http://informacjelokalne.pl/images/banners/baner01a.jpg

„On był asem wywiadu brytyjskiego, kochał Polskę”

Wyróżniony „On był asem wywiadu brytyjskiego, kochał Polskę”

I Liceum Ogólnokształcące gościło dzisiaj Jarosława Wróblewskiego, autora książki „Gryf”, która została poświęcona Januszowi Brochwiczowi-Lewińskiemu, bohaterskiemu żołnierzowi Armii Krajowej, walczącemu w słynnym batalionie „Parasol”. Spotkanie i rozmowę z gościem „Czytelni na Piętrze” poprowadził gnieźnieński dziennikarz – Jarosław „Mixer” Mikołajczyk, który prywatnie przyjaźni się z autorem publikacji.


Jak się okazuje, publikacja trafiła na półki sklepowe dopiero trzy tygodnie po śmierci samego „Gryfa”, który zdążył jednak całość przeczytać. - Ja czytałem o nim w książce Aleksandra Kamińskiego pt. „Zośka i Parasol” i to dla mnie była ważna książka. Po napisaniu poprzedniej książki zaproponowano mi, przyszły do mnie dwie osoby, które były w takim kręgu jego, to było w 2014 roku. Usłyszałem: „Jarek, chcemy, żebyś napisał o nim książkę, tylko ty możesz to zrobić” i tak podjąłem się tego wyzwania – wspomina Jarosław Wróblewski, dziennikarz portalu fronda.pl i autor książki „Zośkowiec”.

Jak wspomina kilkanaście spotkań z Januszem Brochwiczem-Lewińskim, które odbył celem zebrania materiału potrzebnego do książki? - Nie miałem jakiegoś specjalnego odczucia, że obcuję z kimś wielkim, z bohaterem, tylko wiedziałem, że on ma inny status, bo przecież wchodziłem do domu, w którym jest szabla na ścianie, obrazy, zdjęcia, statuetki i jakaś ogromna ilość orderów. To była taka kapsuła czasu, do której ja wchodziłem, pytałem i słuchałem, ja mogłem go pytać o wszystko – opowiada J. Wróblewski, który wcześniej swojemu rozmówcy ofiarował wspomnianą książkę pt. „Zośkowiec”.

- Myślę, że po jej przeczytaniu zrozumiał, o co mi chodzi, że jest jakimś głosem tych ludzie, ale chciałem napisać książkę pod takim kątem, że to on nas uczy historii poprzez te opowiadania o tych ludziach, które spotkał w swoim życiu, a spotkał ludzi bardzo ciekawych, bo do jego domu, do Wołkowyjska przyjeżdżał mjr Henryk Dobrzański, czyli „Hubal”, do jego szkoły przychodzili ułani, wśród których był Paszke. Był żołnierzem „Zapory” w konspiracji i tam spotkał Adama Borysa Pługa, a w obozie po powstaniu poznał rotmistrza Witolda Pileckiego, gdzieś jeszcze opisuje, jak się minął z gen. Andersem – dodaje.

Podczas krótkiej rozmowy dowiadujemy się, która z historii zamieszczonych w książce zrobiła na samym autorze publikacji największe wrażenie? - Jedna z tych historii jest jakby na pograniczu dwóch światów. Gryf został poważnie ranny w szczękę podczas walk Powstania Warszawskiego i ten pocisk wybuchł mu w buzi, on wtedy przeżył śmierć kliniczną. Widział całe to swoje życie, widział ciało, był nad nim, jakieś delirium przeszedł po prostu, gdzieś płynął, ale potem wrócił do tego ciała. To też pokazało, że on w jakimś sensie walczył o to życie – zauważa J. Wróblewski.

Jago zdaniem, Janusz Brochwicz-Lewiński odkrył w sobie cechy przywódcze jeszcze wtedy, gdy był małym chłopcem. - Chciałem właśnie duży fragment tej książki poświęcić temu jego dzieciństwu i pokazać, skąd biorą się tacy ludzie, bo to nie jest tak, że wybucha powstanie czy wojna i do nich stają jacyś bohaterzy. To jest jakaś próba, do której się powoli dojrzewa, a skąd biorą się tacy ludzie wyjątkowi i szlachetni? Myślę, że w jakiś sposób odczytują, że mają jakieś zadanie do wypełnienia i że potrafią ten swój charakter okiełznać, dokonują pewnych wyborów – dopowiada gość „Czytelni na Piętrze” w I LO.

O bohaterstwie Brochwicza-Lewińskiego świadczy także jego postawa, gdy już po wojnie znalazł się w Wielkiej Brytanii. - On chciał wrócić przecież do Polski, ale nie mógł wrócić i był dość lojalny i konsekwentny, zawsze kochał Polskę. Wiedział, czym jest komunizm i nie dał się temu uwieźć, wiedział, że ten system niszczy Polskę. Będąc już tym oficerem wywiadu brytyjskiego też wiedział, o co tu idzie cała gra i czego my nie wiedzieliśmy. Tu jest ciekawe to jego spojrzenie na Polskę stamtąd, a on był asem tego wywiadu, on tego nie mówi, ale jeśli ktoś jest w ochronie rodziny królewskiej i do tego jest jeszcze Polakiem, to już jest naprawdę górna półka – ocenia Jarosław Wróblewski.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.