http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpghttp://informacjelokalne.pl/images/banners/nbaner01.jpg

„Nie grano im marszów żałobnych”

Wyróżniony „Nie grano im marszów żałobnych”

Dziś w Gnieźnie odsłonięto tablicę upamiętniającą Polaków pomordowanych na Wołyniu. Zawisła ona na murach okalających kościół Farny, obok tablicy Katyńskiej. Była to część zorganizowanych wspólnie przez Starostę Gnieźnieńskiego oraz Towarzystwo Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich uroczystości 72. rocznicy mordu na Wołyniu i w Polsce Południowo-Wschodniej.


11 lipca 1943 roku oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii jednocześnie zaatakowały sto pięćdziesiąt miejscowości powiatów włodzimierskiego, horochowskiego i kowelskiego w południowo-wschodnich województwach II Rzeczypospolitej. Ten dzień stanowił krwawą kulminację zbrodni wołyńskiej. W sumie, w wyniku masowych zbrodni, dokonanych w latach 1943-1945 na Wołyniu i w Galicji Wschodniej, zginęło, czy też zostało bestialsko pomordowanych ok. stu tysięcy Polaków.

O ofiarach krwawej niedzieli na Wołyniu przypomniał dziś w swojej homilii ks. Jan Szrejter. Mówił o tym, jak w wielu miejscowościach ginęli księża i wierni, którzy tego dnia uczestniczyli we mszach świętych. Przypomniał, w jak okrutny sposób byli mordowani. Mówił również o tym, że mordy na Polakach miały miejsce już wcześniej od 1939 roku, stanowiąc zapowiedź ludobójstwa późniejszych lat.

Po mszy świętej w kościele pw. św. Trójcy, odbyła się uroczystość, podczas której odsłonięto tablicę upamiętniającą wydarzenia sprzed ponad siedmiu dekad. W uroczystości, obok kombatantów, przedstawicieli służb mundurowych, organizacji i stowarzyszeń, przedstawicieli gnieźnieńskich parlamentarzystów oraz samorządowców, wzięły również udział Stanisława Mogielnicka, Elżbieta Hoppe, Anna Gaweł i Łucja Andrzejczak, które były świadkami tamtych wydarzeń, a członkowie ich rodzin zostali pomordowani.

Głos zabrał Janusz Sekulski, prezes Towarzystwo Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich. – Żadne słowa nie oddadzą tragedii Polaków na Wołyniu i w Polsce południowo-wschodniej w latach 1942 – 1943. Nie oddam w tym krótkim wystąpieniu rozmiar tego, co się wydarzyło. Była to bowiem rzeź, którą śmiało możemy nazwać ludobójstwem – mówił rozpoczynając swoje wystąpienie. Przypomniał, że Polaków mordowano z potwornym okrucieństwem, a 11 lipca 1943 roku był dniem wyjątkowych zbrodni. – Niech nikt nie twierdzi, że następowały odwety Polaków na Ukraińcach. Żołnierze Armii Krajowej, aby nie dopuścić do dalszych rzezi walczyli z oddziałami regularnej Ukraińskiej Powstańczej Armii. Polacy nie mordowali cywilów, nie palili wsi. Dowódcy rejonów Armii Krajowej wysłali wyraźny rozkaz do oddziałów, aby nie strzelali do cywilów, nie palili domów, wsi. Za łamanie rozkazu groził sąd polowy – mówi Janusz Sekulski.

Zaznaczył, że wielu pomordowanych nie ma swoich mogił. Dodał, że wciąż prowadzone są starania, by dzień 11 lipca był świętem narodowy. – Prawda musi być ujawniona. Tylko w prawdzie narody mogą dążyć do pojednania. Ukraina musi dojrzeć do prawdy. Zbyt mała jest świadomość tych faktów wśród mieszkańców Ukrainy, z resztą również i w Polsce. Niestety narastanie nacjonalistycznych nastrojów, kult UPA, ogłaszanie bohaterami takich zbrodniarzy, jak Stepan Bandera, Roman Suchewycz, czy Piotr Diaczenko, zakłamywanie lub usprawiedliwianie zbrodni nie sprzyja pojednaniu. Jeżeli nie boimy się upominać o prawdę wobec mocarstwowej Rosji, to w relacjach z Kijowem nie żądamy prawdy o Wołyniu zachowując się bojaźliwie. Takie podejście naszych władz jest zaprzeczeniem partnerstwa i szkodzi Ukrainie, odsuwając ją od standardów cywilizowanego świata – podkreśla J. Sekulski. Zaznaczył, że pamięć o ofiarach ludobójstwa powinna trwać, nie dlatego, by pielęgnować sentymenty, ale po to, by tragiczne wydarzenia nigdy się nie powtórzyły. Dodał, że warunkiem pojednania jest prawda i należyte upamiętnienie ofiar. Wyraził przekonanie, że zbrodnia wołyńska to polski holocaust. – Oddajemy dzisiaj w szczególny sposób pamięć pomordowanym. Taki jest obowiązek uczciwego Polaka. W ogromnej większości pomordowani nie mieli pogrzebów. Nie grano im marszów żałobnych. Dzisiaj taki marsz usłyszą – zakończył swoje wystąpienie Janusz Sekulski.

Po tym przemówieniu odsłonięto i poświecono tablicę upamiętniającą pomordowanych. Dalej głos zabrał Robert Gaweł. Jako członek Zarządu Powiatu Gnieźnieńskiego reprezentował starostę Beatę Tarczyńską. Ale w swoim wystąpieniu przypomniał historię własnej rodziny. Mówił, że 11 lipca 1943 roku jego dziadkowie wraz trzema córkami zdołali uciec z Witoldówka koło Porycka. Dwie z tych córek były obecne na dzisiejszej uroczystości. Inna część rodziny, zamieszkała w powiecie Włodzimierz Wołyński nie miała możliwości ucieczki. – Mamy potężną lekcję do odrobienia jako Polacy. Bo w naszej świadomości ta zbrodnia wołyńska, czy też rzeź na Wołyniu funkcjonuje niestety bardzo mizernie – mówi Robert Gaweł. Podkreślał, że potrzebna jest jasna i zdecydowana polityka historyczna. – Naprawdę przyszedł czas na to, żeby Rzeczpospolita upomniała się o prawdę. Bo inaczej kto będzie pamiętał, jak odejdą ostatni świadkowie? Takie tablice są bardzo ważne. Bo któryś z przechodniów może to zauważy, czy też będą w następnych latach jakieś uroczystości. Ale musimy zacząć wychowywać młodzież, żeby wiedziała, co jest ważne i skąd jest ta nasza tożsamość – zaznacza R. Gaweł.

Po jego wystąpieniu pod odsłoniętą dziś tablicą złożono wiązanki kwiatów i znicze. Uroczystość zakończyła się odśpiewaniem „Roty”.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.