Panie Romku przepraszam za tego kaktusa – dziękuje za wszystko inne

  • Napisane przez Jarosław Mikołajczyk
  • Dział: Kultura
  • 1 komentarz
Wyróżniony Panie Romku przepraszam za tego kaktusa – dziękuje za wszystko inne

Kiedy Dawid Jung po tekście, w którym pisałem o żałosnej pustce na pogrzebie poety Tomasza Wincentego Rzepy, zaproponował by wydać „Epitafia pisane piaskiem”, poczułem przynaglenie pamięci o ludziach, którzy są lub byli wartością tego miasta. Jeszcze wczoraj myślałem, że trzeba będzie napisać, że chcę napisać o Szpaku (ks. Andrzej Szpak – duszpasterz hippisów - przypis redakcji)...


Nie przeczuwałem, że spadnie na nas jak grom z nieba, piszę na nas bo przecież ta fala telefonów, sms-ów, z pytaniem, którego nikt z nas nie chciałby zadać przeszyła serca... Słyszałeś o Romku? Nikt z nas nie wietrzył sensacji, to było pytanie zadawane na ściśniętym gardle, raczej z nadzieją, że ktoś odpowie, że to nieporozumienie, że pomyłka...

Właśnie wychodziłem z próby Teatru w Depozycie, jakoś tak dziś było nas mało bawiliśmy się etiudami. Oddaje dziennik, myśląc o tym, czy wreszcie dokończymy „Olbrzyma samoluba” – Oskara Wilde, ciąży mi to najwspanialsze dzieło mistrza, trochę się nie klei... W ułamku sekundy, Oskar Wilde stał się nie istotny.

Chłopaki w portierni mieli dziwnie nietęgie miny. To jednak oni zadali pytanie, nie ja.
- Słyszałeś, że Romek Nowak nie żyje?
Odpowiedzi, tej pierwszej z serca, nie powtórzę – nie cenzuralna było, wyrwała się bez namysłu. Bo jak nie przekląć losu, przeznaczenia czy Boga w takiej chwili? Od dłuższego czasu gdzieś tam rozmawiałem ze znajomymi, właśnie o tym, jak w podstawówce miałem świetnego nauczyciela od muzyki. Wcześniej porażka była jakaś, najpierw pani, na którą wołaliśmy Łaciata, która potrafiła nie schodzić z tonacji tylko gdy wrzeszcząc na ucznia szarpała go za ucho... Jeszcze był jakiś facet, kompletnie nijaki i nie zawsze trzeźwy...

Krótko, może niecały rok, mieliśmy wychowanie muzyczne z młodym energicznym nauczycielem. Czasy były, te które były. Nauczyciel z nieco dłuższymi włosami i brodą – imponowało to nie ukrywam. Tyle to już lat Romku? Nie nie pytaj jak te zajęcia prowadziłeś, że nam się te klapki otwierały jedna po drugiej... Nie, nie powiem Tobie, też nie pamiętam. W Telewizorni jakieś Bony M, ewentualnie Sipińska czy Parostatkiem 2 + 1 w najlepszym wypadku Kombi... Gdzieś na blokach czasem się złapało przez okno u kogoś Uriah Heep. Powoli też odsłuchiwało się Listy przebojów Trójki. Wentyl bezpieczeństwa, władza dała nam trochę rock'owizny. Radio obrzydziło do szczętu Chopina i całą muzykę klasyczną, nie wiedzieć czemu nazywaną poważną.

Szkoła Podstawowa nr 6 do znudzenia ładowała do głowy, że Sienkiewicz wielkim patronem był, że „Potop”, że Kali ukraść krowę to dobrze, Kalemu krowę ukraść to źle... Wychowanie Muzyczne, no nie czarujmy się – michałek...

A jednak te zajęcia muzyczne z panem Nowakiem – taki wtedy był status naszej znajomości, przenosiły z tej małej socjalistycznej szkółki, w której nawet WF był ważniejszy niż wszystko, choć odbywał się na korytarzach, w świat w którym królowali The Beatles, Niemen, Dylan, Stan Borys, któremu mentalnie bliżej było do „Jądra Ciemności” niż „W Pustyni i w Puszczy”. To z Beatlesami to jeszcze pewnie można zrozumieć, czas  tak rockowy, prawie już Sierpień chyba był. Nie chodzi o miesiąc. Pan Nowak, opowiadał o tych wszystkich trupach z szafy i Programu Drugiego Polskiego Radia tak, że się tej 9 Beethovena słuchało z zapartym tchem, z niewiarą, że geniusz był głuchy. Kto by tam pokazywał wtedy socjalistycznej młodzieży Szymanowskiego? Pan Nowak, pokazywał i opowiadał tak,że pobiegłem zaraz po lekcjach do małej księgarenki na Staszica i kupiłem czarnego winyla, nawet dziś nie pamiętam czy to była Stabat Mater? Nie jestem już pewien czy Tren ofiarom Hiroszimy to też pan, panie Nowak tchnął we mnie...

Jakże dziwne o czym człowiek myśli, kiedy w ten lub inny sposób dogoni go ostateczność. Sam nie wiem, nie pamiętam, dawno to było. Głupi dowcip, na tamte czasy raczej nie częsty. Dlaczego zrobiliśmy go właśnie panu Nowakowi?

Romek, nawet już nie pamiętam, któremu z Nas odbiło, zdaje mi się jednak, że to była któraś dziewczyna.

Głupota pnie Nowak, no nie inaczej. Kaktus był z tych wielkich z dużymi igłami. Zamaskowany na krześle, że nie miał pan, panie Nowak szans. Musiało boleć, kiedy pan usiadł. Dlaczego teraz, kiedy to tak nie ważne piszę o tym? Bo nie zdążyłem przeprosić, bo komu jak komu, ale Tobie Romku nie należało tego zrobić. Nie pamiętam już czy sroga minę miał pan, panie Nowak, bo nie wypadało się śmiać razem z nami, bo szkoła, bo autorytet... Wiem, że nigdy wcześniej i nigdy później nie było mi w szkole tak głupio, tak wstyd... Romek przepraszam, wiesz jeszcze pewnie za to, że w jakimś materiale z rozpędu nazwałem spotkania chóralne konkursem... Za wszystko inne serdecznie dziękuję.

Wiesz Romku, są rzeczy, których nie można przecenić, których nie można nauczyć, może jakoś tam przykładem zaszczepić można, nie wiem.

Muzykę kocham tak szeroko – to wiem, dzięki Tobie w dużej mierze. Są jednak rzeczy ważniejsze. Kiedy czasem widziałem zdziwienie, moich rówieśników, tym, że tak bardzo żyję pasjami mojego syna, że czasem mu towarzyszę i wiele robimy razem, widziałem wtedy jak stoisz pod sceną gdy grało Bapu. Więcej nauczyłeś tym przeżywaniem występów Czarka i jego przyjaciół, a na scenie tez przecież stawał i starszy z Nowaków, więcej nauczyłeś niż stu instruktorów, wychowawców, wykładowców i innych gałganów, których na tych koncertach nie widziałem. Twój powściągliwy ale ciepły uśmiech, kiedy chłopakom szło dobrze...To jest siła, którą zawsze będę pamiętał, a przynajmniej chce ją pamiętać.  

Nasze rozmowy raczej krótkie, zawsze pełne młodych ludzi z Gniezna, którym się udaje, którzy są dobrze. Ta Twoja szczera radość z sukcesów innych oby została w nas, którzy cię znamy. Bywaliśmy wspólnie jurorami Kalejdoskopu Talentów. Wiesz, co mi imponowało Romku w tych kalejdoskopowych sytuacjach? To z jaką powagą i szacunkiem traktowałeś tych młodych ludzi. Właśnie szacunek do człowieka, do druga rzecz, której uczyłeś oprócz muzyki. Ta wspaniała przeciw waga, mnie zdarzało się powiedzieć za mocno, za boleśnie lub za bardzo się zachwycić. Roman Nowak juror, nie kłamał gdy było naprawdę źle, ale też nigdy nikogo nie obraził. Pokora, wiedza i żadnego show wokół własnej osoby.

To co Roman Nowak robił dla chóralistyki gnieźnieńskiej, to oczywistość, nie mnie o tym pisać, tu jestem laikiem. Choć pamiętam rozmowy z Dawidem Jungiem o tym przemożnym wpływie Romka na istnienie „Dzwonu” czy „Szpaków”.  

Jest jeszcze jedna rzecz dla mnie ważna. Roman wydawał się być od zawsze i na zawsze. Jakoś tak, wszyscy go szanowaliśmy, a jednak nie widywałem go na galach, wyróżnieniach czy miejskich benefisach. Wydawało się to oczywiste, że jest dla nas ważny zbyt oczywiste by go wyróżniać, czy nagradzać. Nic nam już nie pomoże zapłonąć rumieńcem wstydu, to my będziemy musieli żyć z nienapisanymi artykułami, nie przyznanymi wyróżnieniami. Jemu to pewnie i teraz jak i przedtem wszystko jedno. Roman Nowak był niezwykle pokornym człowiekiem.

Miasto mam jednak nadzieję, że za tą trumną cię nie zabraknie. Nadzieję, że nie będziemy brnąć w grzech zaniechania.

Artykuły powiązane

1 komentarz

  •  czytelnik
    czytelnik niedziela, 03, grudzień 2017 09:54 Link do komentarza Raportuj

    Wielka strata dla Gniezna, kondolencje dla bliskich śp. p. Romana... Panie Jarku, dziękuję za ten ciepły i mądry artykuł...

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.