http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Margaret – popowy początek Dni Gniezna. Tłumy na Rynku

Margaret – popowy początek Dni Gniezna. Tłumy na Rynku Margaret - fot. J. Mikołajczyk

Dzisiejszy koncert Margaret był tak naprawdę początkiem Dni Gniezna 2015. Wprawdzie przed koncertem gwiazdy odbyła się 4. edycja Kalejdoskopu Talentów, to jednak na koncert Margaret przybyły tłumy. Można powiedzieć, że Rynek był niemal szczelnie wypełniony. To co śpiewa artystka to oczywiście pop w najczystszej postaci, nawet jeśli pojawiają się w nim elementy poprocka czy nawet naleciałości reggae. Bez wątpienia jest to jednak bardzo dobra produkcja, na świetnych brzmieniach i bardzo dynamicznych aranżach.


Delikatnie cukierkowa stylizacja jest w stu procentach świadoma i daleka od nieudolnego kiczu, w który ubiera się niestety wiele polskich gwiazdek młodego pokolenia. Tu mamy do czynienia z kreacją. A fakt, że koncert zakończyło podwójne wyjście do bisów wskazuje, że piosenkarka dała publiczności to, po co przyszła.  

Margaret poza popularnością sceniczną jest chyba także blogerką modową. Stąd zapewne także jej dbałość o kreację również w detalach scenicznych. Wyrazem tego jest zapewne delikatnie cukierkowy styl ubierania się i falujące blond loki oraz białe buty na koturnie. Margaret dba jednak także o takie szczegóły jak designerski biały mikrofon z równie stylowym statywem.

Większość publiczności tuż przy barierkach stanowiła zapewne młodzież gimnazjalna, jednak Rynek wypełnił się całymi rodzinami.

Dobrze się stało, że poza Kalejdoskopem Talentów i krótkiej prezentacji Puchar Świata im. Ove Fundina najważniejszego trofeum żużlowego, nie rozbudowano w nieskończoność programu pierwszego z Dni Gniezna.

Choć płyta Margaret „Add the Blonde”, która wypełniła sporą część koncertu jest anglojęzyczna, na bisach pojawiła się między innymi piosenka „O mnie się nie martw” cover z repertuaru Katarzyny Sobczyk nagrany na potrzeby serialu telewizyjnego.

- Płyta „Add The Blonde” to piosenki w języku angielskim, to jest przecież moje artystyczne dziecko. Taki jest zresztą mój własny repertuar kiedy myślę o piosenkach o ich kompozycji. Po prostu dużo łatwiej mi je tworzyć. W tym języku lepiej czuję się muzycznie. Piosenki wykonałam też po polsku, oczywiście lubię je śpiewać, ale były pisane dla kogoś innego, a przeze mnie śpiewane na prośbę czy w ramach jakiejś współpracy. Osobiście z kilku przyczyn śpiewam po angielsku, ale nie są to jedynie względy marketingowe, raczej chodzi o to, że komponując piosenki myślę w języku angielskim, i przekładanie fraz, które są wymyślone, skomponowane w języku angielskim jest dosyć trudne  – powiedziała nam Margaret.

W krótkiej rozmowie tuż przed koncertem pytaliśmy także Margaret o jej image sceniczny, o to ile w tej kreacji jest jej samej. - Moda to jedna z moich pasji, w tej kreacji faktycznie wszystko wygląda na zrobione do końca, ale to jest w dużej mierze mój własny pomysł na siebie na scenie. Bardzo się tym interesuje, jestem dość kolorową osobą i nie boje się eksperymentować w stylizacjach. W tej kwestii praktycznie wszystko zależy ode mnie – to moja kreacja siebie tak samo ważna na scenie, jak śpiew i muzyka – dodaje wokalistka.

Kiedy zapytaliśmy o to, jaka z postaci popkultury czy świata mody jest ikoną do której się odwołuje, po chwili wahania Margaret odpowiadała: – Oj to trudne tak od razu powiedzieć, ale na pewno taką osobą jest Miroslava Duma, rosyjska fashinistka. A ze świata muzycznego niewątpliwie Gwen Stefani jest mi modowo bardzo bliska – zdradziła nam artystka.

Zawodowa obsada muzyków, rzetelne brzmienia i bardzo dobry kontakt Margaret z publiką, do tego popularność wykonywanych przez nią piosenek i sięganie po właściwe covery – to było to, co porwało publiczność.

Długi koncert został bardzo żywiołowo przyjęty przez tłum na gnieźnieńskim Rynku. Istne szaleństwo niemal na wszystkich piosenkach. Niezależnie od tego, że jak każdy plener był to koncert na którym wykonawca gra niemal koncert życzeń serwując hit za hitem. Margaret potrafiło zbudować dramaturgię koncertu, żonglując nastrojami i zmianą tempa kawałków, potrafiła też zwolnić, usiąść wraz z gitarzystą, w tym czasie perkusista siadł na Cajonie a klawiszowiec chwycił za melodykę. To jednak dopiero w pierwszym wejściu do bisów podniosła temperaturę koncertu wykonując między innymi „Thank You Very Much” i „O mnie się nie martw”. To co znamienne, mimo oficjalnego zamknięcia koncertu przez prowadzących, po długim skandowaniu przez publikę Margaret pojawiła się jeszcze raz na scenie nie po to by się ukłonić ale by jeszcze raz zaśpiewać.

Komentarz od autora
   To co dość znaczące: prezydent pojawił się na scenie tylko na moment i to przy prezentacji pucharu, wyszedł w t-shircie z napisem „Gniezno lubię to miasto” i gustownej marynarce. Nikogo nie błogosławił, nikomu nie przyznawał medali milenijnych, ani nie rozdawał ikon św. Wojciecha. Słowem nie było „miszczu” i nie było towarzyskiej siary i obciachu.
   Był za to: pełen Rynek (w sporej części wypełniony przez młodych ludzi), było bardzo dobrze wykręcone brzmienie i długi, dobry popowy koncert. Były też podwójne bisy. To kompletnie nie ma znaczenia czy była to muzyka, której słucham na co dzień. No oczywiście przyznaję, że w moich płytach nie znajdziecie płyt Margaret. Raczej Fisza, Molesty, Maleo czy Włodka Kiniorskiego lub Pink Freud i Marleya. Ale dobry zawodowy koncert festynowy to po prostu dobry zawodowy koncert. A Rynek podczas Dni Gniezna to nie Filharmonia czy Jazz Jambore ani nawet Reggaeland.  

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.