ł. Gajdzis.

Powracająca fala, problem wyobcowania i intuicja artystyczna
Powracające fale, jak się okazuje to nie tylko tytuł kompozycji najwybitniejszego polskiego kompozytora. To także pewne nie zawsze pozytywne zjawiska społeczne. Wydawać się mogło jeszcze kiedy dyrekcja Fredry podejmowała decyzję o tematyce sztuki, którą realizuje „Hotel pod Wesołym Karpiem”, że problem relacji polsko- żydowskich, zwłaszcza w średnim wielkopolskim miasteczku, w którym, Żydzi wyemigrowali jeszcze przed II wojną i jej Holocaustem jest w dużej mierze mało adekwatny i prawdziwy. Jeszcze w początkowej fazie opowiadania o powstającej sztuce przez dyrekcje teatru inaczej rozkładały się akcenty. Analogie raczej przesuwano na problem obcości czy widma uchodźców. Zdarzenia z ostatnich dni w nieodległym bo przecież również zachodniopolskim Wrocławiu: spalenie kukły przedstawiającej Żyda niewątpliwie pokazały wyczucie podskórnych napięć społecznych w kraju i być może w Europie.

- Myślę, że te podziały właśnie nabrzmiewają. Tak samo mogłoby się wydawać, ze Stany najbardziej przepracowały ten problem wielokulturowości i imigrantów jednak okazuje się, że nie. Kandydat republikanów Donald Trump mówi, że trzeba usunąć wszystkich Meksykanów z terenów USA, ponieważ jego zdaniem oni powodują problemy w Stanach. Zauważmy więc, że to co dzieje się  u Nas ta debata dotycząca inności czy imigrantów jest aktualna również w USA. Myślę więc, że problem ruchów społecznych, problem przepływu ludności do różnych krajów jest nierozwiązany i nie mamy na to sposobu. Nie gadamy o tym, a nasz Teatr chciałby na ten temat porozmawiać – przyznaje Ł. Gajdzis dyrektor artystyczny Teatru im. Aleksandra Fredry.

- Wydarzenia we Wrocławiu na pewno miały wpływ na końcówkę sztuki. Jednak nie tylko one. Jestem na bieżąco z wydarzeniami w Stanach Zjednoczonych, gdzie teraz jest kampania prezydencka, dużo się mówi np. o tym, żeby zarejestrowano wszystkich muzułmanów, albo o spisaniu osób pochodzenia iberyjskiego, Latynosów. To też nie jest więc tak, że bardzo prawicowi politycy są tylko charakterystyczni dla Polski. Jest wiele osób na całym świecie które śmieją się z poniżania jednych ludzi przez drugich. Wystawienie tej sztuki jest okazją pokazania, że warto zacząć rozmowę, ponieważ jesteśmy w większości otwarci a nie źli. Ostatnie wydarzenia i w Polsce i na Świecie miały wpływ na koniec sztuki, ale tez utwierdziły nas, że to co robimy jest słuszne - powiedział nam Joseph Hendel, autor i reżyser Hotelu pod Wesołym Karpiem.

Wypuszczone powietrze czyli o trudnych sprawach na wesoło
Jasnym jest, że nie zawsze kiedy się śmiejemy, myślimy lub rozmawiamy na tematy lekkie łatwe i przyjemne. Podobnie jak komediowe przedstawienie trudnych tematów nie musi oznaczać niezrozumienia powagi sytuacji. Niekiedy ośmieszenie nie tyle człowieka, co pewnych zjawisk ze swej natury poważnych czasem budzących lęk, rzuca inne światło. Bywa też, z czym mamy najwyraźniej do czynienia w przypadku „Hotelu pod Wesołym Karpiem”, że forma komediowa, postdellartowska, pozwala wypuścić powietrze, niejako rozluźnić mięśnie twarzy, których napięcie jest tak charakterystyczne dla ludzi ogarniętych nienawiścią.

Wydaje się też, że ta sama komediowa koncepcja mówienia o problemie relacjach polsko-żydowskich pozwala też wypętlić się z rozpamiętywania Szoah, przez współczesnych Żydów. Znajdujemy tego potwierdzenie w jednej ze scen, gdzie młoda Żydówka ze Stanów odwiedzająca Polskę odkrywa w bardzo histeryczny sposób, że w Auschwitz ginęli także Polacy. Anna Pijanowska zresztą w piękny sposób „ja o tym nie wiedziałam, ja nie wiedziałam”. - Wydaje mi się że rozmawianie na tematy trudne na tematy za pomocą komedii jest naturale, zawsze kiedy na takie tematy będziemy rozmawiać na poważnie pozostaną one tematami trudnymi, jeśli jednak będziemy rozmawiać na trudne, poważne tematy w sposób lżejszy, może będziemy mogli na nie spojrzeć w inny sposób – tłumaczył nam Joe Hendel.

Podejmowanie trudnych tematów przez ośrodek taki jak Gniezno, sprawia, że teatr gnieźnieński zaczyna być atrakcyjny dla aktorów z zewnątrz, zwłaszcza tych, którzy oprócz tego, że świetnie wykonują aktorskie rzemiosło, chcą też wykonywać je o czymś i po coś. - Jest dobre miejsce na zrealizowanie, takiej sztuki, ponieważ nie kryję, że jest ona moim zdaniem kontrowersyjna i dość mocna i stawia mocne tezy. Myślę, że dla mieszkańców takiego miasta jak Gniezno, jest to istotne żeby zderzać się z takimi problemami. Gniezno nie jest małym miastem, ale nie jest tak wielkie jak Warszawa, Poznań czy Kraków, myślę ze ten spektakl ma szanse odbić się sporym echem też ze względu na reakcje widzów i krytyków, a myślę, że w Warszawie czy Krakowie, mogłoby to nie przynieść takiego rezultatu. Paradoksalnie przez to, że sztuka jest realizowana w niedużym ośrodku może zadziałać jak taka bomba wrzucona w poważny temat – uważa Sebastian Perdek.   
     
Premiera już w sobotę, 5 grudnia.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.