http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Koncert UFly – bez tłumów, ale z energią

Dzisiejszy koncert poznańskiej grupy UFly, który odbył się w ramach Dni Gniezna nie przyciągnął na gnieźnieński Rynek takich tłumów, jak wczorajszy występ Margaret, czy jakich można się spodziewać na jutrzejszych koncertach Turbo i Afromental. Nie znaczy to jednak, że był to występ nieudany. Przeciwnie. Ci, którzy zdecydowali się przyjść bawili się świetnie. A sami muzycy już zapowiedzieli, że wrócą do Gniezna jesienią, gdy wyruszą w trasę koncertową po klubach muzycznych.


Założony w 2004 roku zespół ma na koncie trzy płyty studyjne oraz jedną koncertową. Po zmianach, jakie zaszły w 2012 roku grupa aktualnie działa w składzie Marcin Kujawa – wokal, Szymon Dwornik – gitara, Łukasz Ratuszny – perkusja. Na koncertach towarzyszą im Piotr Tarnawski - bas oraz Qlhead – elektronika.

W 2010 otwierali koncerty legend rocka – Slade i Budgie. Wystąpili też jako suport przed poznańskim koncertem Alicii Keys w 2013 roku. Koncertowali m.in. w Wielkiej Brytanii, Holandii, Holandii, Szwajcarii, Danii, Czechach i Słowacji. W Gnieźnie zagrali po raz drugi w tym roku. Wcześniej można było ich usłyszeć podczas koncertu walentynkowego.

Choć występ UFly nie zgromadził na Rynku tłumów, to trzeba przyznać, że publiczność bawiła się świetnie. Energetyczne, rockowe brzmienie, przyprawione elektroniką bardzo dobrze sprawdziło się w warunkach koncertowych. Zespół zagrał przede wszystkim utwory ze swojego ostatniego albumu, zatytułowanego „Love Smugglers” wydanego w listopadzie ubiegłego roku. Nie zabrakło więc takich piosenek, jak „Eclipse”, „Get Up”, „Surrender”, czy „Perfect Day”. Niejednokrotnie można było się przekonać, skąd biorą się porównania do takich grup, jak U2, czy Hurts oraz popularność zespołu w Wielkiej Brytanii. Dowodem na to, że niebezpodstawne jest też porównanie do A-Ha był jeden z nielicznych coverów, które można było dziś usłyszeć, czyli „Take on me”, powtórzone później na bis.

Będąc przy coverach, wypada wspomnieć, że bardzo interesujące brzmienie zyskał w wykonaniu UFly nieśmiertelny przebój „Stand by me” zmarłego niedawno Bena E. Kinga. To chyba właśnie tymi swoimi wersjami hitów i energią, jaka płynęła ze sceny zespół ostatecznie „kupił” publiczność tak, że ta domagała się bisów. Muzycy zeszli ze sceny po solidnym, blisko półtoragodzinnym koncercie. Czekali na nich chcący zdobyć autograf i zrobić wspólne zdjęcie fani, których jak można przypuszczać z czasem będzie przybywać.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.