http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpghttp://informacjelokalne.pl/images/banners/nbaner01.jpg

Co stało się 60 lat temu na ulicach Poznania?

Wyróżniony Co stało się 60 lat temu na ulicach Poznania?

Gnieźnieński dokumentalista po raz kolejny w okrągłą rocznicę ważnego wydarzenia zaprasza na premierowy pokaz swojego najnowszego filmu. Tym razem będziemy mieli okazję poszerzyć swoją wiedzę o fakty związane z historią Poznańskiego Czerwca 1956 roku. Z filmu dowiemy się m. in., kto pierwszy zaczął strzelać i dlaczego, a komentatorami całości będzie dwóch świadków tamtych zajść, którzy mieszkają w Gnieźnie.


Dzisiaj o godz. 18.00 w Centrum Kultury „eSTeDe” przy ul. Roosevelta pokazany zostanie najnowszy film dokumentalny Bogusława Bieleckiego pt. „Poznański Czerwiec 56 – oczami świadków”. Dlaczego temat tego, co wydarzyło się 60 lat temu w Poznaniu jest ważny także dla gnieźnian? - To wszystko jest umniejszane i dlatego zależało mi, żeby pokazać, jak to naprawdę wyglądało. To nie był bunt, to było powstanie. Tam była przecież walka – uważa B. Bielecki.

Trudno było znaleźć świadków tamtych wydarzeń, bo dużo osób mija się z prawdą opowiadając, że brało udział w słynnym zrywie robotniczym w stolicy Wielkopolski. - Takich fantastów jednak szybko można rozpoznać, a mi chodziło o ludzi, którzy autentycznie to widzieli na własne oczy, żeby to skomentowali. Trafiłem jednak na dwóch takich gnieźnian, którzy byli świadkami tego wszystkiego – zdradza B. Bielecki. To właśnie tych dwóch sędziwych dziś mężczyzn są narratorami jego filmu. - Jeden był studentem na ostatnim roku i mówi, że nie włączył się do tego, bo chciał skończyć studia, ale słyszał strzały i widział zabitych. Drugi był tam, jak kończyła się już ta cała walka, był służbowo w Poznaniu, wziął rower i pojechał tam, żeby widzieć to z bliska – opowiada.

Tłem filmu będą także zdjęcia, które znalazły się w wydanym przez IPN w Poznaniu albumie, gdzie zilustrowano wydarzenia z 28 czerwca 1956 roku. - Te zdjęcia były robione przez bezpiekę. Agenci wysłani w teren robili zdjęcia uczestnikom z ukrycia, czyli zza płaszcza albo z teczki. Dużo zdjęć jest z tzw. perspektywy żaby, jak to się mówi, a więc zostały zrobione od dołu. Te zdjęcia operacyjne wykonane na zlecenie UB są naprawdę bardzo ciekawe. Na ich podstawie wyłapywano później tych wszystkich ludzi. Na tym materiale widać, że tego, kogo rozpoznali, to robili nad nim krzyżyk. Około 800-900 osób zostało w ten sposób zatrzymanych i żeby nie było tylko gadających głów w tym filmie, to właśnie poprosiłem tych naszych świadków, aby pokazywali i mówili, gdzie byli i co widzieli właśnie na podstawie zdjęć z tego albumu – tłumaczy B. Bielecki.

Dokumentalista przypomina, dlaczego doszło do wyjścia robotników na ulice i od czego wszystko się zaczęło. - Wtedy nastąpiły podwyżki chleba i cen żywności. Oni doprowadzili do tego, że władza zaczęła z nimi rozmawiać. Stworzyli delegację, która wybrała się na rozmowy z władzą i oni przepadli. Ci robotnicy czekali na tych swoich kolegów. Wreszcie wyszli na ulice i poszli pod komitet, bo uważali, że tam oni są, bo tam poszli na rozmowy. Zdobyli bardzo łatwo ten komitet, przeszukali go, ale okazało się, że tam delegacji nie ma. Pomyśleli, że jak nie ma ich w komitecie, to będą zapewne w więzieniu na Młyńskiej. Zdobycie tego więzienia było już takim punktem decydującym, bo tam właśnie zdobyli broń, a przy okazji wypuścili wszystkich więźniów, w tym niestety także kryminalistów. Okazało się, że tam jednak też nie ma delegacji robotników. Zostało ostatnie miejsce, tj. Urząd Bezpieczeństwa na ul. Kochanowskiego. W tym momencie filmu dowiemy się, kto pierwszy zaczął strzelać i dlaczego, ale tego na razie nie będę zdradzał – zachęca B. Bielecki.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.