http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpghttp://informacjelokalne.pl/images/banners/nbaner01.jpg

Było ich piętnastu, żołnierze „Zielonego Trójkąta”

Wyróżniony Było ich piętnastu, żołnierze „Zielonego Trójkąta”

Są ostatnimi świadkami żywej historii po tych, których nazywano Żołnierzami Wyklętymi i którzy walczyli na naszych ziemiach o wolną od dominacji sowieckiej Polskę. Dziś opowiadali, co pamiętają i co przekazali im ich rodzice i dziadkowie, dużo lepiej pamiętający wydarzenia tamtych czasów.


W ramach przypadającego dziś Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych w auli szkolnej I Liceum Ogólnokształcącego w Gnieźnie zorganizowano specjalne spotkanie z rodzinami żołnierzy z tzw. „Zielonego Trójkąta”, którzy walczyli z władzami komunistycznymi w pierwszych latach powojennych. – To był oddział założony przez dawno żołnierza AK, por. Leona Wesołowskiego PS. „Wichura”, który urodził się we Wrześni i ten oddział działał na terenie powiatów gnieźnieńskiego, wrzesińskiego i konińskiego – przypomina ks. dr Michał Sołomieniuk, dyrektor Archiwum Archidiecezjalnego w Gnieźnie, który od lat zajmuje się tematyką związaną z Żołnierzami Wyklętymi z naszych terenów. – Od wiosny do jesieni 1945 roku, po zabiciu „Wichury”, poszczególne pododdziały walczyły jeszcze do 1946 roku. Dziś wiemy o ok. piętnastu żołnierzach, którzy związani byli z oddziałem Zielony Trójkąt i również kilkunastu związanych z oddziałem WSGO „Warta”, inspektorat Gniezno – dodaje.

- Jedynie żołnierze Zielonego Trójkąta przeprowadzali akcje zbrojne, natomiast żołnierze z „Warty” ograniczali się zasadniczo do propagandy i zbierania informacji wywiadowczych. Część z nich dostała wyroki kary śmierci lub kilkuletnie bardzo ciężkie więzienie, to dotyczyło głównie żołnierzy WSGO „Warta” i nawet jeśli wychodzili z tego więzienia po amnestii, to wracali już jako ludzie bardzo schorowani i zmaltretowani. Potem mieli już taki patent na wiecznego podejrzanego, a do tego bardzo trudno im było pozyskać jakąś pracę. Dwie postaci z Gniezna można uznawać za bardzo wyraziste i to był Edward Jagła ze Skiereszewa, dowódca patrolu, rocznik 1926, zabity przed własnym domem w 1945 roku i ppłk. Antoni Pracki, dowódca inspektoratu WRPO „Warta” w Gnieźnie – opowiada nam ks. M. Sołomieniuk.

Wśród zaproszonych na scenę członków rodzin był dziś wnuk tego ostatniego. – Dziadek na mnie tylko wyzywał, bo ja byłem takim dość żywym dzieckiem i dużo biegałem i wszędzie wchodziłem – wspomina żartobliwie w krótkiej rozmowie z nami Henryk Pracki, który w momencie, gdy jego dziadek umierał miał zaledwie 6 lat. – On był żołnierzem zawodowym. Brał udział najpierw w I wojnie światowej, w wojsku niemieckim. Później walczył w powstaniu wielkopolskim, następnie zdobywał Kijów, po czym został właśnie tym żołnierzem zawodowym, wstąpił do Armii Krajowej, a podczas okupacji był dowódcą całego okręgu Ostrów Mazowiecki. Jak wrócił po II wojnie światowej do Wielkopolski, to miał krótki epizod w zasadzie, bo szybko go zgarnęli. Był więziony w Poznaniu i we Wronkach, tam spędził ok. trzy lata – dodaje.

– Dziadek potem już, jak wyszedł z tego więzienia, to on nic nie mówił, nie mógł pracy znaleźć, był rozbity i już wtedy ciężko chorował. U nas tylko powtarzało się, jak dziadek mawiał, że: „wszystkie wojny tylko osłabiły ludzkość, moralnie, finansowo, intelektualnie itd. Nigdy więcej wojowania, lud nie ma prawa brać udziału w wojnach, bo to prowadzi do zguby – wspomina H. Pracki.

Prelekcji oraz późniejszej rozmowie przysłuchiwali się uczniowie ze szkół ponadgimnazjalnych, a w przerwach prezentowane były utwory patriotyczne w wykonaniu uczniów I Liceum Ogólnokształcącego w Gnieźnie.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.